pomiędzy tym co opisywałam wcześniej istnieje tzw. "normalne życie ".Mało mam go ostatnio bo szaleję przy maszynie acz się poważnie zastanawiam jak moje ciało to zniesie.
Jednak mus to mus. Wiem już że na akord nie nadaję się absolutnie.
X-men wrócił to mnie podwozi i to jest ogromna ulga i oszczędność czasu.
No to jedziemy :
- sprawa z sąsiadką.
Od ponad pół roku remontuje domiszcze. Ma czas,pieniądze,dlaczego nie,sama bym chciała.To jest jakby "nowa osoba" na naszym osiedlu . Kilka lat temu odkupiła dom od naszej wieloletniej znajomej ( domy budowane w tym samym czasie przez dziadków ).Podobno zawsze chciała mieszkać na tym osiedlu,zresztą zna mieszkańców , bo od dawien dawna nas ubezpiecza .Dom wygląda nieźle i co podoba mi się rozwiązała ww końcu sprawę garaży.Trzy pod domem z ostrymi wjazdami z ulicy do tego płot i bramy.Remont się ciągnie ,jest to upierdliwe ale nic nie mówiliśmy bo jak upora się z podjazdami do garaży w końcu,serio w końcu, przestanie nam jej rodzina utrudniać wjazd na naszą posesję.Bywało że tabuny aut utrudniały prosty manewr wyjazdu !
Kontakt mamy niezły,wobec nas byłą zawsze w porządku,kiedyś pomogła sporo .Jednak całkiem niedawno zmęczona wracam wieczorem do domu,podchodzę do naszego trawnika i ....widzę to !

Ha,miszcz pierwszego planu Kubek się tam znalazł ;))
X-men twierdzi że mam lekkiego fioła na punkcie trawnika i ma rację.Przez lata rozjeżdżany przez klientów firmy wyglądał niewyględnie że tak się wyrażę.Każda brygada która naprawiała nie wiem ,wodę,wodociąg,elektrykę,gazociąg czy co tam na naszej ulicy,kładła na tym strzępie trawnika swoje narzędzia,rury itp.Od 2-3 lat już uporządkowany ,posadziliśmy krzewinki irgi żeby się tam ładnie płożyły i utrudniały psom z blokowiska sranie (
co ja gadam psom,durnym właścicielom którzy po nich nie sprzątają!!! ) a nawet zasadziłam trochę kwiatków.
I co ? Ano w drugim roku kwiatki przestały istnieć jak panowie przyszli naprawiać lampę uliczną.....
A tym roku znalazłam to co na zdjęciu.
Wkurwiłam się do białości.No serio,bo zrobiło się zimno,spadł nawet jakiś tam śnieżek i pozamiatane ! Po trawie i niestety po części naszej irgi....
Napisałam wielgaśną kartkę i miałam zamiar zatknąć sąsiadce za wycieraczkę auta ale w tym mroku zauważyłam ruchy koło domu.Wydarłam się na całą ulice.A ww mroku echo niesie;).Wydarłam się elegancko.Niee żeby tam jakaś łacina leciała,nie,nie. Sąsiadka odrzekła że jej nie było,nie wiedziała i takie tam.Kurwa ale teraz była tak? A trudno zadzwonić i wyjaśnić? A trudno zapukać do nas i wyjaśnić ?!? Przeprosić i powiedzieć że uprzątnie to jak tylko będzie mogła?!?
Stało to trzy dni ( akurat piąteczek wieczór a potem sobota i niedziela).W końcu przyjeżdżam i uffff.Zabrała;)))))
Nawet bym jej podziękowała ale jakoś starannie mnie unikała.No to nie.
Druga sprawa to mój żołądek.No mam jak każdy raczej ale mam i kłopoty.Sądzę że byle jakie jedzenie od marca ( od kiedy pracuję w mordorze )
albo i niee jedzenie dały mu się we znaki.Dokładnie w dzień moich imienin,ból a raczej pieczenie od rana takie że..
Nigdy nie miałam czegoś takiego.A tu siedzę przy maszynie i nie ma że boli...Akurat jak nigdy nie wzięłam herbatki rumiankowej czy miętowej - prawie zawsze piję w pracy.Nosz....Jakoś przeżyłam .W domu leczyłam się nalewką z pięciornika - robioną przez znajomego wiedźmina - polecam!!! Pomogło ,nie od razu powoli żołądek przez klika dni dochodził do siebie.Teraz pilnuję posiłków.Muszę częściej jeść acz w małych porcjach i jest dobrze.
A trzecia sprawa to taki miły akcent;))). W mordorze na wyprzedaży były zasłony.Chodziłam obok nich czas jakiś bo nadal z pieniędzmi trzeba uważnie dysponować.W końcu się zdecydowaliśmy,bo zdjęcia wysłałam X-menowi.I tak będę chyba musiała je poprawiać bo gotowce to krzywizna i są za krótkie jednak ale mam frajdę.Kupowałam je po 40 zł za zasłonę.Nie mam czasu szyć i dopieszczać a tak powiesiłam i są.Chciałam kółka,mam dość żabek.ALe do kółek jeśli chce się mieć również na nich firanki trzeba innego karnisza.Musi być większy rozstęp między rurkami,dlatego firanka na żabkach została.Potem wymyśliłam sobie ....dywanik.Od początku nie mieliśmy.No ale skoro podłoga drewniana zniszczona ,to taniej wyjdzie kupienie dywanika niż robienie nowej,co nie ? Dywanik taniocha coś koło 60zł. No to iddąc za ciosem kupiliśmy po przyjeździe X-mena drugi,większy.Ooooooo jak miło bose stopy położyć i Rudka lubi tam leżeć ,kocio też;).

Uszyłam również firanę do kuchni i znów gotowce na promocji jako zasłony.Mam spore okna ,potrzebne są trzy.Dwa normalnie a ten trzeci bryt przecięłam na pół .Jeden dłuższy zasłonił mi rurki centralnego,nareszcie !!!,reszta skrócona.Ale jestem zadwolona;)))).Kurcze lata całe nie ruszałam tego tematu;).

Napisałam i zmykam do roboty.Miłego dnia;)