długo nie pisałam z powodów różnych.Pierwszy to praca,szyję ,szyję,nie pamiętam że żyję.Jestem maszyną!
Wczoraj pobiłam swój rekord....200 metrów szycia!!! (kto szyje ten zrozumie...).Jeszcze rok temu uważałam że 120 metrów to moje maksimum...
Praca w mordorze robi swoje.Opanowałam maszynę i jej najszybyszy bieg do perfekcji.
W tym roku również nie jestem zawalona zamówieniami bo ogarniam temat na bieżąco.Z drugiej strony jest ich mniej niż dawniej.Covid zorbił swoje,
ludzie boją się wydawaćpieniędzy na "fanaberie" typu nowe zasłony/firanki.Często przychodzą za to ci którym ...."no cóż,po praniu nasza firanka miała dziury ze starości"....
Zdecydowanie mniej jest osób które mają nowe mieszkania lub urządzają mieszkania pod wynajem.I znów ten covid w tle....
(na wynajem zarabia się nieźle,bo zamawiają na dwa - trzy lokale od razu,sporo okien do obszycia )
Mój boks wygląda na oblężony ale teraz to już jest luz,zdjęcia sprzed paru dni;)))
Do tego wszystkiego doszła choroba Młodej.
Dawno temu bo w lipcu leczyła zęba.I dobrze to poszło.Zaplombowany,przy okazji zrobiono jej panoramę.Była w gabinecie gdzie ja chodzę od lat....wielu.Jedna właścicielka i kilku dentystów.Jest chirurg szczękowy,lekarz od kanałówki i kilku "normalnych"stomatologów. Jakieś...dwa tygodnie temu Młoda zaczęła chodzić po ścianach bo taki ból w tym plombowanym zębie a to "7".TO 7.Plomba rozwiercona
założony antybiotyk i nie wiem jak to się nazywa,lek który zabija nerwy w zębie bo kanałowe trzeba robić.Na szybko znaleźli jej wolny termin tym razem do właścicielki gabinetu.I od razu powiedziane - nie wiemy jak pani dotrwa do wizyty,może bardzo boleć....( wizyta za 7 dni była umówiona bo inny lekarz to robi i jest tylko w poniedziałki).
Wszystko dzieje się w piątek po południu.W sobotę ząb nie boli ale na skórze pojawiają się dziwne plamy.W niedzielę pod kolanem mamy już ogromne zmiany,ciało prawie że fioletowe....
Znalezina na cito pani dermatolog oczom nie wierzy i przepisuje stosowną kurację antybiotykiem.NIE POMAGA.Jest coraz gorzej..............
.Mija tydzień i mamy kolejny piątek po południu - pani dermatolog nie bierze kasy za konsultacje i za kolejną wizytę,za to robi konsultacje z innymi lekarzami.Młoda wybadana wzdłuż i w poprzek i konsylium orzekło że to sprawa...................zęba....
Zakażenie szło od niego.....
Dostaje ciężką dawkę sterydów i zastrzyki w brzuch (przeciwzakrzepowe),chcieli ją dać na oddział ale ściągnąć tam dentystę mogą dopiero na poniedziałek ale on może jedynie tego zęba wyrwać, i skoro Młoda ma wizytę na poniedziałek to..............czekamy do poniedziału....... jednak trzeba być przy Młodej co i rusz,kontrolować sytuację bo może skończyć się sepsą.Jakby co to pogotowie i rwanie zęba i oby to wystarczyło.........
Poniedziałek wieczór - leczenie kanałowe.Lekarz ( on mnie też to robił)robi kanałówkę pod mikroskopem ale nie ukrywam że nie wsłuchał się w to co mówi córka.Prosiła w imienu swoim i pani dermatolog by naprawdę dobrze wyczyścił wszystko co tylko tam można bo sytuacja jest bardzo groźna..
Zlekceważył dziewczynę bo młoda bo ................
Nie,no się świetnie na tym zna i co to tam jakaś pokrzywka..............A!A!A!
Jednak po kanałówce Młoda poczuła się lepiej,może wygaszać sterydy ( co potrwa około 2 tygodni bo nie można odstawić od razu.....) Poszła na rozmowę do właścicielki gabinetu.
Jak zobaczyli co ona ma na nogach ( bo z rąk itp już zaczęło schodzić ) to jednak panika.Niemniej że to nie wina dentystki która ww licu tego zęba "tylko " leczyła i zaplombowała a nie zleciła kanałówki pomimo że na panormaie był widoczny znaczny ubytek bo ( i tu można swoją wersję wstawić) Będziemy myśleć co dalej jak Młoda dojdzie do siebie.Na razie jest bardzo słaba,ma L-4,nie może za bardzo chodzić,wysilać się,męczy ją nawet krótki spacer............
Tak gdzieś tam w tyle głowy tłucze mi się pytanei - czy aby nie przeszła covidu przy okazji???? To jak powoli dochodzi do siebie i te dziwne objawy???
I tak nam się święta zbliżają ale ja się cieszę że córka zdrowieje. W domu nic nie ruszone ale oj tam mam wywalone.Zakupy robi NJZ,Co zrobi to zrobi
Najwyżej będziemy pościć.
X-men kupił mi na Ukrainie kilka ciekawostek "ku zdrowotności" od babuszki/zielarki.No to będziemy popijać winko żurawinowo-malinowo -cos tam,jeść plaster miody,zagryzać orzekszami i szyszuniami w miodzie....
A to Ukraina właśnie.
Na Mołdawii zaś wkurzył się ieożebnie bo został zatrzymany zaraz za granicą przez policję.Dostał taki oto papierek,myślał w pierszwje chwili że to mandat bo było 50 h a on jechał 55km/h około.No tak wynika jak się na szybko zerknie,ale nie ,to tylko papierek covidowy............POLAK ??? A POLAK,jechać dalej!
jak wychodzę do pracy to jest ciemno.Jak wracam to jest ciemno,trudno odróżnić poranek od wieczoru.............
pierwsze zdjęcie to poranek,drugie to wieczór....
Mglisty poranek też ywa....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
sobota, 19 grudnia 2020
piątek, 2 października 2020
jak to z wirusem było czyli covid,dyskusje i nagle prrrrr
Od kiedy ogłoszono pandemię,wiaddomo dyskutujemy o tym w pracy.Na jednej zmianie jest u nas około 140 osób które się przemieszczają,chodzą do sklepów,restauracji/barów/kawiarni/kin, jeżdżą na wakacje,jeżdżą środkami transportu miejskiego,chodzą do galerii i ogólnie korzystają z życia.
Do tego dochodzą klienci.Mamy ich sporo co dnia....Niekiedy kichają,smarkają,kaszlą na potęgę ( tych jest sporo) a i sątacy którzy nie chodzą w maseczkach ani niczym innym na twarzy BO NIE.
Sama jeżdżę tramwajem lub autobusem do pracy.....
I tak sobie gadamy z koleżankami...
Mama jednej z nich dorabia sobie na emeryturze sprzątając.Sprząta w przychodni!!!
Jak to wygląda obecnie,kiedy Covvid - 19 zaatakował mocniej?
Otóż przychodnie zostały (teoretycznie) przygotowane do przyjmowania pacjentów z wirusem bo...wszak ciężar stwierdzenai czy ktoś jest chory spoczął na lekarzach roddzinnych.
W rzeczonej przychodni oddział dziecięcy(chorych i zdrowych ) został przeniesiony na piętro a na parterze zrobiono remont i zorganizowano izolatki. Mama koleżanki tam sprzątała po remoncie. Wymyła wszystko płynami dezynfekującymi ( niemniej uważam że można to zrobić lepiej,widziałam jak działają specjalistyczne firmy.W ochronnych kobinezonach mają spryskiwacze i lecą po wszystkim tymi płynami.)
Jednak toalety tam zabrakło ponieważ wcześniej, jakiś robotnik uszkodził sedes i trzebaa było go zdemontować.....Znaczy toalety NIE MA (może na razie???)
Do kontaktu z pacjentami którym się wydaje że są chorzy,takimi którzy naprawdę są zarażeni lub takimi którzy się świetnie czują ale jednak mają wirusa zostali przeznaczeni czterej lekarze rodzinni.
W przychodniach - o czym nie wiedziałam, są lekarze kontraktowi oraz lekarze z NFZ.Z NFZ lekarze to są na emeryturach,na pół etatu zatrunieni,i nie wiem jacy jeszcze.Kontraktowi są rozliczani z innej puli.Kontraktowi nie chodzą do covidowców....
Przychodzi ktosiek i mówi że nie ma węchu....oraz stracił smak...no to go pakują do tych izolatek i schodzi do niego stareńki lekarz .Wkłada na się specjalistyczny kombinezon wart 300zł....I onże robi mu test.Jeśłi niechcący wyjdzie bo test ttrzeba na en przykład gdzieś wysłać to zdejmuje tenże cudd kombinezon i go utylizują.Wracajać do pacjenta wkłada NOWY cud kombinezon za 300zł....i tak w kółko.Bywa że takich pacjentów ddziennie jest z 10 sztuk acz większośćma grypę/kolkę,stracha i takie tam pierdy.
Lekarz który schodzi do covidowca ( teoretycznego) zostawia swoich pacjentów w poczekalni.I oni na siebie kichają,smarkają,kaszlą i się grupują niepotrzebnie....Jak wróci,to się wszyscy dezynfekują ( tja....za ten czas to covid już zebrał żniwo i kto miał być zarażon,jest nim.
Znaczy ciężko wierzyć w ten wirus w takich idiotycznych sytuacjach....
U nas w pracy nikt nie zachorował mimo takich kontaktó rozległych.Jeden kolega był na kwarantannie ale to przez żlobek swojego dziecka.Ponoć jedni z rodziców byli niejdenoznaczni i wszystkich wzięto na kwarantannę.(jakby kto ył chory to to by się rozniosło.Nie ma siły by nikt nic nie wiedział) Wracam do domu,wchodzę na fb i czytam u koleżanki (znam ją minimum lat 17 acz tylko z neta) że jej były właśniee przeszedł zakażenie i niby wyzdrowiał.
No wyzdrowiał acz....nie jest w stanie przejsć 30 metrów do śmietnika ze śmieciami żeby się nie dusić.
W takiej sytuacji żanej pracy ...a on pracował fizycznie,wyćwiczony,nigdy nie chorował na nic....DUPA NIE ?
Do tego dochodzą klienci.Mamy ich sporo co dnia....Niekiedy kichają,smarkają,kaszlą na potęgę ( tych jest sporo) a i sątacy którzy nie chodzą w maseczkach ani niczym innym na twarzy BO NIE.
Sama jeżdżę tramwajem lub autobusem do pracy.....
I tak sobie gadamy z koleżankami...
Mama jednej z nich dorabia sobie na emeryturze sprzątając.Sprząta w przychodni!!!
Jak to wygląda obecnie,kiedy Covvid - 19 zaatakował mocniej?
Otóż przychodnie zostały (teoretycznie) przygotowane do przyjmowania pacjentów z wirusem bo...wszak ciężar stwierdzenai czy ktoś jest chory spoczął na lekarzach roddzinnych.
W rzeczonej przychodni oddział dziecięcy(chorych i zdrowych ) został przeniesiony na piętro a na parterze zrobiono remont i zorganizowano izolatki. Mama koleżanki tam sprzątała po remoncie. Wymyła wszystko płynami dezynfekującymi ( niemniej uważam że można to zrobić lepiej,widziałam jak działają specjalistyczne firmy.W ochronnych kobinezonach mają spryskiwacze i lecą po wszystkim tymi płynami.)
Jednak toalety tam zabrakło ponieważ wcześniej, jakiś robotnik uszkodził sedes i trzebaa było go zdemontować.....Znaczy toalety NIE MA (może na razie???)
Do kontaktu z pacjentami którym się wydaje że są chorzy,takimi którzy naprawdę są zarażeni lub takimi którzy się świetnie czują ale jednak mają wirusa zostali przeznaczeni czterej lekarze rodzinni.
W przychodniach - o czym nie wiedziałam, są lekarze kontraktowi oraz lekarze z NFZ.Z NFZ lekarze to są na emeryturach,na pół etatu zatrunieni,i nie wiem jacy jeszcze.Kontraktowi są rozliczani z innej puli.Kontraktowi nie chodzą do covidowców....
Przychodzi ktosiek i mówi że nie ma węchu....oraz stracił smak...no to go pakują do tych izolatek i schodzi do niego stareńki lekarz .Wkłada na się specjalistyczny kombinezon wart 300zł....I onże robi mu test.Jeśłi niechcący wyjdzie bo test ttrzeba na en przykład gdzieś wysłać to zdejmuje tenże cudd kombinezon i go utylizują.Wracajać do pacjenta wkłada NOWY cud kombinezon za 300zł....i tak w kółko.Bywa że takich pacjentów ddziennie jest z 10 sztuk acz większośćma grypę/kolkę,stracha i takie tam pierdy.
Lekarz który schodzi do covidowca ( teoretycznego) zostawia swoich pacjentów w poczekalni.I oni na siebie kichają,smarkają,kaszlą i się grupują niepotrzebnie....Jak wróci,to się wszyscy dezynfekują ( tja....za ten czas to covid już zebrał żniwo i kto miał być zarażon,jest nim.
Znaczy ciężko wierzyć w ten wirus w takich idiotycznych sytuacjach....
U nas w pracy nikt nie zachorował mimo takich kontaktó rozległych.Jeden kolega był na kwarantannie ale to przez żlobek swojego dziecka.Ponoć jedni z rodziców byli niejdenoznaczni i wszystkich wzięto na kwarantannę.(jakby kto ył chory to to by się rozniosło.Nie ma siły by nikt nic nie wiedział) Wracam do domu,wchodzę na fb i czytam u koleżanki (znam ją minimum lat 17 acz tylko z neta) że jej były właśniee przeszedł zakażenie i niby wyzdrowiał.
No wyzdrowiał acz....nie jest w stanie przejsć 30 metrów do śmietnika ze śmieciami żeby się nie dusić.
W takiej sytuacji żanej pracy ...a on pracował fizycznie,wyćwiczony,nigdy nie chorował na nic....DUPA NIE ?
wtorek, 22 września 2020
trochę smętka,kęs wariactwa i takie tam ploty
Jutro jadę na pogrzeb.Smutno mi.Nie żebym rozpaczała ,czy miała potarganą duszę ale.... znałam tego czowieka od urodzenia.Dosłownie.
