środa, 17 kwietnia 2019

jechałam z knurem czyli transport miejski wymiata

notka niepolityczna,agresywna,subiektywna,godząca w mniejszości i takie tam.
Od miesiąca wstaję koło 5 rano by wczas dojechać do pracy ( autobus MPK/ZTM z przesiadką).Niestety w nocy a raczej CO NOC koło 3,30/4,00 rano KUBEK ( kocur) daje popalić bo koniecznie chce wyjść/wejść.No to mam przerwę w tym spaniu,nie?
Była reklama w tv i radiu i gdzie tam jeszcze że promocja na szycie przedświąteczna,to ludzie się garnęli,nie powiem.Szycia po kokardę a co za tym idzie szykował się godziwy zarobek.Niemniej czasem lepiej mniej zarobić a pożyć w miarę spokojnie niż mieć pieniądze w garści a przeznaczyć je na lekarstwa bo trzeba odchorować podwójny wysiłek....
Nieodmiennie piszę i mówię- JA TO NAPRAWDĘ LUBIĘ czyli psychicznie nie cierpię zanadto;))))

ZA TO ostatnio NIE przepadam za jazdą autobusem...
No bo tak jak dziś.Spokojnie,wygodnie dojechałam do przesiadki,potem po kilku minutach miałam drugi autobus czyli rysowała się perspektywa szybkiego dotarcia do domu.Stoisz na przystanku,odruchowo obserwujesz ewentualnych współpasażerów. (Kilka razy trafił mi się niewidomy mężczyzna ( koło 30stki) któremu pomagałam wsiąść co wiązało się z niezłą jazdą bo ja nie jestem wprawna w obsłudze takiej osoby.
- KOŁO KIEROWCY PROSZĘ,KOŁO KIEROWCY ! - donośnym głosem obwieszcza człowiek,ja wsiadam hyc,hyc i trzymam miejsce,drugą ręką kierując mężczyznę we właściwym kierunku a ten....z rozpędem siada na dziewczynę krzesło głębiej...A!A!A! Dziewczę w popłochu zwiało acz nawet z uśmiechem.Albo....pan prawie że wszedł do kabiny kierowcy,bo jakoś tak.W tłumie,pilnując miejscówki trudno jest upilnować ruchliwego niewidomego i ot....

)
Ale wracając do dziś.Przyuważyłam wysokiego,postawnego niestety ze sporym brzuchem piwnym (brrr) pana.Podstarzały acz nie siwy.Dość elegancko ( jak na obecne standardy) ubranego.Marynarka,spodnie,krawat,koszula i teczka...Teczka zmaltretowana ciut.I mocno wypchana.Do krawatu spinka.Włosy po bokach wygolone,po środku postawione w sumie obleci (może urzędnik a może ochroniarz,różnie teraz ) .Ale miałam nadzieję że z powodu gabarytów obok mnie nie usiądzie.Staram się siadać jak się da oczywiście na krzesło pojedyncze lub na podwójne ale tyłem do kierunku jazdy.Ludzie tego "tyłem" unikają ;))).Niestety,tłum się rzucił,siedziałam na "czwórce" i przodem.Pan jak zły szeląg usiadł na przeciwko mnie....DKJP !!!
No z opisu było ok ale on - charkał,stękał,mlaskał,smarkał,pochrząkiwał,czasem ocierał pot z czoła a czasem nawet często po charknięciu coś wyciągał z paszczy i rzucał na podłogę....BLECH>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> jeszcze mi się wszystko podnosi jak sobie przypomnę;(((.I jak dawno nie było to akurat w korku stalim.....

Mam przesyt również "rozpychaczami" Siada takie obok mnie i nagle chce zająć półtora krzesła wbijając mnie w szybę. Wrrrrrrrrr co facet wzdechnął to ja też...A co se będzie myślał ,że dla mnie to sarenka,przyjemność?!?! I że taki oczytany cholera jasna jednak jak czyta książkę i trzyma ją OBIEMA RĘKOMA to łokiecie mu odstają i mnie do szyby przyszpilają!!! Tak jak ten babsztyl co to jak przecinek ale sarenka jakoś się rozlała na moją połowę !
O tym staruchu co to kląć w żywy kamień MUSIAŁ wejść pierwszy do autobusu tratując wychodzących bo MUSIAŁ zająć konkretne miejsce...A!A!A!- już nie warto wspominać.
No to tym pozytywnym akcentem....

