od wypadku ( a było to wszak rok temu , bo 25 września będzie rocznica )z wyroków losu,fatum,przeznaczenia czy plam na słońcu powoli żegnamy się z tym co było by łatwiej przyjąć na klatę nowe.
Długo nie mogliśmy się zdecydować podjąć kroki ostateczne,bo życie nasze było wygodne.Z pewnością kokosów już nie niosło ale żyć się dało.Nie mieliśmy żadnych szefów nad sobą, nie było rywalizacji,premii,wyścigu szczurów itp atrakcji.Czego więcej chcieć?
Ano WOLNOŚCI.
(tak wiem nikt,nigdy nie będzie wolny do końca,nawet na bezludnej wyspie...)
X-mena przeczołgała po drodze praca w korpo (niemożliwe,to tak ludzie pracują? I jak wytrzymują ten stres ?) aż zdeterminowany został tym czym jest do teraz.Czyli KIEROWCĄ.
Nie,nie ma tej upragnionej wolności, jednak płacą godziwie i w terminie,co nieco zobaczył w świecie szerokim i jeszcze zobaczy .
Ja też znalazłam swój kąt a raczej swoją niszę,gdzie mogę się realizować.Serio lubię moją pracę. Lubię dotykać,oglądać,rozkładać bele materiałów,czasem rozmawiać z klientami którzy zadowoleni dziękują mi za szybką i perfekcyjną realizację zamówienia.( a te bywają zaskakujące)
Niemniej nasza przeszłość ciągła się za nami jak smród po gaciach.
Ale ileż można trzymać te sroki za ogon?
Tydzień temu X-men wrócił z wojaży i zabrał się na serio do zamknięcia jednego z etapów działalności.
Już nie sprzedajemy książek.Koniec,finito,finisz,temat zamknięty.
Był to bardzo ciężki i męczący czas.Zebrał z terenu pozostałości,popakował i wysłał.Pakowanie tony książek to jest wyzwanie.Proszę mi wierzyć że jest ogromne!!!
Wyszły od nas cztery palety.Hm,to raczej dwie tony a nawet trzy! Bardzo ,bardzo zmęczony .Pakowanie do pudeł,potem noszenie ich na salę,potem szykowanie palt,potem wynoszenie pudeł na palety,potem ustawianie,potem streczowanie,potem zabezpieczenie przed deszczem a potem wkurw bo kurier miał focha i nie podjechał.MIAŁ FOCHA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.
Tuv rzekł - ja chyba dopiero odpocznę gdzieś na parkingu w Anglii.Tak,tam się wyśpię do wypęku i poleżę czekając na zlecenie... (jeździ się na czas,jest to na granicy wytrzymałości ale potem jest odpoczynek nawet trzydniowy ).
Do tego dochodzą jeszcze robótki domowe.
Musimy ochronić przestrzeń wokół kominów. Ptaszyska przebrzydłe w kołnierzach ochronnych wydziobały dziury wielkości pięści !!! Przy większym deszczu woda leje się na poddasze.Dziury wydziobały w blasze ołowiowej! Gdzie instynkt przetrwania,wszak to trucizna?!?
No i jeszcze jeden szczególny kwiatek - ogrzewanie.
Postanowiliśmy jeszcze w kwietniu zrezygnować z ogrzewania miejskiego .Czyli Tauron papa.Sporo za tym przemawiało.Szczególnie opłaty.I...cóż.Nigdy w domu nie było NAPRAWDĘ ciepło.( kiedyś tam,kiedy kaloryfery były starego sortu i owszem.Przy nowoczesnych temperatury zimą nie powalały a mamy przecież ostatnio zimy słabe,gdzie te dawne mrozy? )
Zbliża się jednak wielkimi krokami okres grzewczy.Mama też potrzebuje ciepła,my przetrwamy jakby co , ona nie .
