sobota, 13 października 2018

sprawa sprzed miesiąca czyli jak Tuv i X-men piec gazowy zakładali

od ....1975 roku nasz dom miał ogrzewanie miejskie.
Wokół budowali osiedle bloków,zapytali czy chcemy,no kto by nie chciał.
I tak sobie żyli wygodnie dziadkowie,potem rodzice i my.
(nie trzeba było zamawiać węgla,koksu i drewna,nie trzeba było zrzucać tych ton do piwnicy,rąbać drewna ,wstawać o piątej rano coby rozpalać,pilnować wieczorami by dołożyć koksu wtedy ciepło utrzymywało się do rana itp...)
Było w miarę ciepło,wygodnie i niekoniecznie tanio.Do czasu....

(Pisałam tu kiedyś że Tauron zaczął nam robić numery typu - to nie jest nasza linia,linia cieplna należy do was musicie sobie płacić za naprawy itepe.Pisma,pisemka,awantury,dochodzenia naszych praw,odgrzebywanie historii przodków żeby dociec jak to z tym było i ciągle w zawieszeniu bo a nuż w ramach restrukturyzacji,oszczędności i plam na słońcu po prostu te kilka domków z naszego osiedla odetną od dostaw bo im się nie opłaca (historia znana w naszym mieście, gdzie jedną z niewielkich uliczek tak odcięto i radźcie sobie sami ).

U nas wiadomo,po wypadku było jak było i cięliśmy koszty jak się dało.X-men przeliczył i ku naszemu zdziwieniu wyszło że gaz będzie tańszy,będzie grzał piec kiedy chcemy,no i jak ewentualnie dzieci zaanektują poddasze to spokojnie wystarczy .(Przy miejskim ogrzewaniu byłyby korowody ze zwiększeniem dostaw ciepła ).

Parę lat temu gazownia prowadziła gaz przez nasze osiedle. Kto chciał to mu ZA DARMO doprowadzali przyłącze pod dom.Chcieliśmy.
Teraz jak znalazł.

Umowa z TAURON rozwiązana,zbliżał się sezon grzewczy trzeba było podjąć męską decyzję i zabrać się za instalowanie pieca .Sąsiad zakładał,zajęło mu to cztery dni z wymianą bardzo starych kaloryferów.No to skoro u nas wszystko bardziej nowoczesne to pomyślałam że góra trzy dni to zajmie.
Gazownicy poleceni przez sąsiada,ponoć terminy mieli zajęte do grudnia ale dla nas czas znajdą.
X-men za granicą ja tylko na włościach,czasem dzieci więc musiałam sobie wszystko dograć.No bo ja PRACUJĘ

Ustaliłam że wchodzą w taki jeden poniedziałeczek a wychodzą w czwartek.

Proste prawda ?

Otóż niekoniecznie.W pracy załatwione,szycie wzięłam do domu,szyłam ogromną kurtynę ( w pracy nie było na to miejsca ) czyli wszystko się ładnie zgrało. Mieli wejść o 8 rano.Pojawili się koło 13 i stwierdzili że przywieźli butlę gazową bo jutro będą spawać.
AAAAAA - jutro?!? A co dziś i dlaczego tak późno,panowie jak PRACUJĘ,specjalnie się zorganizowałam z praca a wy taki numer?!?
Panowie strzelili ....FOCHA !!! Bo to ,śmo i owo.

WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR

No ale chcę mieć ciepło,nie ?

Pogadaliśmy sobie od serca,meldują się o 8 we wtorek.
Przyjechali o 9 rano.Dobre i to.Pracowali już ze dwie godziny gdy nagle..........ROZWYŁ SIĘ ALARM ( alarm mamy głośny a nawet bardzo głośny.W domu i poza domem.Tak wyło że pół blokowiska w oknach,pies w stuporze a kot zaszył się gdzieś w meandrach domu.
Dobrze że chłopak córki wrócił się biegiem do domu,bo ja nie wiedziałam co robić.Odłączyliśmy akumulator ale alarm wył nadal....tajne zabezpieczenie .Dopiero kontakt z serwisem pomógł opanować sytuację.Prąd mogliśmy włączyć a serwisant miał przybyć następnego dnia by naprawić uszkodzone kable.Pan MIAŁ specjalne nożyce do cięcia naszych nietypowych rurek ale ich zapomniał przywieźć i ciął szlifierką kątową ....przy suficie gdzie kable lecą.....

WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR

No ale chcę mieć ciepło,nie ?

Pracowali do 16 i pojechali.W środę pojawił się już tylko jeden, zresztą sensownie bo spawacz zrobił swoje .Pojawił się i znikł bo mu brakowało czegoś tam i musiał jechać kupić.Potem się okazało że mu się nasze rurki gną nieciekawie bo....nie ma narzędzie do ich wyginania...Kurwa nie spytał a przecież skoro X-men je zakładał to MA !!! (takie specjalne sprężyny to są ).W czwartek siedział dość długo ale w końcu jest piec założony,rury doprowadzone- jednak musi przejść się po domu i sprawdzić gdzie która idzie bo....co prawda zaznaczył na rurkach ale pisak mu się kurwa zmazał..... Wszystko założone,posprzątane obejrzałam,ok ale muszę jeszcze wpaść w piątek rzekł pan.

WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR

No ale chcę mieć ciepło,nie ?


W piątek miałam jechać na Kartoflisko ,znajomi chcieli mnie zabrać bo X-men za granicą wszak.Cóż. Ciepło mieć chciałam. Wyjazd odwołałam,z żalem wielkim ale musiałam być rankiem w domu.Pan gazownik przyjechał,popracował i o 12 było wszystko skończone.WSZYSTKO.Teraz tylko trzeba zamówić panów z gazowni żeby założyli licznik i serwisanta pieca żeby zrobił odbiór.

WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR

No ale chcę mieć ciepło,nie ?


Skoro koło 12 byłam wolna pojechałam do pracy.Wracam koło 20 i pomyślałam że zrobię zdjęcia X-menowi ,niech wie co panowie zrobili.Schodzę do piwnicy ..... a tam kurwa basen. Cóż pan coś tam skrewił przy przyłączaniu wody.Rano nie zauważyłam bo tam gdzie ciekło stały ogromne kartony,woda ciekła po białej ścianie i szła ww karton.
No ale po całym dniu kartony już nie dały rady i woda była wszędzie....



WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR

No ale chcę mieć ciepło,nie ?


No to dzwonię do X-mena,ten do gazownika bo ja nie miałam siły i bałam się że rzucę mięsem.Ponieważ była już 22 to pan stwierdził że przyjedzie raniutko.Przyjechał i jeszcze stękał że właśnie wyjeżdża i robi mi uprzejmość.No to się kurwa wydarłam że JA PRZEZ NIEGO NIE WYJECHAŁAM !!!!!!!!!!!!

w umówionym terminie przyjechali z gazowni,założyli licznik.Potem się mordowałam by raczył przyjechać serwisant do pieca.Akurat się zimno zrobiło i chciałam zacząć grzać.Przyjechał po trzech dniach.Znów musiałam kombinować z pracą. Stwierdził że taki jeden odpływ to meandry Wisły przypomina i trzeba to zmienić no i nie ma spustu z pieca i trzeba to zrobić.

WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR

No ale chcę mieć ciepło,nie ?

Chłopak córki pomógł i pięknie skrócił odpływ.Pan gazownik stękał ale mus przyjechać.
Umówiłam się z nim na WTOREK 2 października. Jadę autobusem,jest poniedziałek ,1 październik,telefon.Dzwnoi córka bo.......Mamo,pan gazownik czeka bo się z tobą na dziś umówił a ja muszę wyjść do pracy!!!!!!!!!!!!
Dzwonię do dziada i mówię.....
- JA : co pan robi pod moim domem?
- G: czekam,umówiliśmy się na dziś.
-JA: jesteśmy umówieni na DRUGIEGO PAŹDZIERNIKA,TO ZNACZY WE Wtorek !!!!!!!!!!!!!!!
- G: no to jestem.
- JA: Ale dziś jest PIERWSZY i PONIEDZIAŁEK !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i wyłączyłam telefon wszak nie będę gadać ww autobusie
. . . . . .
Córka tylko usłyszała - KURWA TO DZIŚ JEST PONIEDZIAŁEK ?!?

czwartek, 4 października 2018

Renault Assistance czyli matriks w polskim wydaniu....