TO najmłodszy brat mamy.Wychowywałam się z nim.Kiedyśbardzo mi imponował.Nauczył skakać przez płoty,łazić po drzewach i wchodzić na dach garażu.
Świetne zajęcie dla dziewczynki;)))
Zdolny,inteligentny,skońćzył studia z wyróżnieniem,przystojny łamacz serc,ożenił się z śliczną jak sen dziewczyną( muszę pisać że piekielnie zdolną). Jak zwykle było ale.Ale to choroba psychiczna występująca w jej rodzinie.Jednak dziewczę zdrowe to jak to rezygnować z niej?
A potem po kilku latach szczęścia i fajnego życia,rodzi się niepełnosprawne dziecko a ona popada w chorobę....
Izolował nas od swojej rodziny.Izolował tak skutecznie że ostatni raz widziałam kogokolwiek z nich 30 lat temu.Brat mamy do nas przyjeżdżał,spedzał cały dzień u mamy,czasami wpadał ot tak,utrzymywał kontakt telefoniczny ale nie życzył sobie naszych wizyt u nich.
No i bum.
Jadę na pogrzeb w nieznane.
Niee wiedziałam jak to powiedzieć mamie,bo zmarł nagle (leczył się na raka,potem wyzdrowiał,potem wznowa,przerzuty i po kolejnej chemii nie dał rady organizm...).Wdech,wydech.Jakoś poszło ...
No to jadę ale pogoda ładna,trzeba by jakieś czarne ubranie szykować,odpowiednie do temperatury i okoliczności.Nie mam za dużo czarnych ciuchów,nie lubię koloru i już.
Wczoraj spędzłam kilka godzin chodząc po sklepach,bo to za grube,to świetne ale za drogie,to tanie ale porażka,w tamto nie wejdę i jak się w sumie ubrać żeby nie wyglądać jak żałobny babon a do tego żeby móc wykorzystać te ubranie na co dzień?!?
Kupiłam bluzkę,kurteczkę,czarne jeansy ( chciałam normalne spodnie,cieńsze niż jeansy byłyby akurat super ale...nie było mojego rozmiaru ;>>>> )
Buty na płaskim prawie obcasie jedne mam,bo w sndałach to nie za bardzo chyba....
I ....czarna maseczka.Kurka wodna,wyszyłąm cały zapas czarnego materiału na maski dla X-mena,to sobie musiałam kupić,bo wszak w maseczce w różowe łabądki na pogrzeb nie pójdę....
Ząb się uspokoił,dziąsła ww porządku,znaczy nie jest źle.
Czasem jeżdżę do pracy,szyję,żyję,rozmawiam,spotykam się z ludźmi.
Kiedyś jechałam autobisem z takim fajnym chłopakiem z pracy.Sympatyczny,zawsze cześć powiedział,czasem pogadaliśmy,temu pomógł,tamtej coś przyniósł, próbował wejść na kasy ale powiedzieli że jest za wolny.jak był na zmianie było miło.Akurat wrócił z urlopu,zadowolony że wypoczął,twierdził że stęsknił się już za pracą;))
I nagle się okazuje że następnego dnia ( niee jechałam z nim bo zaspałam) dostał w autobusie jakiegoś ataku szału.Rzucał plecakiem,wyzywał. Policja,te sprawy.Kolejnego dnia widziałam go znów w pracy,był bardzo spokojny,wręcz apatyczny.Okazało się że choruje na schizofrenię ale dopóki brał leki to było dobrze.Jednak że go otępiały,to sam postanowił że ich brać nie będzie...No i jednak cofnęli go do domu i czeka na badanie psychiatryczne.
Szkoda go,no szkoda chłopaka ale u nas pracować pewnie nie będzie mógł,bo może zagrażać klientom skoro nie chce brać przepisanych leków...
A co z historią - X-men w Belgii?
Jego interwencja - dzwonił na samym końcu na numer alarmowy policji odniosła skutek.Pojawił się ktoś z kluczem na komisariat i wydał mu dokumenty,dlatego mógł od razu ruszyćw drogę.On i ten drugi kierowca który przejął część ładunku.
Okazało się że ambasadda odddzwoniła w ponniedziałek!!! Pogadali z chłopem,powiedzieli że skarga jest jak najbardziej zasadna,ma podstawy.Powiedzieli gdzie ma złożyć skargę,jest ponoć specjalna strona z odpowiednim formularzem.
Oczywiście zrobił to,bo miał czas po rozładunku (tym razem to było w Szkocji).Czy skarga nabierze biegu? Zobaczymy....
( ale o tym ciiii....powiedział że sikał im tam na parkingu ww krzaczory i wysrał się pod drzewkiem,bo co miał zrobić?!? )
Świetne zajęcie dla dziewczynki;)))
Zdolny,inteligentny,skońćzył studia z wyróżnieniem,przystojny łamacz serc,ożenił się z śliczną jak sen dziewczyną( muszę pisać że piekielnie zdolną). Jak zwykle było ale.Ale to choroba psychiczna występująca w jej rodzinie.Jednak dziewczę zdrowe to jak to rezygnować z niej?
A potem po kilku latach szczęścia i fajnego życia,rodzi się niepełnosprawne dziecko a ona popada w chorobę....
Izolował nas od swojej rodziny.Izolował tak skutecznie że ostatni raz widziałam kogokolwiek z nich 30 lat temu.Brat mamy do nas przyjeżdżał,spedzał cały dzień u mamy,czasami wpadał ot tak,utrzymywał kontakt telefoniczny ale nie życzył sobie naszych wizyt u nich.
No i bum.
Jadę na pogrzeb w nieznane.
Niee wiedziałam jak to powiedzieć mamie,bo zmarł nagle (leczył się na raka,potem wyzdrowiał,potem wznowa,przerzuty i po kolejnej chemii nie dał rady organizm...).Wdech,wydech.Jakoś poszło ...
No to jadę ale pogoda ładna,trzeba by jakieś czarne ubranie szykować,odpowiednie do temperatury i okoliczności.Nie mam za dużo czarnych ciuchów,nie lubię koloru i już.
Wczoraj spędzłam kilka godzin chodząc po sklepach,bo to za grube,to świetne ale za drogie,to tanie ale porażka,w tamto nie wejdę i jak się w sumie ubrać żeby nie wyglądać jak żałobny babon a do tego żeby móc wykorzystać te ubranie na co dzień?!?
Kupiłam bluzkę,kurteczkę,czarne jeansy ( chciałam normalne spodnie,cieńsze niż jeansy byłyby akurat super ale...nie było mojego rozmiaru ;>>>> )
Buty na płaskim prawie obcasie jedne mam,bo w sndałach to nie za bardzo chyba....
I ....czarna maseczka.Kurka wodna,wyszyłąm cały zapas czarnego materiału na maski dla X-mena,to sobie musiałam kupić,bo wszak w maseczce w różowe łabądki na pogrzeb nie pójdę....
Ząb się uspokoił,dziąsła ww porządku,znaczy nie jest źle.
Czasem jeżdżę do pracy,szyję,żyję,rozmawiam,spotykam się z ludźmi.
Kiedyś jechałam autobisem z takim fajnym chłopakiem z pracy.Sympatyczny,zawsze cześć powiedział,czasem pogadaliśmy,temu pomógł,tamtej coś przyniósł, próbował wejść na kasy ale powiedzieli że jest za wolny.jak był na zmianie było miło.Akurat wrócił z urlopu,zadowolony że wypoczął,twierdził że stęsknił się już za pracą;))
I nagle się okazuje że następnego dnia ( niee jechałam z nim bo zaspałam) dostał w autobusie jakiegoś ataku szału.Rzucał plecakiem,wyzywał. Policja,te sprawy.Kolejnego dnia widziałam go znów w pracy,był bardzo spokojny,wręcz apatyczny.Okazało się że choruje na schizofrenię ale dopóki brał leki to było dobrze.Jednak że go otępiały,to sam postanowił że ich brać nie będzie...No i jednak cofnęli go do domu i czeka na badanie psychiatryczne.
Szkoda go,no szkoda chłopaka ale u nas pracować pewnie nie będzie mógł,bo może zagrażać klientom skoro nie chce brać przepisanych leków...
A co z historią - X-men w Belgii?
Jego interwencja - dzwonił na samym końcu na numer alarmowy policji odniosła skutek.Pojawił się ktoś z kluczem na komisariat i wydał mu dokumenty,dlatego mógł od razu ruszyćw drogę.On i ten drugi kierowca który przejął część ładunku.
Okazało się że ambasadda odddzwoniła w ponniedziałek!!! Pogadali z chłopem,powiedzieli że skarga jest jak najbardziej zasadna,ma podstawy.Powiedzieli gdzie ma złożyć skargę,jest ponoć specjalna strona z odpowiednim formularzem.
Oczywiście zrobił to,bo miał czas po rozładunku (tym razem to było w Szkocji).Czy skarga nabierze biegu? Zobaczymy....
( ale o tym ciiii....powiedział że sikał im tam na parkingu ww krzaczory i wysrał się pod drzewkiem,bo co miał zrobić?!? )
piątek, 15 maja 2020
dawno nie było o kupie czyli warto coś wrzucić;)
Jeżdżę do pracy,nawet mnie to bawi po prawie 2 miesiącach siedzenia w domu.

Korzystam jak pisałam z aplikacji w telefonie przy zakupie biletów.Pewnie nie trzeba było ich kupować,bo wszak w czasie pandemii,ograniczonej ilości pasażerów ,maseczkach,rękawiczkach i hgw co jeszcze kontrolerzy siedzą w domu,ale ja zawsze kasowałam wirtualnie;).
Dziś stojąc już na przystanku i wiedząc że do przyjazdu mojego tramwaju zostały 4 minuty,wchodzę w apkę ,klikam "kup bilet" ,naciskam i ? Ano wywala mi "za mało środków na koncie".
- Wkurzona pewnie za mocno machnęłam palcem albo co bo....wylogowało mnie z aplikacji!!!!!!!!!!!! No żesz kurwa ja pierdole pomyślałam i jak dobrze że mam na pysku maseczkę bo nikt mojego wkurwu nie śledzi....
A o co chodzi?
A bo ja NIE ZNAM HASEŁKA do aplikacji....Po kija pana mam znać skoro byłam cały czas zalogowana?!?(a córka mi to robiła za pierwszym razem....)
Zawarczałam pod maseczką w łabądki i trzeba było zmienić hasło a czas uciekał....
Za pierwszym razem wbiłam na dodatek zły login,kurwasz.
Za drugim dobry,potem kod capcha co znaczy nie jestem robotem,potem kurwa wróć,bo apka wysłała wstępne hasełko na maila...
JAK SIĘ KURWA DOSTAĆ DO MAILA NIE WYŁĄCZAJĄC STRONY Z APLIKACJĄ ?!?
Mam nowy telefon,i już mi ręce latały ze złości,maseczka w łabądki była błogosławiona....
Wlazłam na maila,odczytałam hasełko- masz 15 minut spiesz się,lecę na apkę wbijam najpierw login,potem ten jebany kod capcha,potem to nowe hasełko i .............NIESTETY PODAŁEŚ BŁĘDNE !!!!!!!!!!!!!
Okulary mi z wkurwu zaparowały,czas ucieka ,zaraz będzie tramwaj a ja w polu!!!
Zdejmuję okulary,opuszczam maseczkę i chuj tam,łabądki też mnie zaczynają wkurwiać jako i telefon.Na szczęście na przystanku nikogo.
Biorę oddech i znów wchodzę na maila,gdzie się okazuje że dopiero teraz wpadł ten właściwy,poprzedni był sprzed dwóch tygodni....A!A!A!
Usiłuję zapamiętać hasełko,wracam na apkę,wbijam login,kod capcha,hasełko i ......podałeś nieprawdziwe/błędne hasełko...........
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
Znów wchodzę na tego jebanego maila,czytam hasełko i usiłuję zapamiętać,w oddali słychać nadjeżdżający tramwaj.............
Wchodzę na apkę,wbijam login,kod capcha i w końcu hasełko działa.....wyskakuje komunikat - WPROWADŹ NOWE HASŁO
A żeby cie posrało warczę !!!!!!!!!!!!!!!!!! I wbijam hasełko nieparlamentarne,potem powtórka hasełka i komunikat - hasełka się od siebie różnią....................
Ty kurwo jebana syczę i wbijam hasełko raz jeszcze,potem powtórka i uffff jest.Widzę tramwaj !!!
Apka moja.Wchodzę w zakładkę - doładuj konto....
Wybieram kwotę,idę na przelewy,wybieram bank ( nie,nie mam bliku),wchodzę do banku - kurwa hurrra nie pomyliłam ani loginu ani hasełka ale nie ciesz się kurwa kobieto bo przychodzi sms do zatwierdzenia przelewu.Widzę go kilka sekund !!!!!!!!!!!!! Kurwa jak się wchodzi na tym jebanym telefonie w smsy żeby potem wrócić do banku?!?!?
Wsiadam do tramwaju i myślę i chuj z tym,jadę bez biletu,niech mnie kto spróbuje sprawdzić....
Wdech,wydech,a niech tam,teraz na spokojnie załatwię to doładowanie sobie myślę.Wchodzę w apkę,wbijam na stronę doładowania,przechodzę przez te kilka okien,jestem w banku,przychodzi sms,widzę go kilka sekund ale wydaje mi się że zapamiętałam,wbijam cyfry..................NIEPRAWIDŁOWY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
DKJP.................................wdech,wydech....znajduję notesik,długopis,robię wszystkie czynności opisane wyżej,chcę wejść na bank...............wrzuciłeś nieprawidłowy login/hasło- zaloguj się jeszcze raz........................
Ręce i cycki mi opadają.....Tramwaj podjeżdża na kolejny przystanek,drzwi się otwierają,staje przed nimi młody człowiek i wrzeszczy - POJEBY ZDEJMIJCIE TE PODPASKI Z PYSKÓW !!!!!!!!!!!!
Wysiadłam,potuptałam do sklepu i kupiłam butelkę czerwonego wina................
Na uspokojenie wrzucę wam tym którzy nie widzieli mnie na fb zdjęciunio z pewnego kibla w KIJOWIE..........................