W poniedziałek wkraczają gazownicy.Jest to dla nas ogromne obciążenie finansowe,nie ukrywam że mam serdecznie dość,niemniej co? Ognisko mamy palić w domu?
Mamy nadzieję że jak wróci X-men z trasy to nareszcie,nareszcie będzie mógł odpocząć tak po domowemu.W pieleszach ,rozpieszczany przeze mnie .Że nie będzie się zrywał o 4 rano,że będziemy mogli iść na piwo lub kawę albo nawet zjeść obiad na mieście.
A ....zapomniałam.Pozbyłam się lampy.Na fb kiedyś pisałam że mnie doprowadza do szału.
Bo sypialnia od dwóch lat ,to w zasadzie nie sypialnia a pracownia.Ściągnęłam do niej maszyny z poddasza,bo było mi łatwiej.Niestety łoże wylądowało centralnie POD LAMPĄ sufitową.jak był X-men to oj tam,nie przeszkadzało mi to mocno.Ale jak wyjeżdżać zaczął....No ciężko mi było zasnąć pod lampą wiszącą nad głową.Zmieniłam miejsce - nogi z głową i odetchnęłam.Jakby co nogi dostaną.A dziś....dziś X-men nareszcie lampę zdjął i wywalił do śmietnika.To ostatni element który nas łączył z jeszcze dawniejszym życiem ....życiem w Częstochowie.
Sznurki przecięte.Jeszcze nie wszystkie ale sporo.Idzie nowe....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiązki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiązki. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 września 2018
piątek, 12 stycznia 2018
jak ten świstak zdzierałam metki
Jestem okrutnie zmęczona.Ostatnie dni dały do wiwatu,bo pomagałam X-menowi przygotować towar do wysyłki/zwrotu.
Towarem są książki zwiezione z terenu.Niektóre wydawnictwa drukują ceny ufff,niektóre nie.
I tam gdzie metki nie ma trzeba nalepić swoją.Znaczy najpierw 800 kg książek musisz ometkować a potem rozbroić z metek.....
Beznadzieja;(. Kto próbował usunąć cholerną metkę z czegokolwiek ten wie jakie to beznadziejne a często trudne zajęcie.
Metka musi być usunięta BEZ ŚLADU,bo książka trafia do zwrotu ale potem do kolejnej hurtowni,klienta.No skoro taki jest obieg to tym bardziej debilne jest NIE DRUKOWANIE cen!!!
Obrobiłam ponad 600 książek.Trzy dni z życia,bo X-men niestety nie powiedział dokładnie jak to robić,o tu masz pędzelek,malujesz płynem (taki specjalny do metek kupowany na litry ( tak wiem że zmywacz do paznokci ale on niszczy często lakier książki i często trzeba poprawiać milion razy a tu liczy się czas.)
Metki klejone z tej samej taśmy,w takich samych warunkach z jednych książek,książeczek ,pisemek,kolorowanek(tych mamy najwięcej ) schodzą bez problemu z innych za cholerę.Pomimo że to ta sama książeczka tylko np 10 z kolei.
Płyn śmierdzi;(. Tzn niby nie,bo ma cytrynowy zapach ale jak chwilę tym robisz to zaczyna śmierdzieć.
Źle się po tym czułam,niedobrze mi było,senność i takie tam.Wczoraj robiłam od 8,30 do 15,30 z trzema przerwami.Dwie 20 minut,jedna dłuższa bo 30- żeby w końcu napić się kawy,którą Młoda kupiła bo akurat wzięła wolne,ucząc się do egzaminu.
Poprawiałam z poprzednich dni niedociągnięcia czyli resztki kleju które zostają po metce np.I tu znów trudność bo niekiedy metka odchodzi z lakierem i zostaje jaśniejsza plama;(.Albo jak kolorowanka ma papierowe okładki( nie lakierowane) do dupy!!! Zapomnij o bezbolesnym zdjęciu.bardzo często odchodzi z wierzchnią warstwą papieru choćby nie wiem co robił.Zastanawiam się czy te nie bicie cen ,to dodatkowy profit dla wydawnictwa,bo uszkodzona to nie zwrócę co nie? (tzn nie zawsze przyjmą zwrot i zostajesz człowieku z ręką w nocniku).
