środa, 11 lipca 2018

ból nóżki, niebieski plasterek i krzesełko....

jak pisałam wcześniej ból nogi mnie obezwładniał na tyle że odważyłam się łykać prochy.
Sabat Czarownic pomógł mi w myśleniu ( nie ma to jak świeże powietrze,stodoła,spanie na sianie i nalewka z róży),od razu perspektywa się zmienia ;)).
Prochy odstawiłam z myślą o trunkach ale i przy pomocy magicznego plasterka.Kiedyś o nim tu wspominałam ( a raczej w moim poprzednim życiu na nieistniejącym blogu).Plaster akuracik miałam kupiony , zabrałam ze sobą i Zimna Zośka mi go nakleiła.( Odpowiednie klejenie na obolałe miejsca kosztuje u ortopedy 80zł.....).POMÓGŁ !!!
Do tego moczenie na basenach w Solcu.Bąbelki na leżance i solanka.Bomba;).
W drodze powrotnej przemyślałam powód czy też źródło problematycznego bólu i wpadłam na pewien pomysł.Otóż krzesełko i układ nóg przy szyciu !

Tak wygląda moje miejsce pracy:

Wydaje mi się że pedał jest ciut inaczej zamontowany niż w pozostałych maszynach.Chodzi o odległość pedału od lewej nogi stolika.

Tak wygląda gdy szyję naciskając pedał prawą nogą.Tak szyłam od zawsze w moich domówkach mam z tej strony pedał i w overlocku też.Tutaj jak chcę szyć prawą nogą , to lewa jest prawie że na wylocie z boksu!
Mam daleko do nożyczek,igielnika itp.
Jeśli szyję naciskając pedał lewą nogą to wtedy siedzę jak przy moich maszynach.


I dlatego używam lewej nogi ( tej która oj boli)
I teraz odkryłam że moje kłopoty związane są z krzesełkiem.

Nie jest za ciekawe delikatnie rzecz biorąc.Do tego ma metalowe obręcze.

Jak widać na zdjęciu kiedy macham lewą nogą moje podudzie naciska na metal ukryty pod tą niby zieloną otuliną.Dokładnie w miejscu bólu jest największy nacisk.Więzadło się zbuntowało i lepiej nie będzie.Muszę przemyśleć jak to obejść bo długo nie pociągnę....

PO NAJECHANIU MYSZKĄ I NACIŚNIĘCIU ZDJĘCIE SIĘ POWIĘKSZA

poniedziałek, 9 lipca 2018

ol inkluzjmi , Brzozówka,i ból kolana


- no to jak z tym wyjazdem ??? - znienacka zapytała znajoma.

- eeeeeee ,yyyyyyy,mmmmmmm no kurwa w końcu braknie mi liter alfabety pomyślałam

- wiesz, przyjadę po ciebie i oczywiście cię odwiozę.

- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA:)))))
Bo mnie proszę państwa napierdalało kolanko.A raczej lewa strona nóżki na wysokości lewego kolanka. To już trzeci atak bólu w tym roku a że byłam akuracik u wracza to dostałam prochy i skierowanie na to i owo.
Chodzę do lekarza o 7 rano,jeszcze cala reszta była zamknięta ( no kto widział pracować od 7,30!!!) to się jeszcze zapisać nie zdążyłam,jednak prochy wykupiłam.
Bolało tak aż mdliło.No i weź tu wytrzymaj trzy godziny w aucie?>!!? Prochy pomogły ,jednak ja wykoncypowałam że po kija pana ma wjeżdżać w miasto,się spotykamy na stacji benzynowej na obrzeżach,przy trasie szybkiego ruchu,no idealnie.
Nie,no autobusów też miałam po kokardę,polazłam pieszkom.
Się spóźniłam,bo lazłam godzinę i jeszcze kurwasz schody po drodze.Kto wymyślił schody?!? Z tym moim kolankiem ciężko było.
W trasie ....no w trasie widoki,pogoda MARZENIE.





Kieleczczyzna jest przepiękna.AA te kolory !!!



To przefajna ptasia skarpa.Masa gniazd jeżyków ,kiedyś tu zamieściłam zdjęcie gdzie prawie każda norka miała lokatorów.Teraz skarpa wymarła.Widać ślady opon,brali piach i wystraszyli ptaszki;(.

Urokliwa leśna kapliczka,nie do wypatrzenia z okna samochodu,czyli już blisko do Brzozówki;).


I witaj gospodyni;))))



Potem było coraz lepiej;))))))))))




Urokliwe zakątki posesji(mało deszczu,susza to i staw mikry się zrobił)






Jak widać było "ol inkluzjmi" czyli czym chata bogata i co gospodyni ma pod ręką;)>




Nie obyło się bez sabatu czarownic;))))
czyli nocne rozmowy przy nalewce z róży.