X-men jeździ.A raczej jeździł do poniedziałku.Stanął po południu na parkingu bo jazdy miał dopiero we wtorek

WTOREK
Zdążył do mnie zadzwonić,a potem to się działo.
Otóż rozrusznik nie zaskoczył.W nowym Renault Master,dopiero od czerwca jeździ.A chłop na parkingu przemysłowym ,miał właśnie jechać.
(parking przemysłowy - oddalony od wszystkiego kawał betonu ,oświetlony z budką strażnika i nic poza tym )
Zadzwonił do firmy ci do Assistance Renault bo wszak auto na gwarancji a ci się chwalą że w mig,w ciągu kilku godzin sprawę załatwiają .I to 7 dni w tygodniu jak rok długi i szeroki....

NIC BARDZIEJ MYLNEGO.KŁAMCY !!!!!!!!!!!!!!!!

Laweta nie przyjechała jak obiecywali.Interweniowałam z Polski,bo przestali odbierać telefony od X-mena...
Ktoś tam ,zapomniałam zapisać nazwisko powiedział że szukali najbliższego service który ma wolne miejsce i przyjmie taki duży samochód.Znaleźli 300km dalej.No ale dziś ,zaraz podjedzie taksi i zawiezie go na lotnisko,niech się pakuje ,leci do Polski.
Nie poleciał bo taksi nie podjechała....Kolo 22 czasu angielskiego zadzwonili do niego czy chce do hotelu ale wolał spać w aucie.

ŚRODA
W końcu laweta podjechała.Udali się do niejakiego Kidder Minster.Tam X-men czekał w samochodzie na terenie parkingu serwisowego na taksówkę,która miała go zabrać na lotnisko do Birmingham.Lot o 18 a była 14 czyli trochę czasu było,ponoć godzina drogi do lotniska.
Taksówka nie przyjechała.
Kolejna również.
Zrobiło się późno,serwisowy parking zamknął się o 18 i wyproszono X-mena.Stał na pustej ulicy,bez jedzenia i picia i bez ubikacji od kilku godzin.Stał i czekał na taksówkę.
Znów interweniowaliśmy z Polski.A ten czekał.....
Około godziny 22 !!!!!!!!!!!!!!!! taksówka przyjechała.Zmęczony,głodny,zziębnięty,kilka godzin pod płotem !!!!!!!!!!!!!! - nie ma kurtki ciepłej,bo w samochodzie cięgiem i tylko polar i lekka p/deszczowa....
Mniej więcej o 23 byli na miejscu.jakieś zadupie zadupia ale łóżko i łazienka jest.

CZWARTEK
Rankiem czekał na taksi bo lot o 9 rano - taaaa,nie przyjechała.
Doba w pensjonacie się kończy a on nie wie co robić.Telefon Renault Assistance w Polsce MILCZY.
Odezwali się koło 13 - jedzie taksówka,lot na 18 zabukowany ,dziś będzie w Polsce.
Wymeldował się z pokoju i ....taksówka nie przyjechała.
na własne ryzyko zabukował znów pokój bo gdzie ma czekać ?!?! NA DWORZE ?!? i znów nie mógł się dodzwonić do AR....Usiłujemy to zrobić z Polski...naszych telefonów jeszcze nie znają.
Dzwoni córka,dzwonię ja,dzwoni firma X-mena.
W końcu AR łaskawie zapłaciło za kolejną dobę w pensjonacie - X-men nie ma pieniędzy (funtów i euro,złotówki nie działają).Nie ma konta walutowego - proszę nie pytajcie dlaczego.
Nie wiem co będzie jutro.

koszmar ten zgotował mu RENAULT ASSISTANCE.....kłamcy ,którzy biorą spore pieniądze za ubezpieczenie !!!!!!!!!!!!!!!!!! Samochód na gwarancji!!!!!!!!!!!!! Kłamcy.A X-men nie należy do najmłodszych.
Kiedy napisałam info na stronie Renault na fb ,odpisali mi głupio ....cytuję

" Dziękujemy za wiadomość. W takim wypadku konieczne będzie złożenie reklamacji. W tym celu bardzo prosimy o kontakt z naszym centrum obsługi klienta przez e-mail lub telefonicznie. Nasz pracownik przyjmie zgłoszenie i zaproponuje odpowiednie rozwiązanie. kontakt.klient@renault.com.pl Tel. 800-900-803 Infolinia czynna w dniach: Poniedziałek-Piątek 8:00-18:00 Pozdrawiamy, Zespół Renault Polska....