sobota, 13 kwietnia 2019

święta idą czyli tyrka w pracy a na dom czasu nie ma

złie pamiętam żebym przez te wszystkie lata tak miała.
Po raz pierwszy nie myślę o świętach,porządkach (tym akurat nigdy się nie przejmowałam), tylko o tym czy da mi się wygospodarować kilka wolnych chwil. Daje mi w kość wstawanie poranne.
Między 5,00 a 5,20 zrywam się a raczej spełzam z łóżka,szykuje jakieś jadło i wiooo do pracy.
Ponieważ dojeżdżam autobusem z jedną przesiadką to na miejsce docieram mniej więcej o 7,20:7,40. Jak nie ma korków....
Tak,te dojazdy zabierają mi ważną cząstkę dnia.
Niemniej zbieram się w sobie i nawet coś tam zaczęłam ogarniać w ogródku.Nie byliśmy ww nim od czasu wypadku X-mena,znaczy jakieś półtora roku....
Z niemałym zdziwieniem odkryłam że widziany przez okno w salonie mój wymarzony migdałowiec wcale tak pięknie nie śmignął do góry jak mi się wydawało!
Rzeczywiście,rachityczne gałązki ma a te dwa spore pniaczki,kwitnące inaczej to NIE WIEM CO !!! Muszę jutro wrzucić tu zdjęcie tego dziwa.Ba,podziwiam ptaszka który miał cela niesamowitego,bo musiał nasrać dokładnie i centralnie na sam środek migdałowca,bo stamtąd wyrasta do dziwo. Przypomina wiśnię,kwiatuszki ma takie jak wiśnia ale ma też KOLCE!!! hm....
Półtora roku nie sprzątane igliwie spod świerka....Już mam SIEDEM worów nim zapełnionych a końca nie widać...Nie ma się co dziwić że praktycznie nic przed domem nie rośnie oprócz forsycji i jaśminu...
W tym przedświątecznym szale szyciowym ( szyje firany,zasłony itepe) jestem tak zmęczona że dziś ekhm, spadłam ze schodów.Co prawda dwóch ostatnich na półpiętrze ale to schody pracowe,służbowe,wykafelkowane i całkiem twarde niestety.Nogi znów posiniaczone,kolano które kiedyś rehabilitowałam znów dostało a ja sobie siedziałam pod tablicą wyników i kontemplowałam własną niezdarność.Dobrze że nikt nie przechodził.Jakoś nie byłam chętna do pokazywania się w takiej sytuacji.
W mordorze przedświąteczne wyprzedaże.Cudne materiały za grosze,zasłony gotowce też ,itp.Kupiłam sobie może nie najpiękniejsze ale kochani,za 9,88zł od sztuki zasłona na przelotkach na 260cm ? Na moje dwa okna trzeba sześć takich bo mają szerokość 140cm i żeby choć troszkę się falowały i ładnie układały to musi być ponad trzy metry materiału na oknie.No i potem nie żal wyrzucić albo przerobić na szmaty;))).
Dziś kupiłam materiały na narzutę,X-men obiecał że po powrocie jeszcze przed świętami zrobi karnisze w sypialni ( nasze mają....ponad 60 lat? i czas na zamiany) to się powiesi nowe zasłony.Nie,nie są zaciemniające.Ale mi się podobają - podoba mi się to szczególnie że TYLKO powieszę NIC nie muszę szyć;)))).Kilka dni temu przytargałam jeszcze firany i drugie firany.Znów po 10 zł. Nie ma to jak pracować tam gdzie pracuję;).
X-men jak zwykle za granicą.Ostatnio rozłąka daje mu w kość.Z powodu brexitu który cały czas się waży z zamówieniami jest problem,rynek się kurczy,czasem brakuje towaru po który się podjechało i więcej czasu spędza na parkingach.Jak stoi to się jednak nudzi.Jak się nudzi to za dużo myśli i ....
Ja z kolei uczę się jak przeżyć wśród piranii, rekinów i płotek czyli życie na rafie kwitnie
Hasło przewodnie - mało mów,dużo słuchaj,rób swoje i nie dbaj o resztę personelu bo oni i tak w końcu wypną się na ciebie.
W mordorze wrze. Pracy mają za dużo ,obsada jest za mała i ciągle coś.