Na drugi dzień to było leżenie z nogami w górze;) z "pytonem tygrysim" u powały;))))



Do tego straszył nas LEON:))))





Niejaka FIJONa natomiast rozgościła się na naszych kolanach jak nigdy dotąd i cza było znosić;))))


A potem nastał czas pożegnań.......


I droga powrotna....




Czy muszę dodawać że było CUDNIE ??? :)

czwartek, 5 lipca 2018

pani od żaluzji!!! Haaaalo,pani od żaluzji!!!

zostawmy półpaśca na razie w zawieszeniu,bo wszak nic nie poradzę na chwilę obecną.Faktu nie zmienię,czas pokaże,to po co się zamartwiać na zapas?

Wczoraj 10 godzin w pracy z dojazdem 12,dziś 14 bo mi autobus nr dwa zwiał.
Cóż,jeśli pierwszy jest opóźniony to potem za pierona nie zdążę na następny i trzeba było czekać 30 minut..A!A!A!

Ale za to mam TRZY dni wolnego!!!
Bo odszyłam wszystkie zlecenia do soboty,zaznaczyłam że mnie nie ma i ufffff.W pracy dopiero w poniedziałek.
Wrzucam na fb szybkie wpisy o tym co się dzieje ,napiszę i tu :

1.Wkurwia mnie nieprzeciętnie pewien rodzaj klienta.
Otóż np.mam uszytą zasłonę,chcę ją złożyć,robię to na stole krojczym w LM.Normalka.Ludzie przechodzą mimo.W pewnym momencie czuję szarpnięcie ,aż czasem wypada mi materiał z rąk.Nosz kurwa musi kobieta jedna z drugą POCIĄGNĄĆ I POMACAĆ bo umrze.WIDZĄ co robię,widzą że składam ale kurwa muszą pociągnąć...
Bywa że nagle szyję zygzakiem bo cipa chciała sobie obejrzeć co ? No materiał który szyję własnie... Mówię,pokazuję,wyjaśniam że są całe regały z materiałami,że wiszą wzorniki opisane dokładnie (cena,gatunek,rodzaj,kolory itepe,nawet kurczliwość podczas prania ) ale przyssają się jak pijawki do tego co robię i szlus.


2. Kolejny rodzaj klienta to "Mówię do pleców ".
Siedzę w moim kantorku a raczej otwartym boksie.Mnie widać ,chociaż nie zawsze.Siedzę i myślę/szyję/pruję/szpilkuję czyli jestem zajęta PRACĄ. Dźwięki do mnie dochodzą a jakże,czasem mimowolnie słyszę nieciekawe rozmowy,durne telefony,awanturki sklepowe i takie tam.

Czasem słyszę - HALO!!! CHCIAŁAM SPYTAĆ ?....

Czy pani może....

Czy pani wie...
Na początku nawet reagowałam,wiadomo nowość, co skutkowało często błędami w szyciu bo raz że się rozpraszałam,dwa że szyłam krzywo,trzy no nie wiem,coś tam zawsze wynikło.
Moja najczęstsza odpowiedź brzmi - NIE WIEM PROSZĘ POSZUKAĆ OBSŁUGI,JA TU SZYJĘ ,NIE ZNAM SIĘ NA ASORTYMENCIE SKLEPU !!! (wielkim markecie,piętrowym,z masą towaru!!! )

Ostatnio dla zdrowia psychicznego nie reaguję na takie zaczepki, bo często akuracik były zwrócone do konkretnej osoby z obsługi działu. I święte oburzenie - bo ja nie odpowiadam. Nosz kurwa nie mam oczu w plecach!!! Stoi sobie taka pinda trzy metry dalej i coś niby do mnie mówi.Ja nie wiem a raczej moje plecy nie wiedzą że to do mnie ! Czy tak trudno podejść od strony twarzy? Często bywa że staną. I tak sobie stoją z boku.Mój mózg łapie obecność kogoś,ale nie wgłębiam się kto i po co stoi,bo SZYJĘ. I znów problem.

3.Dziś za to koleżanka pojechała;)))))

Słyszę gromkie wołanie - Halooooooooo,Haloooooo,pani od karniszyyyyyyyyy....

Halooooooo,(machanie rękami doszło ) Pani od karniszyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!!

