Sabat Czarownic pomógł mi w myśleniu ( nie ma to jak świeże powietrze,stodoła,spanie na sianie i nalewka z róży),od razu perspektywa się zmienia ;)).
Prochy odstawiłam z myślą o trunkach ale i przy pomocy magicznego plasterka.Kiedyś o nim tu wspominałam ( a raczej w moim poprzednim życiu na nieistniejącym blogu).Plaster akuracik miałam kupiony , zabrałam ze sobą i Zimna Zośka mi go nakleiła.( Odpowiednie klejenie na obolałe miejsca kosztuje u ortopedy 80zł.....).POMÓGŁ !!!
Do tego moczenie na basenach w Solcu.Bąbelki na leżance i solanka.Bomba;).
W drodze powrotnej przemyślałam powód czy też źródło problematycznego bólu i wpadłam na pewien pomysł.Otóż krzesełko i układ nóg przy szyciu !
Tak wygląda moje miejsce pracy:

Wydaje mi się że pedał jest ciut inaczej zamontowany niż w pozostałych maszynach.Chodzi o odległość pedału od lewej nogi stolika.

Tak wygląda gdy szyję naciskając pedał prawą nogą.Tak szyłam od zawsze w moich domówkach mam z tej strony pedał i w overlocku też.Tutaj jak chcę szyć prawą nogą , to lewa jest prawie że na wylocie z boksu!
Mam daleko do nożyczek,igielnika itp.
Jeśli szyję naciskając pedał lewą nogą to wtedy siedzę jak przy moich maszynach.

I dlatego używam lewej nogi ( tej która oj boli)
I teraz odkryłam że moje kłopoty związane są z krzesełkiem.

Nie jest za ciekawe delikatnie rzecz biorąc.Do tego ma metalowe obręcze.

Jak widać na zdjęciu kiedy macham lewą nogą moje podudzie naciska na metal ukryty pod tą niby zieloną otuliną.Dokładnie w miejscu bólu jest największy nacisk.Więzadło się zbuntowało i lepiej nie będzie.Muszę przemyśleć jak to obejść bo długo nie pociągnę....
PO NAJECHANIU MYSZKĄ I NACIŚNIĘCIU ZDJĘCIE SIĘ POWIĘKSZA