taka sytuacja: mamy/sprzedajemy na dziale sztuczną trawę.Jest w rolkach o szerokościach różnych np.1,5m; 4m i jakoś tak jeszcze inaczej.Do ego jest w różnych cenach = różnej jakości/gęstości.Klienci czasem kupują wałki,czasem metry a czasem kawałek i jeszcze chcą by im odpowiednio to dociąć.A kształty tego docinania to osobna historia... Koleżanka została zaangażowana do takiej operacji.Klient kupił trawę o szerokości 4m. Kupił jej 1 m.I pokazał rysunki SZEŚCIU kawałków na które miała mu tą trawę pociąć.I nie,nie były to prostokąty.Taka operacja chwilę trwa bo rzecz jasna klient chce jak najmniej odpadu prawda?
Docięła i podchodzi do klienta który chwilkę na to czekał...

Klient - no chyba pani siała tą trawę!!!

Koleżanka - i jeszcze ją podlałam psze pana. Odbiór za trzy tygodnie !

- pisałam o tym na fb. I tak to się toczy .Pamiętam tylko że wstaję a potem że się kładę.Między tym jest jazda autobusem i szycie.Żadne tam kolorowe życie.
Niemniej coś tam zarobię.A....a co do zarobków a raczej wypłaty.
Ostatnia mi się spóźniała - ww takich okolicznościach doceniam posiadanie wypłacalnego męża;))). Niemniej sam fakt nie był śmieszny.No bo co,zęby ww ścianę czy jak ?
Interwencje poszły a ichnia księgowa rzekła - MIELIŚMY AWARIĘ i pani zatwierdzona fv nie poszła do wypłaty....TRZY TYGODNIE ?!? Mieliście awarię to jakim cudem pani dostała wypłatę? Wpłynęła...28 marca a miała być 7....taaaaa.
Zaraz potem wpłynęła planowo z kolejnego miesiąca i choćprzez chwilkę miałam trochę kasy ;))).
No to miłego wieczoru.

niedziela, 17 marca 2019

misz masz czyli życie w mordorze i poza nim

PUNKT PIERWSZY _ fascynują mnie toalety.
w domu, u siebie to norma że klapa deski sedesowej jest zamknięta.BO TAK.
Natomiast w pracy to już niekoniecznie....
Nie rozumiem PO CO w pracowniczych i klienckich toaletach są klapy sedesowe?!!?
Często zastaję zamknięte co mnie deprymuje.Bo jak to tak PODNIEŚ ?!? Żeby podnieś trzeba DOTKNĄĆ co mną wstrząsa.
Blech.
Ileż na tej klapie zarazków,bakterii wszelakich a ja mam to dotknąć?!?
Market budowlany bez specjalnej spiny może postawić sedesy marzeń. Tylko że niestety nie chce/nie rozumie potrzeb?
Jeszcze jakby były fotokomórki spuszczające wodę jak się wstaje....Eh....
Często korzystam,skoro jestem tam ponad 10 godzin to muszę.Czasami śmierdzi ,blech,czasami jest mokro wokół sedesu - ach te dziewczyny sikające na Małysza...
Nauczyłam się idąc śladami X-mena korzystać z mokrych chusteczek dziecięcych.Uf, jaki komfort w wycieraniu tyłka skoro nie ma bidetu!
-
PUNKT DRUGI - stosunki na dziale.
Otóż kilka dni temu podeszła do mnie kierowniczka.
rzadkość,bo raczej uwagi ma do personelu a mnie wszyscy omijają bo robię swoje
- Pani TUV rzekła....PERSONEL się skarży że jest pani nieuprzejma dla PERSONELU ! I klienci też się skarżą i że pani KRZYCZY
Cóż,zrobiło mi się niemiło a nawet przykro.Rzadko rozmawiam z tzw "personelem" ,z klientami częściej niestety ponieważ jestem widoczna jak na tacy to każdy do mnie podchodzi i pity o milion rzeczy a ja się nie znam !!!! Nie mam szkolenia,nie jestem przyuczona,nie odpowiadam za, czyli odsyłam do "obsługi klienta"....
Dziewczyny z działu to do rany przyłóż,ciężko tyrają, do mnie zastrzeżeń nie mają ale....znalazła się taka jedna i nie przeskoczysz.
Kiedyś z ową się lubiałyśmy. Sporo jej szyłam itepe.Niemniej kiedyś tam rzekła - NIE życzę sobie żebyś mnie wołała do klienta.Nie bo nie.To klient ma mnie znaleźć.....
Oj tam.Przestałam się od tamtej pory totalnie angażować.Zawsze mówiłam - proszę znaleźć kogoś w zielonej koszulce.
( ja jestem na widoku.Stół krojczy niczym scena w teatrze.każdy do mnie bieży w nadziei że dostanie informację. Niestety, ja nie mam za to płacone i nie mam wiedzy .