Akurat cięłam na stole krojczym i miałam wgląd w akcję. Klientka dobre 15 metrów od koleżanki.Koleżanka zajęta na innym stoisku , milczy.
Klientka w końcu rusza w jej stronę - Pani MNIE NIE SŁYSZY!!!
Koleżanka - słyszę.Ale przecież nie będę do pani odwrzaskiwać przez pól sklepu ,prawda? :D

środa, 4 lipca 2018

będzie krótko,bo nie bardzo jest o czym pisać

przybyłam dziś do pracy po porannej wizycie u rodzinnego lekarza.(mamie leki,sobie leki i skierowania do specjalistów bo jak można to czemu nie ) A w hufcu afer bo......................... jedna z koleżanek skarżąca się na pogryzienie przez hgw,okazała się chora.Chora na pólpasiec!!! Nosz kurwa mać. Nigdy nie chorowałam mam nadzieję że się nie zarażę. A!A!A!

wtorek, 3 lipca 2018

nie wszystkie drogi prowadzą do domu

już,już wydawało się że wraca ale jednak kolejne palety gdzieś tam. Przynajmniej jemu pogoda dopisuje,jest w okolicach Anglii gdzie przebywa taki upa jakiego najstarsi Anglicy nie pamiętają ;). No gdzie te deszcze niespokojne i mgłami zasnuty krajobraz?
No ale tak jest chyba lepiej,więc nie narzekajmy.
Poznaje coraz i rusz nowe parkingi a raczej "service" gdzie zajeżdżają wszystkie "mobilki" z okolic. Niektóre są gigantyczne, zdolne pomieścić ze 200 tirów i jeszcze mają plac dla osobówek i camperów
Czasem idziesz spać w odosobnieniu a budzisz się w niezwykłym towarzystwie;))).



Od kilku dni ma spadek formy ten mój X-men.Chce wrócić,czas mu się dłuży,potrzebuje kilkudniowej chociaż przerwy.Brakuje mu kontaktu ,bo całymi dniami nie na do kogo gęby otworzyć.Czasem spotyka Polaków na parkingach ale to nie to samo co posiedzenie z rodzinką;).
Do tego doszły niewielkie kłopoty z żołądkiem.No jest przyzwyczajony do domowego jedzenia,długo byliśmy na diecie wegetariańskiej (córka wprowadziła a my przy okazji) a teraz nagle słoiki sklepowe.Na jednym z serwisów postanowił wziąć ich darmowe żarcie.Bo jak się zajeżdża na taki parking to dają bon na prysznic i na jedzenie często.KO SZ MAr NE.Tłuste i bez piwa się nie obeszło. Brrrr. Ale znam opinie z internetu,kierowcy nagminnie narzekają na ich jedzenie...jednak skoro chciał spróbować.
Kilka razy na dzień dzwoni,dla tzw."zdrowia psychicznego".W zasadzie ja milczę,żeby chłop mógł się wygadać. Niestety laptopik który wziął w podróż odmówił współpracy,chyba coś z gniazdem zasilającym się podziało i nawet pouczyć się języka nie ma jak.
Siedzi za granicą a raczej w Anglii tak długo bo pewnie część kierowców poszła na urlopy.Młodsi są,mają dzieci w wieku szkolnym a u nas wszak wakacje.
I tak to się toczy.

Szerokości!

piątek, 29 czerwca 2018

I znów do tej Anglii

X-men dotarł tym razem aż do Paryża;). Frajdę miał bo widział cokolwiek z daleka ale jednak wieżę Eiffla,ooooo tu:


Trzecia latarnia od prawej - widać zarys;DDD .Podobno w naturze to zdecydowanie lepiej wyglądało,całkiem dobrze się odcinała na tle nieba ale wiadomo,przez szybę samochodu,byle jak zdjęcie zrobił to jest co jest;).
Zły był na siebie bo dojrzał do wycieczki zbyt późno.Stał na parkingu strzeżonym,paka pusta,budka strażnika metrów dalej a ten się zastanawiał i zastanawiał,bo do centrum około 16 km było.Jednak trzeba mieć taki podręczny gps ,telefon ma ale bateria jak się szybko rozładuje to co zrobi? Dopiero teraz ,jak się popytałam to dziewczyny z pracy mi pokazały tzw."powerbanka" .Ustrojstwo się podłącza do komórki i śmigać można kilkanaście godzin po internecie.
No ale X-men tego nie ma.
Wynudził się paskudnie na tym parkingu,bo dopiero dziś ruszył dalej.Po towar do Reims.Ach i och jaka tam cud katedra!!! No ale to miejsce koronacji chyba wszystkich królów Francji.
Przyjechal na miejsce sporo wcześniej,by jednak coś zwiedzić ( bez towaru na pace ,wiadomo).Pokierowałam go do katedry.....



I jeszcze to :



Ot tak na szybko cyknął ,mnie przesłał kilka .
Potem już załadunek i wiooooo nazad do Anglii.Znów kierunek "bardzo smutne miasto".Na razie czeka na przejazd pod kanałem. Ruch przed sobotą niewielki jak na to miejsce.
Jednak kłopot jest,bo X-men jedzie 3,5tonowym to musi czekać na podobnego sobie.Tiry wjeżdżają pojedynczo,a te mniejsze parami.I to,czeka.

