Mieszkaliśmy tuż przy murze okalającym park przy pałacu Raczyńskich i Dworku Krasińskiego.
klik - MUZEUM





Toliboski by się przydał,niestety nikt nie był chętny by wejść do stawu i zrywać lilie;).
Za to odbijałam sobie wylegując się na łożu,czasem niekoniecznie sama;)

Frajdę mi sprawiała również huśtawka,na której zrobiono mi wielkiej urody zdjęcie;)

A dlaczego Telimena ? Nooooo bo w altance mrówki były a ma długa i zamaszysta spódnica zamiotła je pięknie....Auć!
Jedliśmy znakomitości...a i napitków nie brakowało



A potem nastał niedzielny poranek i czas pożegnań.
I to byłoby na tyle....