Odkryłam ze od nas bus kursuje do Buska-Zdroju czyli mogę jechać ! Bilety kupione prze internet nie obyło się bez kłopotów (eh,tuv ty zawsze coś głupiego wymyślisz) ....jakoś mi się kliknęło i kupiłam bilet TAM na 10 rano dnia 19 lipca oraz bilet z powrotem na....11,50 dnia 19 lipca!!!!!!!
Jednak ufffffffff dało się przebukować powrót na dziś czyli 21 lipca.Całę szczęście ale i tak bym kupiła drugi,nie ma to tamto;).
Na przystanku byłam 30 minut przed czasem,z nerwów tuptałam i co chwilkę sprawdzałam godzinę .W końcu na 5 minut przed odjazdem zaczęłam się serio denerwować bo...mijały minuty a busa NIE BYŁO !
W ostatniej chwili 9,58 - pan który chyba też na niego czekał krzyknął że stanął na samym końcu podjazdu,słabo widoczny zza innych.Biegusiem z tobołami do busa ale zdążyliśmy.W środku miły chłodek bo wyjeżdżałam w upał.Jednak po godzinie jazdy było mi już tylko zimno a nawiewu nad moim siedzeniem nie szło wyłączyć,zresztą nigdzie się nie dało.Na szczęście miałam sweter na wierzchu.
Bus był załadowany do pełna,od pewnego przystanku ludzie nawet stali co mnie zadziwiło i tak do końca tłok!
W Miechowie postój na siku krótki acz nie skorzystałam.Po trzech godzinach i minutach dojeżdżamy do Buska.Koleżanka mówiła że chcę wysiąść na złym przystanku jednak na bilecie stało jak wół ul.Boh,Warszawy i tyle.Oczywiście przystanek przegapiłam,nie znam Buska;(.W ostatniej chwili koleżankę zauważyłam ale bus już odjeżdżał....Zatrzymał się w centrum.Koniec jazdy ,wszyscy wysiadali.No to dzwonię do kobiety ale z tych nerwów zadzwoniłam niechcący do matki....;))).Dogadane,koleżanka podjechała,jedziemy do Brzozówki ( bo tam spędziłam weekend).




Jebany kogut sąsiada postanowił zapiać o świtaniu....(spałam w stodole)....a potem mi się włączyła wyobraźnia i kłopot z ponownym zaśnięciem był...Jakoś po 4,10 odpłynęłam by znów powrócić do świata żywych bo o 5,28 sąsiad uruchomił piłę tarczową coby sobie drewieniek naciąć ( po kija pana skoro był upał a cały sąg drewienek miał pod daszkiem?!?).Potem jeszcze kura oznajmiła że zniosła jajko (chyba) bo rurecznik z jelonkiem darła się jak opętana....
Wrrr,odespałam,późna pobudka,wspaniałe śniadanie ręcami gospodyni,kawa,pogaduchy a potem wyrwałam na spacerek.jeden spacerek,drugi spacerek...

Zwiedziłam pewne krzaczory,potem chodziłam ślicznym chodniczkiem który kończył się z dupy i tak minął dzień.Wieczór przy nalewce był przesympatyczny,obgadałyśmy to i owo,niektórym pewnie uszy czerwieniały albo mieli czkawkę;).
Koty wygłaskane,piesek dokarmmiony;).

Druga noc w stodole....jak wspominałam wyobraźnia ma działała (szmery,szelesty,drapanie,skrobanie itepe) to na wszelakij słuczaj wzięłam sobie na posłanie u wezgłowia siekierę.

NO CO ?!? Jedni noszą w torebusi,inni w bagażniku wożą to ja z tą przyjaciółką spać mogę nie ?
Kogut widocznie uznaje niedzielę bo darł ryja o 4,10....sąsiad też z okazji niedzieli piły nie uruchomił.
No a potem pakowanie ,gadanie,śniadanie,wyjazd.
Koleżanka przywiozła mnie na wszelki wypadek 30 minut przed odjazdem acz...już po czasie jak bus nie nadjeżdżał okazało się że miałam startować nie z tego przystanku!!!!!!!! Jednak i tak obok mojego musiał przejechać.Potem kobieta jakaś tubylcza stwierdziła że w poprzednią niedzielę się nie pojawił i ... trochę się spięłam ale...ufff,20 minut po czasie jest!!! I to jaki jest.Nówka sztuka,klima działa i da się wyłączyć (co za ulga bo zrobiło się dość chłodnawo i deszczowo).Pewnie z powodu kierunku powrotnego i pory dnia,sporo wolnych miejsc to siedziałam na dwóch siedzeniach jak królowa;).
Dojechałam w deszczu,jak już byłam koło domu to pioruny waliły,jednak szczęśliwie dotarłam na łono;).

Tak,to był bardzo udany weekend;).
Naciśnięcie zdjęcia powoduje jego powiększenie.Zdjęcie przyjaciółki ciut ciemne wyszło acz stylisko widać;))))