Korzystam jak pisałam z aplikacji w telefonie przy zakupie biletów.Pewnie nie trzeba było ich kupować,bo wszak w czasie pandemii,ograniczonej ilości pasażerów ,maseczkach,rękawiczkach i hgw co jeszcze kontrolerzy siedzą w domu,ale ja zawsze kasowałam wirtualnie;).
Dziś stojąc już na przystanku i wiedząc że do przyjazdu mojego tramwaju zostały 4 minuty,wchodzę w apkę ,klikam "kup bilet" ,naciskam i ? Ano wywala mi "za mało środków na koncie".
- Wkurzona pewnie za mocno machnęłam palcem albo co bo....wylogowało mnie z aplikacji!!!!!!!!!!!! No żesz kurwa ja pierdole pomyślałam i jak dobrze że mam na pysku maseczkę bo nikt mojego wkurwu nie śledzi....
A o co chodzi?
A bo ja NIE ZNAM HASEŁKA do aplikacji....Po kija pana mam znać skoro byłam cały czas zalogowana?!?(a córka mi to robiła za pierwszym razem....)
Zawarczałam pod maseczką w łabądki i trzeba było zmienić hasło a czas uciekał....
Za pierwszym razem wbiłam na dodatek zły login,kurwasz.
Za drugim dobry,potem kod capcha co znaczy nie jestem robotem,potem kurwa wróć,bo apka wysłała wstępne hasełko na maila...
JAK SIĘ KURWA DOSTAĆ DO MAILA NIE WYŁĄCZAJĄC STRONY Z APLIKACJĄ ?!?
Mam nowy telefon,i już mi ręce latały ze złości,maseczka w łabądki była błogosławiona....
Wlazłam na maila,odczytałam hasełko- masz 15 minut spiesz się,lecę na apkę wbijam najpierw login,potem ten jebany kod capcha,potem to nowe hasełko i .............NIESTETY PODAŁEŚ BŁĘDNE !!!!!!!!!!!!!
Okulary mi z wkurwu zaparowały,czas ucieka ,zaraz będzie tramwaj a ja w polu!!!
Zdejmuję okulary,opuszczam maseczkę i chuj tam,łabądki też mnie zaczynają wkurwiać jako i telefon.Na szczęście na przystanku nikogo.
Biorę oddech i znów wchodzę na maila,gdzie się okazuje że dopiero teraz wpadł ten właściwy,poprzedni był sprzed dwóch tygodni....A!A!A!
Usiłuję zapamiętać hasełko,wracam na apkę,wbijam login,kod capcha,hasełko i ......podałeś nieprawdziwe/błędne hasełko...........
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
Znów wchodzę na tego jebanego maila,czytam hasełko i usiłuję zapamiętać,w oddali słychać nadjeżdżający tramwaj.............
Wchodzę na apkę,wbijam login,kod capcha i w końcu hasełko działa.....wyskakuje komunikat - WPROWADŹ NOWE HASŁO
A żeby cie posrało warczę !!!!!!!!!!!!!!!!!! I wbijam hasełko nieparlamentarne,potem powtórka hasełka i komunikat - hasełka się od siebie różnią....................
Ty kurwo jebana syczę i wbijam hasełko raz jeszcze,potem powtórka i uffff jest.Widzę tramwaj !!!
Apka moja.Wchodzę w zakładkę - doładuj konto....
Wybieram kwotę,idę na przelewy,wybieram bank ( nie,nie mam bliku),wchodzę do banku - kurwa hurrra nie pomyliłam ani loginu ani hasełka ale nie ciesz się kurwa kobieto bo przychodzi sms do zatwierdzenia przelewu.Widzę go kilka sekund !!!!!!!!!!!!! Kurwa jak się wchodzi na tym jebanym telefonie w smsy żeby potem wrócić do banku?!?!?
Wsiadam do tramwaju i myślę i chuj z tym,jadę bez biletu,niech mnie kto spróbuje sprawdzić....
Wdech,wydech,a niech tam,teraz na spokojnie załatwię to doładowanie sobie myślę.Wchodzę w apkę,wbijam na stronę doładowania,przechodzę przez te kilka okien,jestem w banku,przychodzi sms,widzę go kilka sekund ale wydaje mi się że zapamiętałam,wbijam cyfry..................NIEPRAWIDŁOWY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
DKJP.................................wdech,wydech....znajduję notesik,długopis,robię wszystkie czynności opisane wyżej,chcę wejść na bank...............wrzuciłeś nieprawidłowy login/hasło- zaloguj się jeszcze raz........................
Ręce i cycki mi opadają.....Tramwaj podjeżdża na kolejny przystanek,drzwi się otwierają,staje przed nimi młody człowiek i wrzeszczy - POJEBY ZDEJMIJCIE TE PODPASKI Z PYSKÓW !!!!!!!!!!!!
Wysiadłam,potuptałam do sklepu i kupiłam butelkę czerwonego wina................
Na uspokojenie wrzucę wam tym którzy nie widzieli mnie na fb zdjęciunio z pewnego kibla w KIJOWIE..........................
sobota, 26 października 2019
autobus czerwony ulicami mego miasta mknie i .....staje w korku...
...tyle się działo i nie działo a chęci do pisania brak.
Mamy koniec października,pogoda piękna,chodzę na spacery z Rudą,jeżdżę do pracy...
minut. - No właśnie.Jeżdżę. Nie od dziś wiadomo że dojazd do Katowic jest delikatnie mówiąc trudny w godzinach porannych a wyjazd w popołudniowych. Moje miasto stało się sypialnią dla ludu pracującego stolicy Śląska.Dojazd prosty i szybki ( może kiedyś) ceny mieszkań przystępne (jeszcze są),miasto dość zielone ( choć i tu betonują co popadnie),uczelnie są,młodzieży sporo a i imprezy się odbywają czyli popołudnia ( jeśli się wróci o normalnej porze) mogą być przyjemne.
- Jeżdżę rankiem,raz wczesnym,raz późnym.I zauważyłam jak różni ludzie siedzą o tych porach w autobusach.
SKORO ŚWIT - o tej porze zabiera się prosty lud pracujący,typu pan z wiadrem i mopem (ciekawe co on sprząta),przysypiające panie z reklamówkami na kolanach (pewnie drugie śniadanie sobie wiozą ),ten gość w roboczym drelichu ( po co się przebierać,skoro można od razu mieć ubranie nadające się do roboty),śpiący długowłosy z plecakiem ( a to nasz serwisant się okazało,nie budzony przejechał trasę trzy razy,teraz gdy wychodzę z autobusu sprawdzam czy się obudził ),dziwacznie ubrana dziewczyna (może tego wymagają w robocie ?) i cała ta reszta rozpływająca się w niebycie,trudna do zidentyfikowania.Ogólnie szara.W autobusie jest dziwnie cicho,nawet telefonu nikt nie wyciąga.Zamknięte oczy to podstawa.Czasem aż się ich boję ... -MIęDZY JUTRZNIĄ A PORANKIEM - o tej porze autobus jest pełen młodzieży a czasem i dzieci.Jadą do szkół,na uczelnie,czasem z dorosłym do przedszkola.Jest gwarno,słychać śmiechy,komórki prawie mają wszyscy wyciągnięte i rozgrzane.Są i dorośli,pewnie urzędniczki,młodzi mężczyźni z teczkami na laptopy,w wąskich spodniach przy których ich stopy w modnych eleganckich butach wyglądają na numer mniejsze od kajaka.Jest i ta pani,przez którą raz wsiadłam do złego autobusu.Ona wsiadła pierwsza jednak zdążyła wysiąść.Ja już nie.A i bywał jeden pan.Pan sobie stał koło kiosku zawsze,palił papierosa,miał okulary na nosie,wsiadał do tyłu autobusu i chyba był moim dawnym znajomym ale jakoś nigdy nie okazał chęci podejścia,choć raz wykonał kilka dziwnych ruchów.... MIĘDZY ÓSMĄ A ÓSMĄ TRZYDZIEŚCI - o tej porze jeździ zbieranina.Ci co spóźnili się na wcześniejszy kurs,ci co nagle chcą gdzieś jechać,sporo starszych pań ( te pewnie do lekarzy w Katowicach),studenci ,młodzi chłopcy na zajęcia sportowe( wysiadają zawsze na tym samym przystanku ubrani w dresy,z dużymi sportowymi torbami), matki z dziećmi jadą do dziadków,często ludzie w walizkami (pewnie na dworzec do Katowic). Najłatwiej znaleźć miejsce w tym skoro świt lub po ósmej.Wolę siedzieć.Hamowanie,przyspieszanie,zakręty - to rzuca człowiekiem po autobusie i wychodziłam ze siniakami.od kiedy siadam jak się tylko da,jest spokój.Ucieszyły mnie też bilety 90 minutowe.Koszt 4,80zł a ogarniasz przesiadkę albo i dwie.Pod warunkiem że nie ma korków.....
ostatnio jeździłam tym po ósmej,bo wyspać się trzeba,wstawać rankiem mi się nie chciało,robota opanowana,wiedziałam że zdążę to po co tak o świtaniu jechać ? Jednak mi się odechciało bo rozpoczęli remont wiaduktu na trasie i korki do opanowania zmieniły się w korki katastrofalne. Widząc co się dzieje zakarbowałam sobie w pamięci - NIE JECHAĆ autobusem,iść na tramwaj!!! - ZAPOMNIAŁAM. A pogoda śliczna,ciepełko,słoneczko,spacer marzenie.Ale ja polazłam na autobus.....Katowickie rondo pokonaliśmy po 35 minutach!!!!!!!!!!!!!!! Do Mojego miasta dotarłam po 95 minutach.Niecałe 10 km....@!#!!!%#@!%$! Byłam bardzo ale to bardzo zła na siebie.No ale co zrobisz jak nic nie zrobisz? uwięziona w tej metalowej puszce poddałam się i obserwowałam ludzi. Jedne człek poprosił kierowcę o wypuszczenie ,bo ważna sprawa.Kierowca nie może wypuścić gdzie bądź ,tego mu nie wolno,jednak podjechał to jakieegoś przystanku ,otworzył drzwi to tłumek się wysypał.Nie ja.Cóż.Ja miałam daleko na piechotę.
Nauczona doświadczeniem (straciłam takie piękne popołudnie ) teraz z pracy wracam tramwajem.Na razie pogoda dopisuje,spacer 4 kilometrowy na przystanek dobrze mi robi.
Ostatnio tak się zamyśliłam maszerując,że dopiero po jakimś kilometrze zajarzyłam że maszeruję noga w nogę z panem,który tuptał przede mną.W pewnym momencie nerwowo się zaczął oglądać bo chyba mu to przeszkadzało ;))). No i tak to mi się to życie toczy.
Mamy koniec października,pogoda piękna,chodzę na spacery z Rudą,jeżdżę do pracy...
minut. - No właśnie.Jeżdżę. Nie od dziś wiadomo że dojazd do Katowic jest delikatnie mówiąc trudny w godzinach porannych a wyjazd w popołudniowych. Moje miasto stało się sypialnią dla ludu pracującego stolicy Śląska.Dojazd prosty i szybki ( może kiedyś) ceny mieszkań przystępne (jeszcze są),miasto dość zielone ( choć i tu betonują co popadnie),uczelnie są,młodzieży sporo a i imprezy się odbywają czyli popołudnia ( jeśli się wróci o normalnej porze) mogą być przyjemne.
- Jeżdżę rankiem,raz wczesnym,raz późnym.I zauważyłam jak różni ludzie siedzą o tych porach w autobusach.
SKORO ŚWIT - o tej porze zabiera się prosty lud pracujący,typu pan z wiadrem i mopem (ciekawe co on sprząta),przysypiające panie z reklamówkami na kolanach (pewnie drugie śniadanie sobie wiozą ),ten gość w roboczym drelichu ( po co się przebierać,skoro można od razu mieć ubranie nadające się do roboty),śpiący długowłosy z plecakiem ( a to nasz serwisant się okazało,nie budzony przejechał trasę trzy razy,teraz gdy wychodzę z autobusu sprawdzam czy się obudził ),dziwacznie ubrana dziewczyna (może tego wymagają w robocie ?) i cała ta reszta rozpływająca się w niebycie,trudna do zidentyfikowania.Ogólnie szara.W autobusie jest dziwnie cicho,nawet telefonu nikt nie wyciąga.Zamknięte oczy to podstawa.Czasem aż się ich boję ... -MIęDZY JUTRZNIĄ A PORANKIEM - o tej porze autobus jest pełen młodzieży a czasem i dzieci.Jadą do szkół,na uczelnie,czasem z dorosłym do przedszkola.Jest gwarno,słychać śmiechy,komórki prawie mają wszyscy wyciągnięte i rozgrzane.Są i dorośli,pewnie urzędniczki,młodzi mężczyźni z teczkami na laptopy,w wąskich spodniach przy których ich stopy w modnych eleganckich butach wyglądają na numer mniejsze od kajaka.Jest i ta pani,przez którą raz wsiadłam do złego autobusu.Ona wsiadła pierwsza jednak zdążyła wysiąść.Ja już nie.A i bywał jeden pan.Pan sobie stał koło kiosku zawsze,palił papierosa,miał okulary na nosie,wsiadał do tyłu autobusu i chyba był moim dawnym znajomym ale jakoś nigdy nie okazał chęci podejścia,choć raz wykonał kilka dziwnych ruchów.... MIĘDZY ÓSMĄ A ÓSMĄ TRZYDZIEŚCI - o tej porze jeździ zbieranina.Ci co spóźnili się na wcześniejszy kurs,ci co nagle chcą gdzieś jechać,sporo starszych pań ( te pewnie do lekarzy w Katowicach),studenci ,młodzi chłopcy na zajęcia sportowe( wysiadają zawsze na tym samym przystanku ubrani w dresy,z dużymi sportowymi torbami), matki z dziećmi jadą do dziadków,często ludzie w walizkami (pewnie na dworzec do Katowic). Najłatwiej znaleźć miejsce w tym skoro świt lub po ósmej.Wolę siedzieć.Hamowanie,przyspieszanie,zakręty - to rzuca człowiekiem po autobusie i wychodziłam ze siniakami.od kiedy siadam jak się tylko da,jest spokój.Ucieszyły mnie też bilety 90 minutowe.Koszt 4,80zł a ogarniasz przesiadkę albo i dwie.Pod warunkiem że nie ma korków.....
ostatnio jeździłam tym po ósmej,bo wyspać się trzeba,wstawać rankiem mi się nie chciało,robota opanowana,wiedziałam że zdążę to po co tak o świtaniu jechać ? Jednak mi się odechciało bo rozpoczęli remont wiaduktu na trasie i korki do opanowania zmieniły się w korki katastrofalne. Widząc co się dzieje zakarbowałam sobie w pamięci - NIE JECHAĆ autobusem,iść na tramwaj!!! - ZAPOMNIAŁAM. A pogoda śliczna,ciepełko,słoneczko,spacer marzenie.Ale ja polazłam na autobus.....Katowickie rondo pokonaliśmy po 35 minutach!!!!!!!!!!!!!!! Do Mojego miasta dotarłam po 95 minutach.Niecałe 10 km....@!#!!!%#@!%$! Byłam bardzo ale to bardzo zła na siebie.No ale co zrobisz jak nic nie zrobisz? uwięziona w tej metalowej puszce poddałam się i obserwowałam ludzi. Jedne człek poprosił kierowcę o wypuszczenie ,bo ważna sprawa.Kierowca nie może wypuścić gdzie bądź ,tego mu nie wolno,jednak podjechał to jakieegoś przystanku ,otworzył drzwi to tłumek się wysypał.Nie ja.Cóż.Ja miałam daleko na piechotę.