JAKA REKLAMACJA ?!? Niech najpierw ściągną mi X-mena do Polski !!!!!!!!!!!!!!!

środa, 19 września 2018

takie tam Kartoflisko sobie było

co roku są spędy ,gdzie spotykam w realu moich internetowych znajomych. Jednych znam kupę lat,innych troszkę krócej ale frajdą jest spotkać się w cudnych okolicznościach przyrody i pogadać o czymkolwiek by oderwać się od często siermiężnej rzeczywistości.
Było świetnie.Kto nie był niech naprawdę żałuje i tyle w temacie.Jakoś nie chcę się z nikim innym dzielić tamtymi chwilami.
To że dojadę na Kartoflisko było mocno niepewne bo X-men za granicą i jak się dostać na zgrupowanie? Do tego miałam panów gazowników na stanie i masę zamówień w pracy.

- gazownicy - kiedyś tam zrezygnowaliśmy z ogrzewania miejskiego (kłopoty,koszty rosnące z dnia na dzień itp_) .Cóż,sezon grzewczy się zbliża,trzeba było założyć nowe.X-men zdecydował - gaz.Weszła ekipa z polecenia,u sąsiada łącznie z wymianą starych kaloryferów robili dni CZTERY,to sądziłam ze w dwa u nas sobie poradzą.Na wszelki wypadek wygospodarowałam TRZY. W sumie byli tydzień.....
Miałam przez to kłopotów sporo.Panowie czyści - wysprzątali po sobie na błysk,to prawda.Niestety nie sprawdzili przyłączy wodnych dokładnie i ....i miałam lekuchne podtopienie w piwnicy.Czyli dobrze że nie pojechałam na spęd w piątek jak bardzo chciałam,bo po powrocie miałabym kryty basen...

- zamówienia - jednym z takich solidnych były kurtyny....Trudna praca dla jednej osoby .Bardzo trudna,bo kurtyna mierzyła 20m*3,5m jedna a szyłam dwie...

kiedy wszystko zostało wykończone,opanowane katastrofy,pozostało mi tylko toast wznieść za biesiadujących znajomych, i pożałować samą siebie że mnie tam nie ma.

Jednak....dzięki uprzejmości Wachistrzów którzy specjalnie podjechali po mnie oraz Tetryków którzy mnie odwieźli byłam !!!
Wiecie jaka to frajda?

Konkluzja - mniej gadać,mniej gadać,mam za długi jęzor ;))).Więcej słuchać !!!

Poranny spacer z hajduczkiem i Tetrykami był przyjemnością samą w sobie
Zrywałam owoce dzikiej róży na nalewkę,w skrytości ducha piałam z zachwytu nad czerwonymi koralami Hajduczka (czerwoneeee koraleeeee ....) i podziwiałam zdjęcia Lokaty;)))
Czeremcha wydotykana, owoce tarniny spróbowane,w końcu wiem co to pigwa i pigwowiec.Ponoć tam był też berberys,nie dane mi było skojarzyć pomimo iż kilkanaście razy obok przechodziłam;)

Pokój....miałam ci ja apartament !!! (hyhyhy przyjechałam na końcu,trzymali;))).W nocy wstałam,podeszłam do okna....taka cisza....takie zapachy lasu....i przeogromny kawał aksamitnego nieba gdzie panoszył się wielki wóz...Byłam bez okularów (jestem krótkowidzem) to ta przestrzeń wydawała się zamglona,migocąca i wręcz oszałamiająca.Spojrzałam na dół,a tam świetliki migotały wśród zarośli....jak cudnie.....A rankiem uświadomiłam sobie że to alarmy w parkujących samochodach;)))))



W pokoju był aneks kuchenny.

