
A potem idziesz i masz takie cudo...


Właściwie na każdym kroku można potknąć się o katedrę....

Która w pełnym słońcu,na tle błękitnego nieba robi wrażenie....
I nagle,bez zapowiedzi,roztacza się przed tobą taki niesamowity widok.Jesteśmy na wzgórzu a pod nami....


rzut oka na miasto w dole.Samochody karnie stoją na poboczu bo droga mikra...

Zabytki mieszają się z nowoczesnością,wszędzie samochody...





Wąskie uliczki,coś fantastycznego,tam człowiek ledwo się mieści.Schody,tych sporo bo pniemy się po wzgórzach...
I widoki....widoki...



W końcu poczułem głód.Zwiedzanie jest męczące ,dodatkowo biegasz pod górkę,z górki itp.No to postanowiłem coś zjeść.Do McDonaldsa już nie wlazłem po przygodzie z kiblem,za to obok był bar wyglądający zachęcająco.

Najpierw zapytałem o cenę posiłku ,heheheh.9 euro ,można siadać.W mroku drzwi chował się zaganiacz,jak tylko zwalniałeś kroku i oglądałeś menu to natychmiast podchodził i zachęcał gestem ręki.Szukał stolika,przynosił przyprawy,jakieś poczekadło tez....Gość zaproponował dość sensownie wyglądające danie.Rzuca się na węgle kawał mięcha ,opieka z dwóch stron i gotowe.Do tego surówki.No nie powiem dobre było ale jakieś takie żylaste....jego brzeg skrzętnie omijałem
Potem kawa i znów w drogę,bo dnia szkoda...
I znów rzut na miasto w dole....

Nałaziłem się bardzo a potem okazało się że na to cholerne wzgórze można ....WJECHAĆ SCHODAMI !!!!!!!!!!!!!!!

Jeszcze rzut oka na miasto w drodze do samochodu....



I to byłoby na tyle...za krótko,trzeba tam spędzić o wiele więcej czasu niżja ale i tak nie żałuję;)))