Nauczona doświadczeniem (straciłam takie piękne popołudnie ) teraz z pracy wracam tramwajem.Na razie pogoda dopisuje,spacer 4 kilometrowy na przystanek dobrze mi robi.
Ostatnio tak się zamyśliłam maszerując,że dopiero po jakimś kilometrze zajarzyłam że maszeruję noga w nogę z panem,który tuptał przede mną.W pewnym momencie nerwowo się zaczął oglądać bo chyba mu to przeszkadzało ;))). No i tak to mi się to życie toczy.
środa, 8 maja 2019
Jak zostałam "domestosem " i najgorsze 30 minut w tym roku
Niektórzy widzieli;) mój ekhm, firmowy MUNDUREK.
W umowie nic na ten temat nie ma i jakież było moje zaskoczenie kiedy przyszedł taki jeden i rzekł - z polecenia dyrektora mam wydać ubranie służbowe.
Eeee,myślałam że to żart a facet na poważnie.No poszłam.W sumie mnie to bawi,niemniej mam teraz więcej problemów bo w stroju służbowym odgrywam rolę niejako pracownika - doradcy klienta i powinnam się w mniemaniu klientów ZNAĆ na wszystkim....A!A!A!...Służę za drogowskaz ino co nie zawsze jest mile widziane BO JAK TO NIE WIE PANI ? .No nie wiem,bo nie jestem szkolona,nie mam dostępu,nie zajmuję się ,ja tu tylko szyję;).
Zapewne robię za tzw.zapchaj dziurę bo obsada na dziale jest mierna.Są wakaty jednak ludzie się nie garną.No to ubrali mnie .A czemu DOMESTOS - chodzi o kolory koszulek;D. Mogłam zostać żabką lub domestosem. Wolę to drugie,wszak bywam trująca;))
Majówka to przeszłość a ja tyrałam tak że dni mi się pomyliły.Serio - dziś byłam pewna że jest dziewiąty maja !!! No bo brałam pracę do domu.Zły zwyczaj,bardzo zły zwyczaj!. No ale skoro w firmie stół krojczy ma 170 cm a ja mam uszyć panel z falbankami na 215 cm?!? No równo to ja tu nie odmierzę za nic,chyba że na podłodze.Dziękuję,postoję.No to brałam.Z powodu własnej głupoty i zbytniego myślenia ( nie myśleć za dużo,nie myśleć!!!) zarwałam noc jedną.Eh,bo czasem 140cm materiału to dużo,a czasem to mało i nie wiedzieć czemu mnie się ubzdurało że jednak dużo.Hm,no to prułam dwa razy.Szyć skończyłam o 24....( ale czy ja wspominałam że uwielbiam mój stół krojczy? Taki tam prymitywny ale ma 3*2,5m !!! Jest genialny bo wielki...I wysoki...;)))
Wczoraj znów praca domowa niestety tym razem siedziałam do 1.30....Tja....Czemuż to klienci wymyślają takie cudaczne prace? Co zlecenie to cuda na kiju...I znów mój stół wielkości lotniska mnie uratował.Kto ma Instagramcia lub fb Matyldę ten wie;)
W łóżku byłam o drugiej w nocy,potem próba zaśnięcia a tu trzeba wstawać bo 6.30!!! Byłam jak zombi.Przyjechałam do pracy i od razu do szycia.A tu ,wtem sms przyszedł.Jak grom z jasnego nieba.Ja w tym zamęcie i amoku,odczytałam i wpadłam w panikę że znów coś z X-menen się dzieje,że jakiś wypadek,kłopoty i takie tam.Odezwał się po 30 minutach że wszystko u niego ok,i czemu panikuję - otóż tamten sms dostałam z firmy X-mena - wysłany przez pomyłkę na mój/X-mena numer telefonu ....( bo X-men wymienia się ze mną co jakiś czas kartą sim.W sumie mamy 4 numery telefonów.Kiedyś potrzeba ,teraz w sumie kłopot ale chamy z Orange nie chcą potwierdzić który numer jest w okresie rozliczeniowym i na wszelki wypadek blokuje swój zwyczajowy numer za granicą i dodatkowo wymiana się ze mną na mój drugi,używany rzadko w zasadzie do zdjęć tylko i insta.
A co jest grane z tym okresem?
Otóż chodzi o bezpłatny roaming.Firmy się obcięły na tym, bo masa osób korzysta a pracuje za granicą jak np.kierowcy.I kiedyś X-menowi przysłali wiadomość że za dużo gada i za długo siedzi za granicą i zaczynają mu naliczać opłaty ( nie ma znaczenia że mamy pulę bezpłatnych rozmów ).NO WIECIE CO ? Trzy tygodnie to długo? To znalazłam apkę Whatsapp i sobie rozmawiamy bezpłatnie bez łaski.Niemniej też bywają problemy z transferem ale to sprawka Orange.)
Czyli jest dobrze bo to nie X-men miał kłopoty ale jednak niefajnie bo któryś z kierowców firmowych je ma.
....Wracając do dnia mej pracy - miałam jeszcze jedno zamówienie do uszycia ,z ogromnym wysiłkiem bo oczy na zapałkach itepe a tu koleżanka mówi odpuść,wszak mamy dopiero 8 maja a to zamówienie jest na 10 maja!!!!!!!!!
O jejku....Dziś jest ÓSMY,ósmy,8 maja!!!!!!!!!!!
No to się zawinęłam i jazda do domu.A w domu spać....I znów zaraz idę ,bo oczy się same zamykają.Trzeba odespać. Miłego wieczoru;)))
W umowie nic na ten temat nie ma i jakież było moje zaskoczenie kiedy przyszedł taki jeden i rzekł - z polecenia dyrektora mam wydać ubranie służbowe.
Eeee,myślałam że to żart a facet na poważnie.No poszłam.W sumie mnie to bawi,niemniej mam teraz więcej problemów bo w stroju służbowym odgrywam rolę niejako pracownika - doradcy klienta i powinnam się w mniemaniu klientów ZNAĆ na wszystkim....A!A!A!...Służę za drogowskaz ino co nie zawsze jest mile widziane BO JAK TO NIE WIE PANI ? .No nie wiem,bo nie jestem szkolona,nie mam dostępu,nie zajmuję się ,ja tu tylko szyję;).
Zapewne robię za tzw.zapchaj dziurę bo obsada na dziale jest mierna.Są wakaty jednak ludzie się nie garną.No to ubrali mnie .A czemu DOMESTOS - chodzi o kolory koszulek;D. Mogłam zostać żabką lub domestosem. Wolę to drugie,wszak bywam trująca;))
Majówka to przeszłość a ja tyrałam tak że dni mi się pomyliły.Serio - dziś byłam pewna że jest dziewiąty maja !!! No bo brałam pracę do domu.Zły zwyczaj,bardzo zły zwyczaj!. No ale skoro w firmie stół krojczy ma 170 cm a ja mam uszyć panel z falbankami na 215 cm?!? No równo to ja tu nie odmierzę za nic,chyba że na podłodze.Dziękuję,postoję.No to brałam.Z powodu własnej głupoty i zbytniego myślenia ( nie myśleć za dużo,nie myśleć!!!) zarwałam noc jedną.Eh,bo czasem 140cm materiału to dużo,a czasem to mało i nie wiedzieć czemu mnie się ubzdurało że jednak dużo.Hm,no to prułam dwa razy.Szyć skończyłam o 24....( ale czy ja wspominałam że uwielbiam mój stół krojczy? Taki tam prymitywny ale ma 3*2,5m !!! Jest genialny bo wielki...I wysoki...;)))
Wczoraj znów praca domowa niestety tym razem siedziałam do 1.30....Tja....Czemuż to klienci wymyślają takie cudaczne prace? Co zlecenie to cuda na kiju...I znów mój stół wielkości lotniska mnie uratował.Kto ma Instagramcia lub fb Matyldę ten wie;)
W łóżku byłam o drugiej w nocy,potem próba zaśnięcia a tu trzeba wstawać bo 6.30!!! Byłam jak zombi.Przyjechałam do pracy i od razu do szycia.A tu ,wtem sms przyszedł.Jak grom z jasnego nieba.Ja w tym zamęcie i amoku,odczytałam i wpadłam w panikę że znów coś z X-menen się dzieje,że jakiś wypadek,kłopoty i takie tam.Odezwał się po 30 minutach że wszystko u niego ok,i czemu panikuję - otóż tamten sms dostałam z firmy X-mena - wysłany przez pomyłkę na mój/X-mena numer telefonu ....( bo X-men wymienia się ze mną co jakiś czas kartą sim.W sumie mamy 4 numery telefonów.Kiedyś potrzeba ,teraz w sumie kłopot ale chamy z Orange nie chcą potwierdzić który numer jest w okresie rozliczeniowym i na wszelki wypadek blokuje swój zwyczajowy numer za granicą i dodatkowo wymiana się ze mną na mój drugi,używany rzadko w zasadzie do zdjęć tylko i insta.
A co jest grane z tym okresem?
Otóż chodzi o bezpłatny roaming.Firmy się obcięły na tym, bo masa osób korzysta a pracuje za granicą jak np.kierowcy.I kiedyś X-menowi przysłali wiadomość że za dużo gada i za długo siedzi za granicą i zaczynają mu naliczać opłaty ( nie ma znaczenia że mamy pulę bezpłatnych rozmów ).NO WIECIE CO ? Trzy tygodnie to długo? To znalazłam apkę Whatsapp i sobie rozmawiamy bezpłatnie bez łaski.Niemniej też bywają problemy z transferem ale to sprawka Orange.)
Czyli jest dobrze bo to nie X-men miał kłopoty ale jednak niefajnie bo któryś z kierowców firmowych je ma.
....Wracając do dnia mej pracy - miałam jeszcze jedno zamówienie do uszycia ,z ogromnym wysiłkiem bo oczy na zapałkach itepe a tu koleżanka mówi odpuść,wszak mamy dopiero 8 maja a to zamówienie jest na 10 maja!!!!!!!!!
O jejku....Dziś jest ÓSMY,ósmy,8 maja!!!!!!!!!!!
No to się zawinęłam i jazda do domu.A w domu spać....I znów zaraz idę ,bo oczy się same zamykają.Trzeba odespać. Miłego wieczoru;)))
środa, 13 lutego 2019
"a tak przy okazji : W damskiej skończyło się mydło " !
czyli o sprzątaczkach będzie.
Panie sprzątające były w mordorze pierwszymi osobami które odzywały się do mnie ludzkim głosem.
Wypytywały skąd zacz jestem i takie tam.
Potem to już była zdawkowa wymiana uprzejmości bo wszak "przynależność kastowa" nie ta.
Zauważyłam to dopiero na stołówce.Ja po roku pracy ,będąc niejako outsiderką siadam gdzie wolne miejsce acz dopiero od niedawna tak postępuję.Ogólnie każdy trzyma się swojej "grupy" no i faceci z logistyki swojej kanapy;).
Zaintrygował mnie fakt tej przynależności kastowej i obserwowałam potem już przy pracy.Faktycznie,sprzątaczki a raczej grupa sprzątająca stoi najniżej drabiny dziobania.
Nie ma żadnego spoufalania się , gadania na luzie,raczej dzieńdybry i czy możesz tu posprzątać.A niejedna by się zdziwiła a nawet nie poznała gdy przebierają się w swoje normalne ubranie.Bo u nas obowiązują mundurki.Ekipa sprzątająca ma niebieskie.Mało gustowne acz wytrzymałe spodnie robocze i bluzy.Dwie z pań bo są i panowie ,tworzą jakby podstawę wokół której przewijają się nowe.Nowe często się zmieniają bo firma sprzątająca jest firma zewnętrzną.Często przerzuca jakieś osoby to tu,to tam.Od stycznia mamy trzy nowe.I dobrze, bo trzon starszawy a market sporawy i nie nadążali ze sprzątaniem.Nie ukrywam że poprzednie wydawały się a nawet były sprawniejsze.
Sytuacja na stołówce :Wchodzę,siedzą sprzątaczki przy jednym stoliku,coś tam mówią,potem wychodzą na peta.
Przychodzi jedna z "trzonu" - oooo kubki się kończą,dołożyła.Od razu i papierowe ręczniki wyciągnęła, potem wymieniła pełen po brzegi kubeł na śmieci i wytarła podłogę wokół saturatora by ww końcu usiąść i się czegoś napić.A czemu "nowe" tego nie zrobiły? Zlały temat acz nie wiem kto lepiej na tym wyszedł.One czy ta jedna.