I kominek na jesienne chłody

Aneks sypialny oddzielony od reszty ścianką.

I niewielka ale bardzo czyściutka łazienka.Po prawej,niewidoczny był sedes

piątek, 7 września 2018

jak trudno zostawić za sobą dawne życie ...

od wypadku ( a było to wszak rok temu , bo 25 września będzie rocznica )z wyroków losu,fatum,przeznaczenia czy plam na słońcu powoli żegnamy się z tym co było by łatwiej przyjąć na klatę nowe.
Długo nie mogliśmy się zdecydować podjąć kroki ostateczne,bo życie nasze było wygodne.Z pewnością kokosów już nie niosło ale żyć się dało.Nie mieliśmy żadnych szefów nad sobą, nie było rywalizacji,premii,wyścigu szczurów itp atrakcji.Czego więcej chcieć?
Ano WOLNOŚCI.

(tak wiem nikt,nigdy nie będzie wolny do końca,nawet na bezludnej wyspie...)

X-mena przeczołgała po drodze praca w korpo (niemożliwe,to tak ludzie pracują? I jak wytrzymują ten stres ?) aż zdeterminowany został tym czym jest do teraz.Czyli KIEROWCĄ.
Nie,nie ma tej upragnionej wolności, jednak płacą godziwie i w terminie,co nieco zobaczył w świecie szerokim i jeszcze zobaczy .
Ja też znalazłam swój kąt a raczej swoją niszę,gdzie mogę się realizować.Serio lubię moją pracę. Lubię dotykać,oglądać,rozkładać bele materiałów,czasem rozmawiać z klientami którzy zadowoleni dziękują mi za szybką i perfekcyjną realizację zamówienia.( a te bywają zaskakujące)
Niemniej nasza przeszłość ciągła się za nami jak smród po gaciach.
Ale ileż można trzymać te sroki za ogon?
Tydzień temu X-men wrócił z wojaży i zabrał się na serio do zamknięcia jednego z etapów działalności.
Już nie sprzedajemy książek.Koniec,finito,finisz,temat zamknięty.
Był to bardzo ciężki i męczący czas.Zebrał z terenu pozostałości,popakował i wysłał.Pakowanie tony książek to jest wyzwanie.Proszę mi wierzyć że jest ogromne!!!
Wyszły od nas cztery palety.Hm,to raczej dwie tony a nawet trzy! Bardzo ,bardzo zmęczony .Pakowanie do pudeł,potem noszenie ich na salę,potem szykowanie palt,potem wynoszenie pudeł na palety,potem ustawianie,potem streczowanie,potem zabezpieczenie przed deszczem a potem wkurw bo kurier miał focha i nie podjechał.MIAŁ FOCHA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.
Tuv rzekł - ja chyba dopiero odpocznę gdzieś na parkingu w Anglii.Tak,tam się wyśpię do wypęku i poleżę czekając na zlecenie... (jeździ się na czas,jest to na granicy wytrzymałości ale potem jest odpoczynek nawet trzydniowy ).
Do tego dochodzą jeszcze robótki domowe.
Musimy ochronić przestrzeń wokół kominów. Ptaszyska przebrzydłe w kołnierzach ochronnych wydziobały dziury wielkości pięści !!! Przy większym deszczu woda leje się na poddasze.Dziury wydziobały w blasze ołowiowej! Gdzie instynkt przetrwania,wszak to trucizna?!?
No i jeszcze jeden szczególny kwiatek - ogrzewanie.
Postanowiliśmy jeszcze w kwietniu zrezygnować z ogrzewania miejskiego .Czyli Tauron papa.Sporo za tym przemawiało.Szczególnie opłaty.I...cóż.Nigdy w domu nie było NAPRAWDĘ ciepło.( kiedyś tam,kiedy kaloryfery były starego sortu i owszem.Przy nowoczesnych temperatury zimą nie powalały a mamy przecież ostatnio zimy słabe,gdzie te dawne mrozy? )
Zbliża się jednak wielkimi krokami okres grzewczy.Mama też potrzebuje ciepła,my przetrwamy jakby co , ona nie .
W poniedziałek wkraczają gazownicy.Jest to dla nas ogromne obciążenie finansowe,nie ukrywam że mam serdecznie dość,niemniej co? Ognisko mamy palić w domu?
Mamy nadzieję że jak wróci X-men z trasy to nareszcie,nareszcie będzie mógł odpocząć tak po domowemu.W pieleszach ,rozpieszczany przeze mnie .Że nie będzie się zrywał o 4 rano,że będziemy mogli iść na piwo lub kawę albo nawet zjeść obiad na mieście.
A ....zapomniałam.Pozbyłam się lampy.Na fb kiedyś pisałam że mnie doprowadza do szału.
Bo sypialnia od dwóch lat ,to w zasadzie nie sypialnia a pracownia.Ściągnęłam do niej maszyny z poddasza,bo było mi łatwiej.Niestety łoże wylądowało centralnie POD LAMPĄ sufitową.jak był X-men to oj tam,nie przeszkadzało mi to mocno.Ale jak wyjeżdżać zaczął....No ciężko mi było zasnąć pod lampą wiszącą nad głową.Zmieniłam miejsce - nogi z głową i odetchnęłam.Jakby co nogi dostaną.A dziś....dziś X-men nareszcie lampę zdjął i wywalił do śmietnika.To ostatni element który nas łączył z jeszcze dawniejszym życiem ....życiem w Częstochowie.
Sznurki przecięte.Jeszcze nie wszystkie ale sporo.Idzie nowe....