- co rzekłam - tak krzyczałam. Nie,nie krzyczałam,zawołałam na głos koleżankę bo widziałam że się snuje między regałami a mnie poprosił o pomoc MOCNO starszy pan o kulach.Nie, nie wyobrażam sobie by kuśtykał szukając dziewczyny która stara się migać od obsługi klientów.

Podobno mam dostać telefon firmowy by NIE KRZYCZEĆ a wzywać telefonicznie obsługę.Ciekawe czy to fakt,czy mrzonka....

A życie poza tym ?

Mam kłopoty z zatokami.Poważne.W lutym pewnie nie doleczyłam bo zabrakło nalewki z bzu czarnego i teraz się odzywa;(.
Od kilku ładnych dni ,nie śpię po nocach,bo jak wieje ten paskudny wiatr to mam zaczopowane zatoki ;(....
Noc z głowy....
Chodzę jak zombi za dnia.Nie umiem rozkminić zamówienia,mylę się i to dodatkowe utrapienie ;( .
Nie sypiam lub chwilowo zasypiam na parę minut. Niemiło. Dziś mam kolejny zły dzień.Ledwo żyję. Wyglądam jak zombi.Jedyna radość to spacer z Rudeńką...bo Młoda czy JNZ nigdy z nią nie wyszli...
X-men na razie w trasie , mnie się ckni ale co ja tam mogę.I to byłoby na tyle....

------------ a jeszcze sprawa PLECAKÓW w autobusie....

Klarka mnie natchła

Sama mam plecak.Niemniej zawsze zdejmuję zanim wsiądę do autobusu/tramwaju....
Niestety tabuny młodzieży a nawet dorosłych nie mają takiego instynktu.I sieją że tak to określą spustoszenie....
w tłumie taki gość z plecakiem na plecach to porażka !!!! Szczególnie jak siedzisz na niższym siedzeniu.Dostajesz w ramię,w pysk, gdziekolwiek tym cholernym plecakiem;l( .
Czasem mam ochotę strzelać do ludzi.I niee wiem czy nie wybuchnę następnym razem.

CDN

środa, 13 lutego 2019

"a tak przy okazji : W damskiej skończyło się mydło " !