Najczęściej gadam z brygadzistką.Sporo lat w mordorze , ma uprawnienia do jeżdżenia maszyną czyszczącą, rankiem ją na niej widuję.Wszędzie jej pełno ale to w sumie jej obowiązek.Panie mają dodatkowo taki wózek na kółkach z wiadrem,mopami,miotłą,szuflą i worem na śmieci.Często się pojawiają koło mojego boksu bo u nas się mocno śmieci.Opakowania,folie,kawałki materiałów i takie tam.Dwa razy dziennie sprzątają też toalety.Miewają sporo roboty bo niby dziewczyny i kobiety tu pracujące to takie eleganckie a jednak....Ostatnio lekki horror przeżyłam,bo wiecie,dojeżdżam godzinę albo i dwie i czasem parcie na toaletę bywa duże.Wbiegam do wolnego boksu,robię swoje,spuszczam wodę,coś mi się odgłos nie podoba odwracam się i ....matkoicórkojapiórkuje jelonek to by, widzę jak woda w kibelku się podnosi i tuż,tuż do brzegu muszli podchodzi!!!!!!!!!!! Z zawartością....Na szczęście coś się przetkało i poooooooszło....Od tej pory najpierw zaglądam ( sorry) czy czegoś nie ma w muszli....Na drzwiach boksów są wielkie nalepki typu - NIE WRZUCAJ podpasek,tamponów itepe - POMYŚL !!! no widocznie jednak nie działa do końca.
A jak już jesteśmy przy kiblu to w szoku mnie zostawiła taka jedna elegantka - tak nie bójmy się tego słowa,jedna z nielicznych bezmundurkowych w mordorze.Wychynęła z kabiny .Makijaż...fryzura....pazury....nieskazitelna biała bluzka....w jednej ręce biały fon....i widząc mnie nieco się skonfundowała,podeszłą do umywalki,odkręciła kran,wolną od fona dłonią przesunęła po strumieniu wody i .... wyszła.Bleeeech!
No tak,znów na kupę zjechało ;))))
A ostatnio ekipa sprzątająca kojarzy mię się z pewną sceną w JUMANJI ( tym pierwszym filmie) .Jak stado dzikich zwierząt sunie szosą a na końcu za nimi stękając nosorożec.No wypisz ,wymaluj nasza ekipa.;)))
czyli tak:
Na początku brygadzistka z rozwianą kamizelką odblaskową.Niska,krępa,wszędobylska acz w wieku mocno emerytalnym to i czasem widać że bywa zmęczona .Potem sunie facet taki cwaniacko-fujarowaty.Wszyscy go raczej lubią.Prowadzi ogromny "kosz" na kółkach zbierając kartony i duże folie których jest od groma i ciut,ciut jak przychodzi towar.Obok niego kobieta "trzon nr 2 " z wózkiem sprzątającym wymachując mopem.Potem idzie taka która chce zniknąć.Pracuje już chyba pól roku i bycie sprzątaczką jest dla niej karą.Świetnie wykonuje swoją pracę ale udaje że nikogo nie widzi.Niestety logistyka też udaje że jej nie widzi i nawet barany nóg do góry nie podniosą jak sprząta stołówkę.( ja bym się wydarła ,a co ! )Kiedy ją zobaczyłam normalnie ubraną....nie do poznania! Pewnie nie mogła znaleźć lepszej pracy i teraz tu kwitnie.Zagaduję do niej,mówię dzińdybry i takie tam.Warkoczyk trochę odpuścił.Znów dwóch chłopów.Jeden starszy mocno ,drugi za młody na sprzątacza! Nosz kurcze nie mógł iść na logistykę? No i teraz idą "nowe" dwie....a na samym końcu....dysząc i sapiąc z grymasem na twarzy tupta ostatnia nowa.Ostatnia jest mocno otyła.Cóż,tusza nie pomaga w pracy sprzątaczce gdzie trafiła na moment MYCIA WSZYSTKIEGO DO BLASKU.Trzeba się schylać,i schylać,i schylać,i przy podłodze na klęczkach też. I to na razie byłoby na tyle;)
Panie sprzątające były w mordorze pierwszymi osobami które odzywały się do mnie ludzkim głosem.
Wypytywały skąd zacz jestem i takie tam.
Potem to już była zdawkowa wymiana uprzejmości bo wszak "przynależność kastowa" nie ta.
Zauważyłam to dopiero na stołówce.Ja po roku pracy ,będąc niejako outsiderką siadam gdzie wolne miejsce acz dopiero od niedawna tak postępuję.Ogólnie każdy trzyma się swojej "grupy" no i faceci z logistyki swojej kanapy;).
Zaintrygował mnie fakt tej przynależności kastowej i obserwowałam potem już przy pracy.Faktycznie,sprzątaczki a raczej grupa sprzątająca stoi najniżej drabiny dziobania.
Nie ma żadnego spoufalania się , gadania na luzie,raczej dzieńdybry i czy możesz tu posprzątać.A niejedna by się zdziwiła a nawet nie poznała gdy przebierają się w swoje normalne ubranie.Bo u nas obowiązują mundurki.Ekipa sprzątająca ma niebieskie.Mało gustowne acz wytrzymałe spodnie robocze i bluzy.Dwie z pań bo są i panowie ,tworzą jakby podstawę wokół której przewijają się nowe.Nowe często się zmieniają bo firma sprzątająca jest firma zewnętrzną.Często przerzuca jakieś osoby to tu,to tam.Od stycznia mamy trzy nowe.I dobrze, bo trzon starszawy a market sporawy i nie nadążali ze sprzątaniem.Nie ukrywam że poprzednie wydawały się a nawet były sprawniejsze.
Sytuacja na stołówce :Wchodzę,siedzą sprzątaczki przy jednym stoliku,coś tam mówią,potem wychodzą na peta.
Przychodzi jedna z "trzonu" - oooo kubki się kończą,dołożyła.Od razu i papierowe ręczniki wyciągnęła, potem wymieniła pełen po brzegi kubeł na śmieci i wytarła podłogę wokół saturatora by ww końcu usiąść i się czegoś napić.A czemu "nowe" tego nie zrobiły? Zlały temat acz nie wiem kto lepiej na tym wyszedł.One czy ta jedna.
Najczęściej gadam z brygadzistką.Sporo lat w mordorze , ma uprawnienia do jeżdżenia maszyną czyszczącą, rankiem ją na niej widuję.Wszędzie jej pełno ale to w sumie jej obowiązek.Panie mają dodatkowo taki wózek na kółkach z wiadrem,mopami,miotłą,szuflą i worem na śmieci.Często się pojawiają koło mojego boksu bo u nas się mocno śmieci.Opakowania,folie,kawałki materiałów i takie tam.Dwa razy dziennie sprzątają też toalety.Miewają sporo roboty bo niby dziewczyny i kobiety tu pracujące to takie eleganckie a jednak....Ostatnio lekki horror przeżyłam,bo wiecie,dojeżdżam godzinę albo i dwie i czasem parcie na toaletę bywa duże.Wbiegam do wolnego boksu,robię swoje,spuszczam wodę,coś mi się odgłos nie podoba odwracam się i ....matkoicórkojapiórkuje jelonek to by, widzę jak woda w kibelku się podnosi i tuż,tuż do brzegu muszli podchodzi!!!!!!!!!!! Z zawartością....Na szczęście coś się przetkało i poooooooszło....Od tej pory najpierw zaglądam ( sorry) czy czegoś nie ma w muszli....Na drzwiach boksów są wielkie nalepki typu - NIE WRZUCAJ podpasek,tamponów itepe - POMYŚL !!! no widocznie jednak nie działa do końca.
A jak już jesteśmy przy kiblu to w szoku mnie zostawiła taka jedna elegantka - tak nie bójmy się tego słowa,jedna z nielicznych bezmundurkowych w mordorze.Wychynęła z kabiny .Makijaż...fryzura....pazury....nieskazitelna biała bluzka....w jednej ręce biały fon....i widząc mnie nieco się skonfundowała,podeszłą do umywalki,odkręciła kran,wolną od fona dłonią przesunęła po strumieniu wody i .... wyszła.Bleeeech!
No tak,znów na kupę zjechało ;))))
A ostatnio ekipa sprzątająca kojarzy mię się z pewną sceną w JUMANJI ( tym pierwszym filmie) .Jak stado dzikich zwierząt sunie szosą a na końcu za nimi stękając nosorożec.No wypisz ,wymaluj nasza ekipa.;)))
czyli tak:
Na początku brygadzistka z rozwianą kamizelką odblaskową.Niska,krępa,wszędobylska acz w wieku mocno emerytalnym to i czasem widać że bywa zmęczona .Potem sunie facet taki cwaniacko-fujarowaty.Wszyscy go raczej lubią.Prowadzi ogromny "kosz" na kółkach zbierając kartony i duże folie których jest od groma i ciut,ciut jak przychodzi towar.Obok niego kobieta "trzon nr 2 " z wózkiem sprzątającym wymachując mopem.Potem idzie taka która chce zniknąć.Pracuje już chyba pól roku i bycie sprzątaczką jest dla niej karą.Świetnie wykonuje swoją pracę ale udaje że nikogo nie widzi.Niestety logistyka też udaje że jej nie widzi i nawet barany nóg do góry nie podniosą jak sprząta stołówkę.( ja bym się wydarła ,a co ! )Kiedy ją zobaczyłam normalnie ubraną....nie do poznania! Pewnie nie mogła znaleźć lepszej pracy i teraz tu kwitnie.Zagaduję do niej,mówię dzińdybry i takie tam.Warkoczyk trochę odpuścił.Znów dwóch chłopów.Jeden starszy mocno ,drugi za młody na sprzątacza! Nosz kurcze nie mógł iść na logistykę? No i teraz idą "nowe" dwie....a na samym końcu....dysząc i sapiąc z grymasem na twarzy tupta ostatnia nowa.Ostatnia jest mocno otyła.Cóż,tusza nie pomaga w pracy sprzątaczce gdzie trafiła na moment MYCIA WSZYSTKIEGO DO BLASKU.Trzeba się schylać,i schylać,i schylać,i przy podłodze na klęczkach też. I to na razie byłoby na tyle;)
czwartek, 5 lipca 2018
pani od żaluzji!!! Haaaalo,pani od żaluzji!!!
zostawmy półpaśca na razie w zawieszeniu,bo wszak nic nie poradzę na chwilę obecną.Faktu nie zmienię,czas pokaże,to po co się zamartwiać na zapas?
Wczoraj 10 godzin w pracy z dojazdem 12,dziś 14 bo mi autobus nr dwa zwiał.
Cóż,jeśli pierwszy jest opóźniony to potem za pierona nie zdążę na następny i trzeba było czekać 30 minut..A!A!A!
Ale za to mam TRZY dni wolnego!!!
Bo odszyłam wszystkie zlecenia do soboty,zaznaczyłam że mnie nie ma i ufffff.W pracy dopiero w poniedziałek.
Wrzucam na fb szybkie wpisy o tym co się dzieje ,napiszę i tu :
1.Wkurwia mnie nieprzeciętnie pewien rodzaj klienta.
Otóż np.mam uszytą zasłonę,chcę ją złożyć,robię to na stole krojczym w LM.Normalka.Ludzie przechodzą mimo.W pewnym momencie czuję szarpnięcie ,aż czasem wypada mi materiał z rąk.Nosz kurwa musi kobieta jedna z drugą POCIĄGNĄĆ I POMACAĆ bo umrze.WIDZĄ co robię,widzą że składam ale kurwa muszą pociągnąć...
Bywa że nagle szyję zygzakiem bo cipa chciała sobie obejrzeć co ? No materiał który szyję własnie... Mówię,pokazuję,wyjaśniam że są całe regały z materiałami,że wiszą wzorniki opisane dokładnie (cena,gatunek,rodzaj,kolory itepe,nawet kurczliwość podczas prania ) ale przyssają się jak pijawki do tego co robię i szlus.
2. Kolejny rodzaj klienta to "Mówię do pleców ".
Siedzę w moim kantorku a raczej otwartym boksie.Mnie widać ,chociaż nie zawsze.Siedzę i myślę/szyję/pruję/szpilkuję czyli jestem zajęta PRACĄ. Dźwięki do mnie dochodzą a jakże,czasem mimowolnie słyszę nieciekawe rozmowy,durne telefony,awanturki sklepowe i takie tam.
Czasem słyszę - HALO!!! CHCIAŁAM SPYTAĆ ?....
Czy pani może....
Czy pani wie...
Na początku nawet reagowałam,wiadomo nowość, co skutkowało często błędami w szyciu bo raz że się rozpraszałam,dwa że szyłam krzywo,trzy no nie wiem,coś tam zawsze wynikło.
Moja najczęstsza odpowiedź brzmi - NIE WIEM PROSZĘ POSZUKAĆ OBSŁUGI,JA TU SZYJĘ ,NIE ZNAM SIĘ NA ASORTYMENCIE SKLEPU !!! (wielkim markecie,piętrowym,z masą towaru!!! )
Ostatnio dla zdrowia psychicznego nie reaguję na takie zaczepki, bo często akuracik były zwrócone do konkretnej osoby z obsługi działu. I święte oburzenie - bo ja nie odpowiadam. Nosz kurwa nie mam oczu w plecach!!! Stoi sobie taka pinda trzy metry dalej i coś niby do mnie mówi.Ja nie wiem a raczej moje plecy nie wiedzą że to do mnie ! Czy tak trudno podejść od strony twarzy? Często bywa że staną. I tak sobie stoją z boku.Mój mózg łapie obecność kogoś,ale nie wgłębiam się kto i po co stoi,bo SZYJĘ. I znów problem.
3.Dziś za to koleżanka pojechała;)))))
Słyszę gromkie wołanie - Halooooooooo,Haloooooo,pani od karniszyyyyyyyyy....
Halooooooo,(machanie rękami doszło ) Pani od karniszyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!!
Akurat cięłam na stole krojczym i miałam wgląd w akcję. Klientka dobre 15 metrów od koleżanki.Koleżanka zajęta na innym stoisku , milczy.
Klientka w końcu rusza w jej stronę - Pani MNIE NIE SŁYSZY!!!
Koleżanka - słyszę.Ale przecież nie będę do pani odwrzaskiwać przez pól sklepu ,prawda? :D
Wczoraj 10 godzin w pracy z dojazdem 12,dziś 14 bo mi autobus nr dwa zwiał.
Cóż,jeśli pierwszy jest opóźniony to potem za pierona nie zdążę na następny i trzeba było czekać 30 minut..A!A!A!
Ale za to mam TRZY dni wolnego!!!
Bo odszyłam wszystkie zlecenia do soboty,zaznaczyłam że mnie nie ma i ufffff.W pracy dopiero w poniedziałek.