sobota, 18 sierpnia 2018

Kozia broda,kolorowe jeziorka i lniane gacie

zadziwiający grzyb o niesamowitym zapachu.Takie wspomnienie tego lata.Znajomy znajomej znalazł go na podwórku pod dębem,będą ponoć z niego niezłe flaczki .


A potem byłą wycieczka do ---->>> KOLOROWE JEZIORKA
Warto zobaczyć acz ich koloryt i piękno i istnienie zależy od pory roku,ilości deszczu i takich tam.Nie doszłam do ostatniego,bo to był kolejny już punkt wyczerpującej wycieczki, dzień mocno gorący,jeziorka miały inny kolor niż powinny a do tego ostatnie prawie że wyschło akurat.
Jednak te które zobaczyłam pięknie mi różne niedogodności wynagrodziły.Wiedziałam o nich od ---->>> dory
i skoro kierownica zaproponowała że zawiezie to z ochotą przyklasnęłam pomysłowi.



A tu klimacik taki,kolejny pałacyk/restauracja/hotelik.Tylko widok fosy i mostu bo do środka nie zaglądałam.
Na pożegnanie tamtych rejonów ,kolejny odkryty ukryty zabytek z bocianim gniazdem ww tle;)))).

Niedosyt mam po tych wakacyjnych dwóch włóczęgach.
Szkoda że ten weekend taki siedzący acz siedzenie w sklepie zostało nagrodzone.Chodzę za to z Rudką na spacery i odkrywam ze zdumieniem jakie zmiany w mieście mamy na plus ;).A wzmiankowane w tytule gacie sprawdziły się fenomenalnie w tych podróżach.Kupione z pewną taką nieśmiałością bo workowate,mną się jak diabli i jak ja w nich wyglądam ?!? Przymierzałam się do zakupu kilka lat . Aż tu wtem,przed wyjazdem do Lublina przecena resztek i są.Jak dla mnie w sam raz i szarość taka modna teraz. Idealny len na lato.Chłodzą kiedy trzeba,szybko schną po wypraniu.Chwalę sobie i biegam w nich co dzień;).

wtorek, 14 sierpnia 2018

bo ja nie jestem "kościółkowa" ale czasem i mnie zatyka

trzecia i ostatnia część mojej podróży w znane - nieznane. Zaczynałam od pałacu a skończyłam na ....




Pożegnałyśmy się i każda pojechała w swoją stronę.A rozrzut mamy spory;).
Mnie Zośka na koniec zafundowała fantastyczną niespodziankę. Lubię zabytki.Lubię zwiedzać.No to pojechałyśmy...

Kościół jak kościół,pomyślałam.Na zewnątrz chyba mur pruski ale na tych terenach to nic nowego pomyślałam....



A potem weszłam do środka.....