Wczoraj padłam zaraz po 18.W sumie zmieniałam tylko miejsce leżenia z kanapy na łóżko i obudziłam się dziś z pewnym trudem koło 8 rano.Znów różowy krokomierz nie miał co robić;(.
No to się wyżaliłam;).
Towarem są książki zwiezione z terenu.Niektóre wydawnictwa drukują ceny ufff,niektóre nie.
I tam gdzie metki nie ma trzeba nalepić swoją.Znaczy najpierw 800 kg książek musisz ometkować a potem rozbroić z metek.....
Beznadzieja;(. Kto próbował usunąć cholerną metkę z czegokolwiek ten wie jakie to beznadziejne a często trudne zajęcie.
Metka musi być usunięta BEZ ŚLADU,bo książka trafia do zwrotu ale potem do kolejnej hurtowni,klienta.No skoro taki jest obieg to tym bardziej debilne jest NIE DRUKOWANIE cen!!!
Obrobiłam ponad 600 książek.Trzy dni z życia,bo X-men niestety nie powiedział dokładnie jak to robić,o tu masz pędzelek,malujesz płynem (taki specjalny do metek kupowany na litry ( tak wiem że zmywacz do paznokci ale on niszczy często lakier książki i często trzeba poprawiać milion razy a tu liczy się czas.)
Metki klejone z tej samej taśmy,w takich samych warunkach z jednych książek,książeczek ,pisemek,kolorowanek(tych mamy najwięcej ) schodzą bez problemu z innych za cholerę.Pomimo że to ta sama książeczka tylko np 10 z kolei.
Płyn śmierdzi;(. Tzn niby nie,bo ma cytrynowy zapach ale jak chwilę tym robisz to zaczyna śmierdzieć.
Źle się po tym czułam,niedobrze mi było,senność i takie tam.Wczoraj robiłam od 8,30 do 15,30 z trzema przerwami.Dwie 20 minut,jedna dłuższa bo 30- żeby w końcu napić się kawy,którą Młoda kupiła bo akurat wzięła wolne,ucząc się do egzaminu.
Poprawiałam z poprzednich dni niedociągnięcia czyli resztki kleju które zostają po metce np.I tu znów trudność bo niekiedy metka odchodzi z lakierem i zostaje jaśniejsza plama;(.Albo jak kolorowanka ma papierowe okładki( nie lakierowane) do dupy!!! Zapomnij o bezbolesnym zdjęciu.bardzo często odchodzi z wierzchnią warstwą papieru choćby nie wiem co robił.Zastanawiam się czy te nie bicie cen ,to dodatkowy profit dla wydawnictwa,bo uszkodzona to nie zwrócę co nie? (tzn nie zawsze przyjmą zwrot i zostajesz człowieku z ręką w nocniku).
Wczoraj padłam zaraz po 18.W sumie zmieniałam tylko miejsce leżenia z kanapy na łóżko i obudziłam się dziś z pewnym trudem koło 8 rano.Znów różowy krokomierz nie miał co robić;(.
No to się wyżaliłam;).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
zasadniczo nie posiadam całego ale jakieś tam ciągoty mam. Kilka dni temu zadzwonił telefon.Kolega Tetryk się pytał czy pojadę,bo on akura...
-
wczoraj miałam chwilę triumfu,bo skończyłam pewną pracę.Jestem z niej ogromnie zadowolona.I to były te pozytywy.Ogólnie jest tak sobie. X-m...
-
Jest taka fajna dopiero tworząca się grupa na fb gdzie usilnie działam i mnie to wsysa. Proszę oto i ona : https://www.facebook.com/groups/...