Wrzucam na fb szybkie wpisy o tym co się dzieje ,napiszę i tu :
1.Wkurwia mnie nieprzeciętnie pewien rodzaj klienta.
Otóż np.mam uszytą zasłonę,chcę ją złożyć,robię to na stole krojczym w LM.Normalka.Ludzie przechodzą mimo.W pewnym momencie czuję szarpnięcie ,aż czasem wypada mi materiał z rąk.Nosz kurwa musi kobieta jedna z drugą POCIĄGNĄĆ I POMACAĆ bo umrze.WIDZĄ co robię,widzą że składam ale kurwa muszą pociągnąć...
Bywa że nagle szyję zygzakiem bo cipa chciała sobie obejrzeć co ? No materiał który szyję własnie... Mówię,pokazuję,wyjaśniam że są całe regały z materiałami,że wiszą wzorniki opisane dokładnie (cena,gatunek,rodzaj,kolory itepe,nawet kurczliwość podczas prania ) ale przyssają się jak pijawki do tego co robię i szlus.
2. Kolejny rodzaj klienta to "Mówię do pleców ".
Siedzę w moim kantorku a raczej otwartym boksie.Mnie widać ,chociaż nie zawsze.Siedzę i myślę/szyję/pruję/szpilkuję czyli jestem zajęta PRACĄ. Dźwięki do mnie dochodzą a jakże,czasem mimowolnie słyszę nieciekawe rozmowy,durne telefony,awanturki sklepowe i takie tam.
Czasem słyszę - HALO!!! CHCIAŁAM SPYTAĆ ?....
Czy pani może....
Czy pani wie...
Na początku nawet reagowałam,wiadomo nowość, co skutkowało często błędami w szyciu bo raz że się rozpraszałam,dwa że szyłam krzywo,trzy no nie wiem,coś tam zawsze wynikło.
Moja najczęstsza odpowiedź brzmi - NIE WIEM PROSZĘ POSZUKAĆ OBSŁUGI,JA TU SZYJĘ ,NIE ZNAM SIĘ NA ASORTYMENCIE SKLEPU !!! (wielkim markecie,piętrowym,z masą towaru!!! )
Ostatnio dla zdrowia psychicznego nie reaguję na takie zaczepki, bo często akuracik były zwrócone do konkretnej osoby z obsługi działu. I święte oburzenie - bo ja nie odpowiadam. Nosz kurwa nie mam oczu w plecach!!! Stoi sobie taka pinda trzy metry dalej i coś niby do mnie mówi.Ja nie wiem a raczej moje plecy nie wiedzą że to do mnie ! Czy tak trudno podejść od strony twarzy? Często bywa że staną. I tak sobie stoją z boku.Mój mózg łapie obecność kogoś,ale nie wgłębiam się kto i po co stoi,bo SZYJĘ. I znów problem.
3.Dziś za to koleżanka pojechała;)))))
Słyszę gromkie wołanie - Halooooooooo,Haloooooo,pani od karniszyyyyyyyyy....
Halooooooo,(machanie rękami doszło ) Pani od karniszyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!!
Akurat cięłam na stole krojczym i miałam wgląd w akcję. Klientka dobre 15 metrów od koleżanki.Koleżanka zajęta na innym stoisku , milczy.
Klientka w końcu rusza w jej stronę - Pani MNIE NIE SŁYSZY!!!
Koleżanka - słyszę.Ale przecież nie będę do pani odwrzaskiwać przez pól sklepu ,prawda? :D
środa, 4 lipca 2018
będzie krótko,bo nie bardzo jest o czym pisać
przybyłam dziś do pracy po porannej wizycie u rodzinnego lekarza.(mamie leki,sobie leki i skierowania do specjalistów bo jak można to czemu nie )
A w hufcu afer bo.........................
jedna z koleżanek skarżąca się na pogryzienie przez hgw,okazała się chora.Chora na pólpasiec!!!
Nosz kurwa mać.
Nigdy nie chorowałam mam nadzieję że się nie zarażę.
A!A!A!
czwartek, 7 czerwca 2018
jak pączek w maśle czyli sam sobie sterem i okrętem
przez całe nasze wspólne życie mieliśmy własną firmę.Bywało bardzo ciężko.masa kłopotów, jednak i satysfakcja spora. Narzekałam na brak wolności bo w zasadzie trzy razy ,dokładnie TRZY razy mieliśmy "prawdziwy" urlop a i tak na środku morza będąc (pamiętny rejs jachtem przy brzegach i wokół wysp Chorwacji...) potrafiliśmy odebrać telefon bo coś tam,coś tam...
Jednak teraz pracując w hufcu*** - JA, oraz jako kierowca - X-men zobaczyliśmy co to znaczy BRAK wolności i NADMIERNA zależność od drugiego człowieka.
Jesteśmy wykształceni (studia ,zamiłowanie do książek,dobre filmy,teatr ) ale z czasem to z braku czasu odchodziło gdzieś na piąty czy dziesiąty plan a i język czy też wysławianie stawało się bardziej siermiężne.Gdzieś te skomplikowane i trudne słowa umykały a na ust maliny często wyrywało się jakże pospolite i mało malownicze słówko - kurwa.
Wydawało mi się że przekleństwa jakimi operował X-men wspięły się na wyżyny możliwości ale...
Jednak to , z czym teraz się spotyka wali nas między oczy.Inny świat!!!
Wszyscy ale to naprawdę wszyscy drą mordy na wszystkich.I to co go zraziło ww pierwszej pracy pojawia się notorycznie w każdej kolejnej (bo chodzi na rozmowy) Ten świat tak ma.Bez wrzasków i awantur nie ma dnia....
Do tego moja praca.
Widzę,po prostu widzę i odczuwam jak czasem się mijam z poziomem dowcipu,jakimiś odzywkami z dziewczynami.Jedna mi nawet wytknęła - i znów trudne słowo....Najczęściej siedzę cicho albo jeśli już uczestniczę w rozmowach,to staram się nie wychylać. I nie,nie uważam się za bóg wie kogo- żeby nie było.Nie,nie uważam się za lepszą od nich.
Część z dziewczyn jest po studiach ale wolały pracować w hufcu ze względu na dobre zarobki i opiekę socjalną.
Inny świat....
wtorek, 29 maja 2018
no ależ ,dlaczego tak drogo?
klientka przyniosła zasłony do lekkiego powinięcia i wszycia obciążników.
Proste szycie w sumie ale....ALE dlaczego przyniosła je BRUDNE?!? I nie tak od dołu,bo zasłona wala się po ziemi,brrrr nie podobało mi się że zostały przyjęte przez DK(doradcę klienta).Żadnego szacunku dla mojej pracy ;(.
Dziś podobna sytuacja....Zerknęłam do torby a tam żółte ale czarne...Od dołu bo za długie ale miałam obciąć kółka od góry to w sumie....
Zostawiłam klientkę z DK ,bo X-men już po mnie zdążył podjechać .Hmmm....w drodze telefon,moja koleżanka DK dzwoni że zamówienia nie będzie bo klientka stwierdził że za drogo jej to wyniesie.
Cóż,może tam u niej ,na wsi taniej to uszyją? Bez podatku i działalności....
piątek, 11 maja 2018
pracuję,żyję,czasem niekoniecznie ale oj tam;)
wczoraj było w pracy dziwnie.
Pierwszy raz byłam w hali marketu SAMA....noooo nie do końca bo obsługa też była ale klientów NIE BYŁO !!! trwało to krótko jednak wrażenie niesamowite...Grad walący w blachę dachu potęgował to dziwne uczucie pustki.Ba,nawet muzykę wyłączyli bo i tak jej nie było słychać. Okna dachowe jakieś są,pewnie w razie "W" na szczęście jednak nie nad moim boksem. Grzmiało też nieźle.
AA ja jako rasowy meteopata myliłam się co i rusz,co dodatkowo mnie frustrowało. Martwiła się także o drogę powrotną bo raniutko pognałam z Rudką do parku,upał był a zaznaczam raniutko byłam czyli koło 7 ! Po powrocie przebrałam się w cieńsze rzeczy bo jechałam do pracy objuczona tobołami jak dawniej handlara na targ i nie chciałam wparować do boksu spocona jak mysz. Jednak....jednak już przesiadając się na drugi bus doszłam do wniosku że to była zła decyzja bo chmurzyło się porządnie,w autobusach teraz klima panie dzieju to w dżinsach bym wytrzymała...
Jej, ruszyłam do domu koło 19 jak niebo się ciutkę uspokoiło i tylko siąpiło.Parasolki nie miałam ,narzutki żadnej też bo ciężary wiozłam.W jednej ręce i w drugiej ręce i w plecaku ....Cóż 18 metrów ciężkich zasłon.A!A!A!
Jakoś dotarłam do domu po drodze sobie piwko zafundowałam,a co tam,się należało;)
poniedziałek, 30 kwietnia 2018
poplątanie z pomieszaniem.
Wczoraj zrobiłam sobie wolne w pracy szyjąc ww niedzielę zamówienia.Wstyd się przyznać ale jakoś tak wcześnie wstałam i autobus był od razu że.....że przyjechałam pól godziny przed otwarciem PRACY !!!!.
Nooooo tego jeszcze nie było;).
Potuptałam do KFC ( bo najbliżej) na poranną kawę

Przy okazji zobaczyłam że okolice marketu są ładnie wykończone.Jest tam jeden ze stawów,okolony płotkiem,na dole przy wodzie kamienie,wokół płotka ścieżki,krzewy i ławeczki schowane w gąszczu.Bardzo przyjemnie,gdyby nie droga szybkiego ruchu po drugiej stronie można by zapomnieć że to miasto.No ale w niedzielę o 8,30 był spokój;)))). Wyszyłam wydawało mi się wszystko a tu kolejne zamówienie spore wpadło i pojadę 2 maja do pracy.Chciałam sobie zrobić majówkę ale....ale w sumie jestem zadowolona.No jej!!! Zaczyna mi pracy brakować! Jestem chwilami przemęczona,mam dość a potem wpada kilka takich prostych szyć i znów jest dobrze.Ciekawe jak długo?:). Jeszcze nie zięć pracował wczoraj w ogródku.Sam z własnej nieprzymuszonej woli.Bo trzeba trawę ,tfu,chwasty jak dęby wyrosłe skosić a przy okazji oczyścił dach garażu,wykarczował pieniek po czereśni,usunął tą samosiejkę jesiona która już drzewkiem się robiła sporawym pomimo moich kilkuletnich zapędów drwala i niestety musiał odciąć złamany konar starej wiśni-szklanki.Ale...ale ona była już bardzo spróchniała,wiatr powiał i trzask.Jednak jeden konarek został.Może odżyje?

- o na zdjęciu mocno po lewej ją widać.Została po konarze luka i blokowisko się wdarło do nas;(.
Bzy szaleją,mamy ciemnofioletowy,jasnofioletowe i niewielki krzaczek (ha,krzaczek ma z 50 lat) biały.Biały ma najgorzej bo w cieniu reszty i do tego jeszcze jesion i grab go zacienia....
Ponieważ JNZ pracuje na wysokościach,uciął jeszcze kabel antenowy który sobie wisiał między sąsiadką a nami pomimo swojej wieloletniej już bezużyteczności. X-mena denerwował bo gołębie tam często siadywały i srały na nasz samochód ,paskudy jedne ,jednak nic w celu jego utylizacji nie robił.Z rozpędu jakby, uciął konar orzecha włoskiego który w niepokojący sposób ocierał się o dach domu.Mógł uczynić szkody więc....
A dziś planuję pójść sobie z Rudką na daleki spacer. A co tam;).

Przy okazji zobaczyłam że okolice marketu są ładnie wykończone.Jest tam jeden ze stawów,okolony płotkiem,na dole przy wodzie kamienie,wokół płotka ścieżki,krzewy i ławeczki schowane w gąszczu.Bardzo przyjemnie,gdyby nie droga szybkiego ruchu po drugiej stronie można by zapomnieć że to miasto.No ale w niedzielę o 8,30 był spokój;)))). Wyszyłam wydawało mi się wszystko a tu kolejne zamówienie spore wpadło i pojadę 2 maja do pracy.Chciałam sobie zrobić majówkę ale....ale w sumie jestem zadowolona.No jej!!! Zaczyna mi pracy brakować! Jestem chwilami przemęczona,mam dość a potem wpada kilka takich prostych szyć i znów jest dobrze.Ciekawe jak długo?:). Jeszcze nie zięć pracował wczoraj w ogródku.Sam z własnej nieprzymuszonej woli.Bo trzeba trawę ,tfu,chwasty jak dęby wyrosłe skosić a przy okazji oczyścił dach garażu,wykarczował pieniek po czereśni,usunął tą samosiejkę jesiona która już drzewkiem się robiła sporawym pomimo moich kilkuletnich zapędów drwala i niestety musiał odciąć złamany konar starej wiśni-szklanki.Ale...ale ona była już bardzo spróchniała,wiatr powiał i trzask.Jednak jeden konarek został.Może odżyje?

- o na zdjęciu mocno po lewej ją widać.Została po konarze luka i blokowisko się wdarło do nas;(.
Bzy szaleją,mamy ciemnofioletowy,jasnofioletowe i niewielki krzaczek (ha,krzaczek ma z 50 lat) biały.Biały ma najgorzej bo w cieniu reszty i do tego jeszcze jesion i grab go zacienia....
Ponieważ JNZ pracuje na wysokościach,uciął jeszcze kabel antenowy który sobie wisiał między sąsiadką a nami pomimo swojej wieloletniej już bezużyteczności. X-mena denerwował bo gołębie tam często siadywały i srały na nasz samochód ,paskudy jedne ,jednak nic w celu jego utylizacji nie robił.Z rozpędu jakby, uciął konar orzecha włoskiego który w niepokojący sposób ocierał się o dach domu.Mógł uczynić szkody więc....
A dziś planuję pójść sobie z Rudką na daleki spacer. A co tam;).
sobota, 21 kwietnia 2018
pracuj,pracuj a garb sam ci wyrośnie
pracuję więc.Zamiast mniej coraz więcej . Pewnie nie zawsze tak będzie,wiadomo nastał czas remontów to ludzie firan i zasłon potrzebują.