czyli o sprzątaczkach będzie.
Panie sprzątające były w mordorze pierwszymi osobami które odzywały się do mnie ludzkim głosem.
Wypytywały skąd zacz jestem i takie tam.
Potem to już była zdawkowa wymiana uprzejmości bo wszak "przynależność kastowa" nie ta.
Zauważyłam to dopiero na stołówce.Ja po roku pracy ,będąc niejako outsiderką siadam gdzie wolne miejsce acz dopiero od niedawna tak postępuję.Ogólnie każdy trzyma się swojej "grupy" no i faceci z logistyki swojej kanapy;).
Zaintrygował mnie fakt tej przynależności kastowej i obserwowałam potem już przy pracy.Faktycznie,sprzątaczki a raczej grupa sprzątająca stoi najniżej drabiny dziobania.
Nie ma żadnego spoufalania się , gadania na luzie,raczej dzieńdybry i czy możesz tu posprzątać.A niejedna by się zdziwiła a nawet nie poznała gdy przebierają się w swoje normalne ubranie.Bo u nas obowiązują mundurki.Ekipa sprzątająca ma niebieskie.Mało gustowne acz wytrzymałe spodnie robocze i bluzy.Dwie z pań bo są i panowie ,tworzą jakby podstawę wokół której przewijają się nowe.Nowe często się zmieniają bo firma sprzątająca jest firma zewnętrzną.Często przerzuca jakieś osoby to tu,to tam.Od stycznia mamy trzy nowe.I dobrze, bo trzon starszawy a market sporawy i nie nadążali ze sprzątaniem.Nie ukrywam że poprzednie wydawały się a nawet były sprawniejsze.
Sytuacja na stołówce :Wchodzę,siedzą sprzątaczki przy jednym stoliku,coś tam mówią,potem wychodzą na peta.
Przychodzi jedna z "trzonu" - oooo kubki się kończą,dołożyła.Od razu i papierowe ręczniki wyciągnęła, potem wymieniła pełen po brzegi kubeł na śmieci i wytarła podłogę wokół saturatora by ww końcu usiąść i się czegoś napić.A czemu "nowe" tego nie zrobiły? Zlały temat acz nie wiem kto lepiej na tym wyszedł.One czy ta jedna.
Najczęściej gadam z brygadzistką.Sporo lat w mordorze , ma uprawnienia do jeżdżenia maszyną czyszczącą, rankiem ją na niej widuję.Wszędzie jej pełno ale to w sumie jej obowiązek.Panie mają dodatkowo taki wózek na kółkach z wiadrem,mopami,miotłą,szuflą i worem na śmieci.Często się pojawiają koło mojego boksu bo u nas się mocno śmieci.Opakowania,folie,kawałki materiałów i takie tam.Dwa razy dziennie sprzątają też toalety.Miewają sporo roboty bo niby dziewczyny i kobiety tu pracujące to takie eleganckie a jednak....Ostatnio lekki horror przeżyłam,bo wiecie,dojeżdżam godzinę albo i dwie i czasem parcie na toaletę bywa duże.Wbiegam do wolnego boksu,robię swoje,spuszczam wodę,coś mi się odgłos nie podoba odwracam się i ....matkoicórkojapiórkuje jelonek to by, widzę jak woda w kibelku się podnosi i tuż,tuż do brzegu muszli podchodzi!!!!!!!!!!! Z zawartością....Na szczęście coś się przetkało i poooooooszło....Od tej pory najpierw zaglądam ( sorry) czy czegoś nie ma w muszli....Na drzwiach boksów są wielkie nalepki typu - NIE WRZUCAJ podpasek,tamponów itepe - POMYŚL !!! no widocznie jednak nie działa do końca.
A jak już jesteśmy przy kiblu to w szoku mnie zostawiła taka jedna elegantka - tak nie bójmy się tego słowa,jedna z nielicznych bezmundurkowych w mordorze.Wychynęła z kabiny .Makijaż...fryzura....pazury....nieskazitelna biała bluzka....w jednej ręce biały fon....i widząc mnie nieco się skonfundowała,podeszłą do umywalki,odkręciła kran,wolną od fona dłonią przesunęła po strumieniu wody i .... wyszła.Bleeeech!
No tak,znów na kupę zjechało ;))))
A ostatnio ekipa sprzątająca kojarzy mię się z pewną sceną w JUMANJI ( tym pierwszym filmie) .Jak stado dzikich zwierząt sunie szosą a na końcu za nimi stękając nosorożec.No wypisz ,wymaluj nasza ekipa.;)))
czyli tak:
Na początku brygadzistka z rozwianą kamizelką odblaskową.Niska,krępa,wszędobylska acz w wieku mocno emerytalnym to i czasem widać że bywa zmęczona .Potem sunie facet taki cwaniacko-fujarowaty.Wszyscy go raczej lubią.Prowadzi ogromny "kosz" na kółkach zbierając kartony i duże folie których jest od groma i ciut,ciut jak przychodzi towar.Obok niego kobieta "trzon nr 2 " z wózkiem sprzątającym wymachując mopem.Potem idzie taka która chce zniknąć.Pracuje już chyba pól roku i bycie sprzątaczką jest dla niej karą.Świetnie wykonuje swoją pracę ale udaje że nikogo nie widzi.Niestety logistyka też udaje że jej nie widzi i nawet barany nóg do góry nie podniosą jak sprząta stołówkę.( ja bym się wydarła ,a co ! )Kiedy ją zobaczyłam normalnie ubraną....nie do poznania! Pewnie nie mogła znaleźć lepszej pracy i teraz tu kwitnie.Zagaduję do niej,mówię dzińdybry i takie tam.Warkoczyk trochę odpuścił.Znów dwóch chłopów.Jeden starszy mocno ,drugi za młody na sprzątacza! Nosz kurcze nie mógł iść na logistykę? No i teraz idą "nowe" dwie....a na samym końcu....dysząc i sapiąc z grymasem na twarzy tupta ostatnia nowa.Ostatnia jest mocno otyła.Cóż,tusza nie pomaga w pracy sprzątaczce gdzie trafiła na moment MYCIA WSZYSTKIEGO DO BLASKU.Trzeba się schylać,i schylać,i schylać,i przy podłodze na klęczkach też. I to na razie byłoby na tyle;)