środa, 27 czerwca 2018

peregrynacja po Europie trwa nada acz bywa w innej czasoprzestrzeni;)

Jeździ sobie mój X-men po Europie. Teraz był w Anglii,mało co zwiedził bo tyle jego co za kółkiem zobaczy. Jednak, jednak nowości pewne zaliczył jak chociaż przeprawa tunelem pod kanałem La Manche. No zwykły tunel,co nie? A jednak....li tylko 35 minut i jesteś,nie że jedziesz sobie drogą ,wozi cię pociąg z prędkością 160km/h !!! Pociąg nie taki zwykły.Znaczy dla ludzi zwykły dla aut już całkiem inny.Osobowe wjeżdżają do jakby "pustych" wagonów z oknami nawet,można w samochodzie siedzieć,lub stać obok niego.Natomiast dostawcze czy też tiry...oooo,wjeżdżają na wagony z ogromnymi kratownicami wokół.Tylko kratownice,bez ścian czy dachu.Kierowca musi opuścić kabinę i jedzie w specjalnym wagonie z siedzeniami.



Sama podróż trwa pól godziny ale czynności poprzedzające to około 2 godzin a bywa i więcej ,czasem miej. Bramek i punktów kontrolnych bez liku.Jeśli jedziesz od strony Francji to najpierw trzepią się Francuzi.Nie każdego dokładnie,wybierają sobie auta.X-mena wybrali;). Na samym dojeździe jest 13 pasów i na każdym pasie multum aut!!! Jak już Francuzi zrobią swoje,to pałeczkę przejmują Anglicy ale oni to już traktują pobłażliwie człowieka.Ich kontrola przebiega zdecydowanie szybciej. (pewnie z Anglii do Francji jest odwrotnie,zobaczymy).
Bałam się jak sobie X-men poradzi na tych angielskich drogach,bo wszak tam ruch lewostronny ale poszło gładko.Jest problem tylko z rondami,bo ciężko w dostawczym zauważyć auta z lewej jak się ma kierownicę inaczej niż wszyscy.Jednak naród jest do tego przyzwyczajony i nawet nie trąbi jak się ruch wstrzymuje na kilka sekund.Tak czy siak,trzeba dokupić odpowiednie lusterko. Jak wszędzie zdarzają się na drodze buraki. W Anglii na autostradzie jedzie się wolno lewym pasem.Środkowy jest do wyprzedzania a prawy do szybkiego ruchu samochodów osobowych.I ok. X-men jedzie lewym,zjeżdżą na środkowy by wyprzedzić wlekącą się osobówkę,wykonuje manewr,włącza kierunkowskaz by znów wskoczyć na lewy a tu klaksonem mu ktoś wyjeeeeeee! No to zostaje na środkowym.
Na lewym pasie z dużą szybkością śmiga osobowe auto! Wyprzedza X-mena a gdy ten zjeżdża na lewy pas nagle mu hamuje przed maską (hyhyhy skąd my to znamy ?)
Kierowca osobówki coś krzyczy,puszcza kierownicę ,wymachuje rękami,traci kontrolę nad autem i przyciera prawy bok kabiny X-menowwego dostawczaka....
Nosz k......
Zatrzymują się oboje,dane ,wymiana,X-men robi zdjęcia ,facet gdzieś dzwoni,X-men dzwoni do firmy ale każą dać spokój,nie wołać policji i jechać dalej.Kierowcy osobowego należał się mandat !!! No idiota kompletny.
Dobrze że X-men zachował zimną krew i nic złego się nie stało.
Zabawnym nam się wydaje ilość sygnalizatorów świetlnych w jednym miejscu.No często napotykał X-men takie sytuacje:


Dał radę,teraz wraca na kontynent.Właśnie jedzie w stronę Dover gdzie jest przeprawa.
A potem.... potem na CLEON,Francja.A potem zobaczymy.
Zabawna sytuacja się przydarzyła,bo w ostatnich dwóch dniach znalazł się po zachodniej stronie Greenwich.I zdziwiony jak dzwonił że ja już śpię no ale wolno mi.Dziś rano dzwonił z nudów bo bramę firmy otwierają dopiero o 8 rano a tu 7,20.....Zgłupiałam bo u mnie na wszystkich zegarkach 8,20!!!!!!!!! Sprawdzałam wszystkie zegary i na laptopie czas,bo chłop wystraszony że mu odhaczą spóźnienie.... No tak,zapomniał że jest w innej strefie czasowej;))))))))))