Przez kilka dni jak wychodziłam raniutko z domu,tak wracałam po 12 godzinach.Czad.
Czasem jestem w stanie rozpoznać klientów.Nie,nie moich ale marketu.I to na słuch,bo schylona nad maszyną,w moim boksie świata nie widzę. Np:Pani która ma chyba za wiotkie obcasy i jak stąpa to słychać "mlaskanie" a nie elegancki stukot ;).
Para z dzieckiem a raczej rzekłabym bachorem które wrzeszczy.Wrzeszczy tak sążniście że uszy bolą.I bez powodu bo tak fajnie echo daje w markecie.....
Zdarzają się ludzie którzy przychodzą tylko przeczekać bo LM otwiera się o 6,30 a reszta sklepów o 9 rano "a ja nie wiedziałam" i coś z czasem trzeba zrobić .Tacy którzy tak naprawdę chcieli do " Komfortu " trafić ale im się jakoś tak szło i szło i doszli do LM ( w tym miejscu jest zgrupowanie marketów,duże centrum handlowe) i pani gdzie tu są wykładziny?
Sporo jest też klientów którzy potrzebują pomocy "doradcy klienta" a że ja siedzę na miejscu to mnie pytają o wszystko i wybijają z rytmu.To jest najbardziej wkurzające.Szyję sobie skupiona i nagle gdzieś tam z tyłu głowy słyszę - przepraszam gdzie tu znajdę klej do tapet? - A!A!A! I już ścieg idzie nierówno, bo ręka zadrży.
Ostatnio zdarzają się między personelem a klientami zadrażnienia.Zdarzają się zawsze,wiadomo,nie dogodzisz nigdy wszystkim ale od dwóch tygodni ekipa jest mniejsza bo jedna z dziewczyn na L4 -
się nie dziwię,wirus przetoczył się przez pracowników a ona chodziła i chodziła i zdechlała lecząc się domowymi środkami.Nie chciała iść na chorobowe,bo potrącają te dni z wypłaty.Ta z którą dość często gadam też była na L4 zaledwie cztery dni i zdjęli jej z wypłaty 150zł.Hm......Leki też kosztowały koło 100zł więc w plecy sporo.-
Druga pojechała dwa dni temu na szkolenie i ludzi brak.Dwie osoby na dział materiałów,tapet,karniszy,dywanów ,luster,obrazków i dupslików to mało.Niby sklep samoobsługowy ale ludzie wymagają wręcz rozmowy z doradcą.Przy okazji opowiedzą historię życia swoją, córki lub synowej....Bo chcą rozmowy,chcą się wygadać przed obcymi,a inni klienci którzy potrzebują informacji odstają białej gorączki bo nie mogą znaleźć nikogo z obsługi!!!
Nie raz i nie dwa zdarzało mi się latać po działach i szukać personelu....W piątek był naprawdę zły dzień.Ja ostatkiem sił zmagałam się z ogromnym zamówieniem a dwójka na sali ledwo dawała radę a na zamianie akurat była dziewczyna odpowiedzialna za dział ( każdej osobie podlega konkretny dział )materiałów ,której ja podlegam również.Bardzo kompetentna,dokładna,szybka, ma wiedzę i umie rozmawiać z klientami - znaczy wysoki poziom obsługi .I przechodzi koło mnie para i słyszę - " to najgorsza obsługa z jaką miałam do czynienia! Co za wstrętne babsko ! Czy tu jest jakiś kierownik? Trzeba poszukać kierownika!!! "....
Zdarzają się też tacy - stanie na środku środku hali i ryczy - "Paaaaan Tooooooooomasz!!!! " - a czemu wrzeszczy? Bo mu powiedzieli że z obsługi od karniszy jest dziś pan Tomasz to co będzie go kurwa szukał nie ? Jak ryknie to sam się znajdzie.....
Są też pary z dziećmi.Nie zawsze da się je zostawić w domu czyli jazda bez trzymanki dla obsługi.Też w piąteczek sytuacja taka - słyszę rodzinę,są na dywanach . Na tyle głośno są że bez problemu słyszę co się dzieje chociaż to jakieś 15 metrów ode mnie ! Dwójka chłopców biega,wygłupia się,czasem matka mówi - przestań ale zajęci dyskusją o dywanie nie zwracają uwagi na maluchy.I nagle rumor,trzask i brzęk tłuczonego szkła.Tja....dzieci bawiły się w chowanego na dziale dodatków do łazienki.....
Od razu uaktywnił się tatuś rzucając hasło - idziemy na siku.Przechodzili koło mnie i słyszę znów tatusia - "no przecież to tylko dzieci " !!! Ciekawe ,czy jakby moje dziecko porysowało mu karoserię samochodu gwoździem to też by tak powiedział ?!?
A wczoraj....
A wczoraj....
A wczoraj,doszyłam ostatnie zamówienie z soboty i pogalopowałam nad staw;)))))
Są tu w sumie trzy...
Był plażing,leżing,smażing.Pod plecami polar,pod głową torba z bambetlani i żelazkiem,z ręku termokubek z miętową herbatką,w drugiej ręce zapomniany banan z dna plecaka.....BOMBA:)))).

Czasem jestem w stanie rozpoznać klientów.Nie,nie moich ale marketu.I to na słuch,bo schylona nad maszyną,w moim boksie świata nie widzę. Np:Pani która ma chyba za wiotkie obcasy i jak stąpa to słychać "mlaskanie" a nie elegancki stukot ;).
Para z dzieckiem a raczej rzekłabym bachorem które wrzeszczy.Wrzeszczy tak sążniście że uszy bolą.I bez powodu bo tak fajnie echo daje w markecie.....
Zdarzają się ludzie którzy przychodzą tylko przeczekać bo LM otwiera się o 6,30 a reszta sklepów o 9 rano "a ja nie wiedziałam" i coś z czasem trzeba zrobić .Tacy którzy tak naprawdę chcieli do " Komfortu " trafić ale im się jakoś tak szło i szło i doszli do LM ( w tym miejscu jest zgrupowanie marketów,duże centrum handlowe) i pani gdzie tu są wykładziny?
Sporo jest też klientów którzy potrzebują pomocy "doradcy klienta" a że ja siedzę na miejscu to mnie pytają o wszystko i wybijają z rytmu.To jest najbardziej wkurzające.Szyję sobie skupiona i nagle gdzieś tam z tyłu głowy słyszę - przepraszam gdzie tu znajdę klej do tapet? - A!A!A! I już ścieg idzie nierówno, bo ręka zadrży.
Ostatnio zdarzają się między personelem a klientami zadrażnienia.Zdarzają się zawsze,wiadomo,nie dogodzisz nigdy wszystkim ale od dwóch tygodni ekipa jest mniejsza bo jedna z dziewczyn na L4 -
się nie dziwię,wirus przetoczył się przez pracowników a ona chodziła i chodziła i zdechlała lecząc się domowymi środkami.Nie chciała iść na chorobowe,bo potrącają te dni z wypłaty.Ta z którą dość często gadam też była na L4 zaledwie cztery dni i zdjęli jej z wypłaty 150zł.Hm......Leki też kosztowały koło 100zł więc w plecy sporo.-
Druga pojechała dwa dni temu na szkolenie i ludzi brak.Dwie osoby na dział materiałów,tapet,karniszy,dywanów ,luster,obrazków i dupslików to mało.Niby sklep samoobsługowy ale ludzie wymagają wręcz rozmowy z doradcą.Przy okazji opowiedzą historię życia swoją, córki lub synowej....Bo chcą rozmowy,chcą się wygadać przed obcymi,a inni klienci którzy potrzebują informacji odstają białej gorączki bo nie mogą znaleźć nikogo z obsługi!!!
Nie raz i nie dwa zdarzało mi się latać po działach i szukać personelu....W piątek był naprawdę zły dzień.Ja ostatkiem sił zmagałam się z ogromnym zamówieniem a dwójka na sali ledwo dawała radę a na zamianie akurat była dziewczyna odpowiedzialna za dział ( każdej osobie podlega konkretny dział )materiałów ,której ja podlegam również.Bardzo kompetentna,dokładna,szybka, ma wiedzę i umie rozmawiać z klientami - znaczy wysoki poziom obsługi .I przechodzi koło mnie para i słyszę - " to najgorsza obsługa z jaką miałam do czynienia! Co za wstrętne babsko ! Czy tu jest jakiś kierownik? Trzeba poszukać kierownika!!! "....
Zdarzają się też tacy - stanie na środku środku hali i ryczy - "Paaaaan Tooooooooomasz!!!! " - a czemu wrzeszczy? Bo mu powiedzieli że z obsługi od karniszy jest dziś pan Tomasz to co będzie go kurwa szukał nie ? Jak ryknie to sam się znajdzie.....
Są też pary z dziećmi.Nie zawsze da się je zostawić w domu czyli jazda bez trzymanki dla obsługi.Też w piąteczek sytuacja taka - słyszę rodzinę,są na dywanach . Na tyle głośno są że bez problemu słyszę co się dzieje chociaż to jakieś 15 metrów ode mnie ! Dwójka chłopców biega,wygłupia się,czasem matka mówi - przestań ale zajęci dyskusją o dywanie nie zwracają uwagi na maluchy.I nagle rumor,trzask i brzęk tłuczonego szkła.Tja....dzieci bawiły się w chowanego na dziale dodatków do łazienki.....
Od razu uaktywnił się tatuś rzucając hasło - idziemy na siku.Przechodzili koło mnie i słyszę znów tatusia - "no przecież to tylko dzieci " !!! Ciekawe ,czy jakby moje dziecko porysowało mu karoserię samochodu gwoździem to też by tak powiedział ?!?
A wczoraj....
A wczoraj....
A wczoraj,doszyłam ostatnie zamówienie z soboty i pogalopowałam nad staw;)))))
Są tu w sumie trzy...
Był plażing,leżing,smażing.Pod plecami polar,pod głową torba z bambetlani i żelazkiem,z ręku termokubek z miętową herbatką,w drugiej ręce zapomniany banan z dna plecaka.....BOMBA:)))).

sobota, 7 kwietnia 2018
mało czasu na internetowe życie
najczęściej jestem na instagramie bo to wymaga najmniej wysiłku.Wieczorem,kiedy leżę w łóżku czytam sobie wiadomości lub oglądam zdjęcia na insta.Czasem też wrzucę jakieś zdjęcie ze swojego pracowego boksu.
Wczoraj klient przyszedł z reklamacją bo ...nie wiem jak ja to zrobiłam ale jedna z firanek była krótsza o 2 cm!!! Dobrze że byłam i od razu mu poprawiłam,tzn miałam godzinę,byłam zła bo klienci co i rusz podchodzili i mnie zagadywali.Jedna z klientek akurat w tym momencie chciała zrobić zamówienie ale tylko u mnie i ręce się trzęsą i jestem zła a muszę delikatnie pruć taśmę i och jak dobrze że miałam z czego i o jej czy czasem gdzieś nie zaciągnęłam ?!?!?!
Do tego kilka dni temu klientka odbierała zamówienie które szyłam jako jedno z wcześniejszych. Poszewki na poduszki z krytymi zamkami.Materiał śliczny acz lejący i elastyczny mocno czyli nie najlepszy do szycia.Do tego zgodność idealna wzoru.Zrobiłam wg mnie cudnie,bo z zakładką kryjącą,przepikowałam przy suwaku żeby utrzymać materiał ww ryzach .Klientka zobaczyła i w krzyk że NIE takie chciała.....
Dziewięc poszewek.Z wszywanymi,krytymi suwakami....
Płaku.
Dziewczyna która przyjmowała to zamówienie była tak samo zaskoczona jak ja .Bo klientka ponoć pokazywała że chce suwaki w szwie.I dla niej to kryte właśnie i ona ma takei w salonie. I jej mąż przyniósł poszewkę na wzór.Faktycznie suwaczek dość niewidoczny ALE materiał ciężki,gruby,stabilny to i suwaka nie widać po wszyciu.Z tym tak się nie da ale klientka zna się na szyciu i nie przemówisz.Do tego przecież jest zakładka,to nie można korzystać z drugiej strony poduszki...A!A!A!
Martwię się.
Bo i prucie - a szyłam na styk bo owerlockiem leciałam ( nie mają tego w usłudze)....Nie wiem jak to będzie;(
W koncu słonce zawitało,forsycja jeszcze pusta tylko w domu zakwitły gałązki,choć dziś już z okna widzę nieśmiałe pączki na krzaczkach;)))
Może spacer z Rudką w końcu?
Miłego dnia.
sobota, 31 marca 2018
Jutro Wielkanoc a ja w końcu sobie to uświadomiłam.
Czas biegnie jak oszalały.
Przez ostatni prawie że miesiąc ( bo od 6 marca ) najczęściej wstawałam między piątą a szóstą rano by załadowana jak wielbłąd potruchtać na przystanek. Jeden autobus i od 15-30 minut przejazd do miasta ościennego,potem truchtem przez budzące się targowisko,by wskoczyć albo i czekać w nieskończoność na drugi,który dowoził mnie do celu.Jeszcze 200 metrów,potem rozsuwające się drzwi,na lewo do ruchomych schodów i jazda na pierwsze piętro.Po drodze zerkałam w lustra zaaranżowanych łazienek .Zerkałam niechętnie bo jak się wygląda o tak wczesnej porze? Totalnie niewyględnie.
Z duszą na ramieniu szłam potem do swojego boksu.Czemu z taką obawą? Bo....bałam się reklamacji.Tak,tak bardzo jak diabeł wody święconej;). Wdech,wydech i co tam zastanę?
Najczęściej sterty bel materiałów z których miały powstać cud firany i piękne zasłony. Ten moment był przyjemny.Lubię "szmaty". Czytam zamówienie,oglądam rysunki,zaczynam wyobrażać sobie jak to będzie wyglądać i kombinuję jak uszyć.
Jakieś dwa tygodnie temu czekało mnie zamówienie gigant.Klientka wymagająca,sporo szycia i ..... tu pisk strachu nabijanie przelotek....A!A!A! (kółek do firan). Gotowe zasłony i firany najczęściej mają teraz przelotki. Wrzuca się na karnisz i spokój z zapianiem żabek,czy agrafek. Skoro są gotowe firany to można kupić i same przelotki oraz materiał i poprosić o uszycie takich wymarzonych.
