Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wachmistrz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wachmistrz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 czerwca 2018

Toliboski,kurwa sarenki,spotkań czar,wielki wóz i łabądki

jak co roku od wielu lat,okolice Bożego Ciała to spotkanie a raczej zlot znajomych z całej Polski,znanych i nieznanych w realu,ale znanych internetowo.
Ja z X-menem do końca nie wiedzieliśmy czy będziemy w nim uczestniczyć.Cóż,czasem życie daje popalić.Planów było kilka bo TUV jeśli nie z X-emenm,to ktoś cię zgarnie po drodze ! W pracowym zeszycie zamówień zrobiłam adnotację - urlopik i z niepokojem czekałam na rozwój wypadków. X-men mógł ( i nie była to dobra wiadomość ),to pojechaliśmy acz tylko na jeden dzień.Rankiem po pewnych perturbacjach znaleźliśmy ośrodek,gdzie naa schodkach witał nas Wachmistrz;))))).


Jeziorko,łabądki cudnej urody i towarzystwo wyborne.No tego nam było trzeba;)))).

MOTYWEM PRZEWODNIM były....nie,nie napitki,jedzonko ale KUBKI!!! Tuv - pierwsze pytanie jakie zadała mi Starsza brzmiało - MACIE JAKIEŚ KUBKI?!?
No nie mielim,bo zapomnielim....Ale od czego są stacje benzynowe ? Kupiłam kilka zgrzewek takich plastikowych( dwa ,jeden włożony w drugi wytrzymują wrzątek- ach ta praca w korpo) i strzeliłam sobie taki jeden "prawdziwy" z ludowymi motywami ,a co tam;).
Kosztowałam po trochu tego i tamtego (biedny X-men o suchym pysku do wieczora bo kierowcą był) ,wszystko smaczne,inne niż ze sklepu ale furorę zrobił świetny różany tort ULTRY. NO PRAWDZIWE KWIATKI RÓŻY NA NIM BYŁY!!! I ten zapach i smak...i płatki różane...ach,poezja,ach....
Kolega Wachmistrz wcielił się ww Toliboskiego,zerwał ze trzy grążele żółte (tak wiem że są pod ochroną ale zamilczcie na wieki) i pięknym gestem podarował swej Basieńce...A my stojąc na balkoniku nuciliśmy walca....tralalalaaaaaa,lalalaaaaaa,tralalala,laalalaaaaaaa....
Potem było ciut mniej romantycznie,bo z gaciów Wachmistrza lały się strumienie wody ale gorąc był;))))) Musieliśmy wracać bo piąteczek był zarezerwowany na rozmowy o pracę X-mena.Sama nie wiem czy wypadły dobrze czy źle,odpowiedź brzmiała - czekać do poniedziałku.Szczerze mówiąc cieszę się że mnie nie będzie - ahoj praco,bo napięcia bym nie wytrzymała.... Ponieważ do południa pozałatwiał sprawy wyjechaliśmy od razu do Brzozówki.Trochę to szalone,bez kasy na dodatek (czekam na wypłatę ale to osobna historia), jednak i tam chcieliśmy się spotkać ze znajomymi.
Było cudnie.Siano pachniało obłędnie,stodoła o poranku wyglądała czarownie...


I jak zwykle LALKI KASI nam towarzyszyły....


Żaby były na swoim miejscu....


A koty tam gdzie chciały....



ogromną frajdę zrobiła nam Zimna Zośka namawiając na wycieczkę do ZALIPIA.Jadąc tam czekała nas przeprawa promowa - ogromna frajda;)))))))))))


Zalipie warte zobaczenia( akurat odbywał się doroczny konkurs na malowane chaty )



Potem powrót i pogaduchy do nocy,gwiaździste niebo nad nami,kurwa sarenki które chętnie zjadają pąki róż i korę z drzewek i szykuje się winobranie;)))).


I dziś rankiem powrót,bo baliśmy się wracać po południu przewidując tłum na drogach.I to byłoby na tyle proszę szanownej wycieczki.... -