czwartek, 7 lutego 2019

Siedząc przy drugim piwie niestety z koncernu ;)

Jest luty.Nic odkrywczego ale dopiero teraz odtajałam.

Pracę mam fajną a nawet zajebistą ale grudzień to była mordęga i fizyczna i psychiczna.No ale to pierwszy rok w mordorze;).
Lubię tam jeździć.Lubię ruch,ludzi którzy tam pracują,atmosferę.
Wiele rzeczy mnie zadziwia ale o tym na szerszym forum raczej nie będę pisać,przy kufelku piwa lub np.jakimś Jogurciku czemu by nie;).
X-men w rozjazdach,znaczy częściej poza domem niż w nim.Niby mnie to nie przeszkadza ale...Dzieci dorosłe,mamy w końcu sporo czasu dla siebie,sklep na amen zamknięty,można by nawet wyskoczyć i zaskoczyć znajomych jednak NIE MAMY NA TO CZASU !!!
Znaczy X-men przyjeżdża,odpoczywa,czuje wstręt do jazdy samochodem a jak się otrzepie,wypocznie i nabierze chęci to sms z dyspozycją wyjazdu przychodzi.
Zresztą długo nie mieliśmy auta bo tuż przed świętami jakiś chłop z Wrocławia ( chyba tam obowiązują inne znaki ) wjechał w bok naszego samochodu.
Procedury trwały długo,firmy do tej pory się kłócą kto i ile ma zapłacić za naprawę naszego....Nasz ford już w naszym garażu acz nie do końca jesteśmy z naprawy zadowoleni,niemniej ubezpieczyciel chłopa zatwierdził kwotę 4,600 zł ,natomiast serwis forda wystawił fv w wysokości....9,200zł....


Styczeń to też był miesiącem lekarzy,bo akuracik zbiegły się wizyty ustalane jeszcze w zeszłym roku.
No i dzięki temu jestem kobietą SEKSOWNĄ co to w czarnych pończoszkach na mrozie gania acz mam zastrzeżenia do pana doktora.Całkiem bezosobowy był,nie dociekał,nie zainteresował się dogłębniej,nie popytał o to i owo.Na wizytę czekałam pół roku, potem pod gabinetem dwie godziny bo była śnieżyca,gigantyczne korki itepe a w sumie w środku byłam minut SIEDEM.....

No jakoś mi tak niewyraźnie.

Z rzeczy przyjemnych acz zbędnych to potuptałam do fryzjera.W moim przypadku to jest spory problem logistyczny bo fryzjer kilkanaście kilometrów od domu.W zasadzie w innnym mieście a raczej na jego obrzeżach bo w galerii handlowej.Zadymka,zlodowacenie prawie ja jadę tramwajem a potem faktycznie tuptam i to POD GÓRKĘ !!! sporą zresztą jakieś 15 minut! Potem tylko wyznaczyć azymut na kładkę nad trasą i jestem u celu.
Fryzjer to rozpusta,drogi ale czuję się zaopiekowana,nawet mi kawulca robią.No to poszłam na całość i zrobiłam sobie paznokcie.Drugi raz w życiu i ....tam ostatni;))).Do fryzjera lubiętam jeździć ale pańcia od paznokietków mnie wkurwia....
Solidnie obrobione,idealnie pomalowane ALE....