Ten pierwszy raz bardzo się bałam. Wyszło jednak całkiem dobrze;).
Nie jeździłam tam co dzień.Jednak jeśli byłam w domu,to otwierałam sklep i szyłam to co wzięłam do domu ,czyli nie było dnia wolnego od pracy.
Sporo się nauczyłam. Sporo wiedziałam.
"I jakoś poszło ośle,jakoś poszło...."
Niemniej bywało że jadłam śniadanie a potem w zasadzie o wodzie lub herbacie owocowej do popołudnia a w domu nawet kęsa ze zmęczenia nie byłam w stanie przełknąć.Mogę wychodzić kiedy chcę,mogę sobie iść do domu kiedy chcę ale...ale uszyć trzeba więc...
Klienci składają zamówienia , dziewczyny je przyjmują.Pytają czy zdążę,na kiedy itepe ale wiadomo,przed świętami każdy chce jak najszybciej. Miałam sytuację że klienta zadzwoniła do obsługi i spytała czy coś tam zdążę uszyć - odpowiedziałam że jeśli to będzie proste zamówienie to bez problemu powinnam zdążyć,ale proste bo mam sporo jeszcze wiszących.Przyjechała i złożyła zamówienie....na całe mieszkanie....
Jednak interweniowała kierowniczka i szyłam na teraz tylko najpilniejsze bo naprawdę bym nie dała rady!
Zostałam wrzucona od razu na głęboką wodę,wdech,wydech. Jednak reklamację taką sporą ale wg mnie rysunek był zrobiony niedokładny - miałam jedną.Wczoraj była druga.Jednak nie z mojej winy ale uszyć nową firanę musiałam . Gotowa była w jednym miejscu zaciągnięta. Sprawdzam przed cięciem metry materiału bo wiadomo i uważam że najprawdopodobniej klientka sama zaciągnęła nieuważnie wieszając ale .... cóż.
Sklep przyjął bo jak się obronić?
Zakupy jakieś zrobiliśmy , X-men ciasto kupił, jutro świąteczne śniadanie i przyjeżdża Junior z rodzinką;). A pojutrze brat z żoną. I będzie miło i rodzinnie i bardzo się cieszę;).
Nawet się przyłożyłam i odkurzyłam chatę oraz pomyłam podłogi!!! No kochani jak dla mnie spory to ostatnio wysiłek.Ha,mam nawet umyte okna w salonie bo Młoda z chłopakiem to zrobili;))).
Lubię swoje miejsce pracy.Tam zespół jest bardzo zgrany,ludzie mili,czego więcej chcieć?
DOBRYCH ŚWIĄT WAM ŻYCZĘ:)
piątek, 12 stycznia 2018
jak ten świstak zdzierałam metki
Jestem okrutnie zmęczona.Ostatnie dni dały do wiwatu,bo pomagałam X-menowi przygotować towar do wysyłki/zwrotu.
Towarem są książki zwiezione z terenu.Niektóre wydawnictwa drukują ceny ufff,niektóre nie.
I tam gdzie metki nie ma trzeba nalepić swoją.Znaczy najpierw 800 kg książek musisz ometkować a potem rozbroić z metek.....
Beznadzieja;(. Kto próbował usunąć cholerną metkę z czegokolwiek ten wie jakie to beznadziejne a często trudne zajęcie.
Metka musi być usunięta BEZ ŚLADU,bo książka trafia do zwrotu ale potem do kolejnej hurtowni,klienta.No skoro taki jest obieg to tym bardziej debilne jest NIE DRUKOWANIE cen!!!
Obrobiłam ponad 600 książek.Trzy dni z życia,bo X-men niestety nie powiedział dokładnie jak to robić,o tu masz pędzelek,malujesz płynem (taki specjalny do metek kupowany na litry ( tak wiem że zmywacz do paznokci ale on niszczy często lakier książki i często trzeba poprawiać milion razy a tu liczy się czas.)
Metki klejone z tej samej taśmy,w takich samych warunkach z jednych książek,książeczek ,pisemek,kolorowanek(tych mamy najwięcej ) schodzą bez problemu z innych za cholerę.Pomimo że to ta sama książeczka tylko np 10 z kolei.
Płyn śmierdzi;(. Tzn niby nie,bo ma cytrynowy zapach ale jak chwilę tym robisz to zaczyna śmierdzieć.
Źle się po tym czułam,niedobrze mi było,senność i takie tam.Wczoraj robiłam od 8,30 do 15,30 z trzema przerwami.Dwie 20 minut,jedna dłuższa bo 30- żeby w końcu napić się kawy,którą Młoda kupiła bo akurat wzięła wolne,ucząc się do egzaminu.
Poprawiałam z poprzednich dni niedociągnięcia czyli resztki kleju które zostają po metce np.I tu znów trudność bo niekiedy metka odchodzi z lakierem i zostaje jaśniejsza plama;(.Albo jak kolorowanka ma papierowe okładki( nie lakierowane) do dupy!!! Zapomnij o bezbolesnym zdjęciu.bardzo często odchodzi z wierzchnią warstwą papieru choćby nie wiem co robił.Zastanawiam się czy te nie bicie cen ,to dodatkowy profit dla wydawnictwa,bo uszkodzona to nie zwrócę co nie? (tzn nie zawsze przyjmą zwrot i zostajesz człowieku z ręką w nocniku).
Wczoraj padłam zaraz po 18.W sumie zmieniałam tylko miejsce leżenia z kanapy na łóżko i obudziłam się dziś z pewnym trudem koło 8 rano.Znów różowy krokomierz nie miał co robić;(.
No to się wyżaliłam;).
Towarem są książki zwiezione z terenu.Niektóre wydawnictwa drukują ceny ufff,niektóre nie.
I tam gdzie metki nie ma trzeba nalepić swoją.Znaczy najpierw 800 kg książek musisz ometkować a potem rozbroić z metek.....
Beznadzieja;(. Kto próbował usunąć cholerną metkę z czegokolwiek ten wie jakie to beznadziejne a często trudne zajęcie.
Metka musi być usunięta BEZ ŚLADU,bo książka trafia do zwrotu ale potem do kolejnej hurtowni,klienta.No skoro taki jest obieg to tym bardziej debilne jest NIE DRUKOWANIE cen!!!
Obrobiłam ponad 600 książek.Trzy dni z życia,bo X-men niestety nie powiedział dokładnie jak to robić,o tu masz pędzelek,malujesz płynem (taki specjalny do metek kupowany na litry ( tak wiem że zmywacz do paznokci ale on niszczy często lakier książki i często trzeba poprawiać milion razy a tu liczy się czas.)
Metki klejone z tej samej taśmy,w takich samych warunkach z jednych książek,książeczek ,pisemek,kolorowanek(tych mamy najwięcej ) schodzą bez problemu z innych za cholerę.Pomimo że to ta sama książeczka tylko np 10 z kolei.
Płyn śmierdzi;(. Tzn niby nie,bo ma cytrynowy zapach ale jak chwilę tym robisz to zaczyna śmierdzieć.
Źle się po tym czułam,niedobrze mi było,senność i takie tam.Wczoraj robiłam od 8,30 do 15,30 z trzema przerwami.Dwie 20 minut,jedna dłuższa bo 30- żeby w końcu napić się kawy,którą Młoda kupiła bo akurat wzięła wolne,ucząc się do egzaminu.
Poprawiałam z poprzednich dni niedociągnięcia czyli resztki kleju które zostają po metce np.I tu znów trudność bo niekiedy metka odchodzi z lakierem i zostaje jaśniejsza plama;(.Albo jak kolorowanka ma papierowe okładki( nie lakierowane) do dupy!!! Zapomnij o bezbolesnym zdjęciu.bardzo często odchodzi z wierzchnią warstwą papieru choćby nie wiem co robił.Zastanawiam się czy te nie bicie cen ,to dodatkowy profit dla wydawnictwa,bo uszkodzona to nie zwrócę co nie? (tzn nie zawsze przyjmą zwrot i zostajesz człowieku z ręką w nocniku).
Wczoraj padłam zaraz po 18.W sumie zmieniałam tylko miejsce leżenia z kanapy na łóżko i obudziłam się dziś z pewnym trudem koło 8 rano.Znów różowy krokomierz nie miał co robić;(.
No to się wyżaliłam;).
wtorek, 9 stycznia 2018
Cały ten ZUS!!!
Zawiesiłam działanie swojej osobistej firmy i miał mnie wpisać X-men do swojej,jak dawniej było.
Zawieszenie trwa minut pięć ale ponowna rejestracja ....
No ludzie !!! droga przez mękę w tym Zussie!!!
Po Sylwestrze wypchałam X-mena by mi to załatwił - ciągłość się liczy do L-4 co nie?
Wziął druki ale nie miał czasu posiedzieć i dokończyć.Wypełnił w domu podjechał dnia następnego,złożył i git.
Ale dopiero w niedzielę coś go tknęło i mówi - tuv,oni chyba tylko wpisali cię do ubezpieczenia a nie do współpracy! No nie ukrywam,witki mi opadły.Sprawdzał w tym całym e-puap i faktycznie,ba tam nawet jeszcze nie figurowałam jako osoba a jako zgłoszenie....
Pogalopował w poniedziałek ,babka mu NA PALCACH RĘKI wyliczyła że jeszcze zdąży bo magiczne SIEDEM DNI od mojego wyrejestrowania upływa (ciągłość,kurwa,ciągłość)no a że do pracy na 8.00 a Zus też od 8.00 to postanowił wpisać mnie przez e-puap,co WOLNO i NAWET się powinno,bo szybciej.
Porwał ze sobą druki,które ja potem miałam dodatkowo zanieść do ZUSu i po pracy,tak gdzieś wyjątkowo jak n X-mena wcześnie koło 16.00 zaczął mnie wpisywać.
ISTOTNE SŁOWO - ZACZĄŁ !!!
Zaznaczam ostatni dzień kiedy to mógł bez szkody dla mnie zrobić.Mógł ale ....nie zrobił bo kurwa nie,nie i nie chciał system mojego zgłoszenia przyjąć.Próbował tak,siak,srak ażw końcu pojawiło się info że system ma awarię i będzie dostępny o godzinie 22.30.....
Taaaaaa,co kilkanaście minut próbował ale awaria trwała w najlepsze (kurwa a miałam nadzieję że zła passa się już skończyła i NICZEGO NIE UDA MI SIĘ ZEPSUĆ !!!!!!!!!!!!!br> No trochę żeśmy się pokłócili przy tym bo MÓGŁ to zrobić między świętami ,jak miał niby wolne NIE ?!?
Pani w ZUSIE dziś skoro świt stwierdziła słodko że była MEGA awaria ale to niewiele mi daje bo PRZEPADŁA ciągłość i chuj...
Trzeba znów trzy miesiące od 9 stycznia wpłacać bez poślizgu to dopiero jakby co mam prawo do L-4 i wypłaty zasiłku chorobowego.............KURWA MAĆ!!!!!!!!!!!
@#!%$!!!!!
Nigdy w życiu nie korzystałam ale wiadomo,jak nie można to nagle itp...
I tym pozytywnym akcentem....
Zawieszenie trwa minut pięć ale ponowna rejestracja ....
No ludzie !!! droga przez mękę w tym Zussie!!!
Po Sylwestrze wypchałam X-mena by mi to załatwił - ciągłość się liczy do L-4 co nie?
Wziął druki ale nie miał czasu posiedzieć i dokończyć.Wypełnił w domu podjechał dnia następnego,złożył i git.
Ale dopiero w niedzielę coś go tknęło i mówi - tuv,oni chyba tylko wpisali cię do ubezpieczenia a nie do współpracy! No nie ukrywam,witki mi opadły.Sprawdzał w tym całym e-puap i faktycznie,ba tam nawet jeszcze nie figurowałam jako osoba a jako zgłoszenie....
Pogalopował w poniedziałek ,babka mu NA PALCACH RĘKI wyliczyła że jeszcze zdąży bo magiczne SIEDEM DNI od mojego wyrejestrowania upływa (ciągłość,kurwa,ciągłość)no a że do pracy na 8.00 a Zus też od 8.00 to postanowił wpisać mnie przez e-puap,co WOLNO i NAWET się powinno,bo szybciej.
Porwał ze sobą druki,które ja potem miałam dodatkowo zanieść do ZUSu i po pracy,tak gdzieś wyjątkowo jak n X-mena wcześnie koło 16.00 zaczął mnie wpisywać.
ISTOTNE SŁOWO - ZACZĄŁ !!!
Zaznaczam ostatni dzień kiedy to mógł bez szkody dla mnie zrobić.Mógł ale ....nie zrobił bo kurwa nie,nie i nie chciał system mojego zgłoszenia przyjąć.Próbował tak,siak,srak ażw końcu pojawiło się info że system ma awarię i będzie dostępny o godzinie 22.30.....
Taaaaaa,co kilkanaście minut próbował ale awaria trwała w najlepsze (kurwa a miałam nadzieję że zła passa się już skończyła i NICZEGO NIE UDA MI SIĘ ZEPSUĆ !!!!!!!!!!!!!br> No trochę żeśmy się pokłócili przy tym bo MÓGŁ to zrobić między świętami ,jak miał niby wolne NIE ?!?
Pani w ZUSIE dziś skoro świt stwierdziła słodko że była MEGA awaria ale to niewiele mi daje bo PRZEPADŁA ciągłość i chuj...
Trzeba znów trzy miesiące od 9 stycznia wpłacać bez poślizgu to dopiero jakby co mam prawo do L-4 i wypłaty zasiłku chorobowego.............KURWA MAĆ!!!!!!!!!!!
@#!%$!!!!!
Nigdy w życiu nie korzystałam ale wiadomo,jak nie można to nagle itp...
I tym pozytywnym akcentem....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
zasadniczo nie posiadam całego ale jakieś tam ciągoty mam. Kilka dni temu zadzwonił telefon.Kolega Tetryk się pytał czy pojadę,bo on akura...
-
wczoraj miałam chwilę triumfu,bo skończyłam pewną pracę.Jestem z niej ogromnie zadowolona.I to były te pozytywy.Ogólnie jest tak sobie. X-m...
-
Jest taka fajna dopiero tworząca się grupa na fb gdzie usilnie działam i mnie to wsysa. Proszę oto i ona : https://www.facebook.com/groups/...