Dwa się takie ostały. Do tej pory bardziej znany ww Świdnicy.No ale ten w JAWORZE............szachulcowy..........WYMIATA !!! Z nakazu cesarza jest cały DREWNIANY !!!!!!!!!!!!! Można sobie o nim poczytać tu :JAWOR -Kościół POKOJU


I to byłoby na tyle chyba że jeszcze tu wrzucę kilka fotek ale nie tym razem;)))))))))))

sobota, 11 sierpnia 2018

Śladami lokalnych browarów i miasto którego nie ma czyli dalszy ciąg włóczęgi

Czar lokalnych mini browarów.Jest co smakować,co próbować.Nie dziwię się że zawsze sale były pełne.


Pałac to nie tylko moje zasłony.To również z pietyzmem "z niczego" odnawiane kolejne sale.Odszukiwanie fragmentów zapomnianej historii...
To proszępaństwa winda towarowa którą przewożono jedzonko dla państwa;).No sprytna rzecz bo po tych służbowych schodach ze zdjęcia ciężko byłoby nosić zastawę ....

A tu kubeczek.Ha,to zagadka pani kustosz.Nikt niee odgadł że służył on.....panom z wąsami !!! Żeby nie zatopić ich w napoju ;)))).





Ciekawostką jest ostatnie zdjęcie - w tych annałach ,zbiorach koneksji rodzinnych ,powiązań rodowych itp - jedyny taki w Europie ponoć,swój rodowód usiłował wywieść niejaki Hermann Göring ....Księga w której szperał zaznaczona była specjalną zakładką.Niestety nie udało mu się .
W pałacu podczas wojny mieścił się sztab organizacji TOD



Są też nieliczne ale jednak ślady po najmroczniejszej części historii tych okolic

Nie zwiedziłyśmy żadnej twierdzy,zabudowań obronnych.Myślę że kiedyś się umówimy na zobaczenie np. tajemniczego kompleksu RIESE- OLBRZYM.....

Wokół pałacu są /były zabudowania gospodarcze.Część z nich odbudowano i mieści się tam - hotel,hostel i ...minibrowar
Nie byłabym sobą gdym tam dziewczyn nie zaciągnęła;))))

Było warto! Piwo lokalne mają pysszzne!!! Można też kupić niewielkie buteleczki - czyli próbki na wynos.Rzecz jasna kupiłam dla X-mena.


Lada ogroooomna,sala gdzie podają również jedzenie spora.Obsługa to młodzi ludzie,znali się na cafffe macchiato;))))). Do tego robili przepyszną lemoniadę.Mania ją piła,ja spróbowałam i potem kilka razy zamawiałam w innych miejscach i już to nie było to samo....

Po solidnym odpoczynku ruszyłyśmy tam gdzie w sumie nic nie ma czyli-------------->>>

MIASTO WIDMO - MIEDZIANKA

Historii opowiadać nie będę ,jest ciekawa ,można sobie poczytać.

Nie omieszkałyśmy zajrzeć do powstałego w 2015 roku browaru ;). Stanął na miejscu poprzedniego ,jednak w bardzo nowoczesnej odsłonie.


Mieli wybór piw ,ja zdecydowałam się na takie dziwne - PIWO Z MNISZKA.No nie umywało się do piwa z Jedlinki ale miało swój niepowtarzalny smak.Nie powiem,chętnie się bym napiła jeszcze raz;)).
Po drodze zaliczyłyśmy jeszcze DOM DO GÓRY NOGAMI.robiłam jakie takie zdjęcie,bo wyszła pani z mocno kwaśną miną dając mi do zrozumienia że trzeba kupić bilet a nie focić bez !!! Płot też to mówił dosadnie ale ja jestem wysoka;))))))).


Tyle fantastycznych wrażeń,tyle pogaduszek,niezmiennie bawi mnie wizja CZTERECH czarownic w samochodzie.;))))).
Dziewczyny to mocne zawodniczki,siadwyały sobie na ganku wieczorem i gadały,gadały,gadały. A ja biedna padałam o 22.No jak dziecko! ;))

ZDJĘCIE SIĘ POWIĘKSZY KIEDY NAJEDZIESZ NA NIE MYSZKĄ !!!
C.d.n.