Jeden z paznokietków był chory.Dwa razy przeszyłam go igłą maszynową,miał prawo.Był krzywy i ja to zaakceptowałam ale mówiłam pańci że mi nadlała wielką kroplę lakieru na sam koniuszek onego.Nieee,no nieeee się mylę,paznokieć jest ok.
No to jest,pewno jestem przewrażliwiona pomyślałam.Niemniej koleżanki z pracy,które sobie notorycznie robią pazury od razu zauważyły.Zresztą w pewnym momencie lakier ( żelowy ) zaczął mi tam pękać.Rzecz jasna zgłosiłam,zaczęły się fochy pańci ,menedżer mnie zaprosił na poprawiny niemniej jednak jak zaznaczyłam dla mnie to logistyczna ekwilibrystyka i w końcu nie pojechałam.
OJ TAM.Jakoś udało mi się lakieru pozbyć i niech tak zostanie;))))

niedziela, 23 grudnia 2018

kolejny rok,kolejne Święta.Czas gna jak rzeka szalona




- jak tak się dobrze przyjrzeć widać na zdjęciu po lewej stronie ułamek Mikołaja!!! Kawałek rękawa,kieszeń,dłoń....No,no;))))).Trzeba najechać na zdjęcie i kliknąć powiększ
chciałam ten rok w pracy zakończyć przed Świętami.Plan ambitny i prawieżesięudał .Niestety jedna z klientek która odbierała uszyte zasłony złożyła jeszcze jedno zamówienie. Na poszewki idealnie pasujące do firanek i zasłon.No niestetyma na poświętach.I trudno mój plan zrealizowany w 99 % ale oj tam,szyć na tempo i przywozić do pracy nie miałam najmniejszego zamiaru.Kiedyś MUSZĘ odpocząć.To był bardzo ciężki miesiąc a raczej dwa. Chojak ubrany rękami Młodych i naszym też troszeczkę. Lampionowy kalendarz adwentowy uszyty kiedyś tam świeci pięknie,ostatnie pranie w pralce. Jutro wigilia.Bigos dochodzi na piecu ,frajdę mam bo własnym ręcami grzybki w Brzozówce zbierałam i to jakie - prawdziwki,podgrzybki i kozaki bo po maślaki kto by się tam schylał;))))). Jutro kapustka wigilijna,duszone ziemniaczki,paszteciki drożdżowe z kapustką do barszczu (wszędzie będą te grzybki),barszczyk już jest,grzybową przyniesiemy od mamy (jemy z łazankami).Kilka ciast i starczy. Aaaaa - w południe zjawi się druga para Młodych.Będą smażyć RYBKI! (ciut karpia,sola,pstrągi i łosoś ). Prezenty też mamy.A co mi tam. Wczoraj wpadł brat z żoną,bo byli przejazdem . Fajnie tak. Spokojne, na lekkim luzie Święta. Śniegu nie ma a szkoda;(. Oby wszystkim co tu zaglądają też tak spokojnie się świętowało. Bez kłótni,szarpania,nadęcia,z uśmiechem;).

wtorek, 18 grudnia 2018

wielkie BUM czyli post dla tych co fb nie mają

intuicja jakaś się w X-menie odezwała ,bo nie chciał za bardzo się spieszyć by mnie odwieźć do pracy. - No bo ja mam na 9 , jeszcze czas wydusił koło 8 rano.No ale mnie było żal tych chwil,bo już myślałam jak późno skończę. Jedziemy zawyrokował. Dowiózł spokojnie,usiadłam przy maszynie - telefon. No bo gość we mnie wjechał taki jeden. ?!?!?! Wyjeżdżał z podrzędnej.W zasadzie spod Norauto - to tylko podjazd jest ale on chyba myślał że jest na głównej.Nie miałem gdzie uciec...Market,chodniczki,choineczki,krawędziole.No żeby nacisnął sarenka na hamulec!!! A on nic!!! Z całą siła we mnie.... Jakoś podjechałem te metrów do Norauto,od razu mi sprawdzili - błotnik do wymiany ale koło...Opona flak i niestety McPherson uszkodzony.I cośprzy układzie kierowniczym przestawione tak na szybko i na oko ich. jelonek,sarenka,jelonek!!! Późnym popołudniem samochód odholowany został na serwis. Szkoda będę naprawione z OC sprawcy,X-men się uparł i odstawiono samochód do serwisu autoryzowanego.A niby czemu nie ? Jutro wycena szkoda - a po chusteczkę nam to ? Od razu powinni dać zastępczy ,nie? No to mamy piękny przedświąteczny czas;(