czwartek, 3 maja 2018

Maj,gzy,bzy i inne takie radości

Weekend majowy jakoś nie do końca mi się udał.Byłam w pracy w 29 kwietnia,by mieć wolne w poniedziałek a potem święto.Hm, X-men daleko to jakoś nie miałam co robić i to co było początkowo zabawne szybko mi się znudziło.
Spacer poranny z Rudką był udany - chłodno jeszcze,mało ludzi,spokój w parku co lubię;).


Wróciłam i co dalej? No to znów wzięłam Rudeńkę i poszłam na spacer,tym razem na Stawiki.Umówiłam się tam z młodymi coby wspólnie posiedzieć przy piwie na ten przykład bo pogoda cudna. Ruda w siódmym niebie,wiadomo a jak doszliśmy to cięgiem wodzie siedziała ale upał był a ona futra ma sporo;).

Było bardzo miło,młodzi przyjechali na rowerach (zanim się wybrali minęły dobre dwie godziny i mogłam się nacieszyć Stawikami do wypęku;)),w knajpce sporo wolnych stolików pewnie dopiero zaroi się od ludzi wieczorem,teraz wszystko nad wodą,tylko ekhm,"kelner" zrajany do wypęku jednak moją kawę doniósł nie uroniwszy kropelki,jednak trudno mu było wyartykułować słowo łyżeczka stwierdził więc - a tu są "te rzeczy" wskazując na mleczko,cukier i rzeczoną łyżeczkę.....



Po powrocie JNZ uprawiał ekwilibrystykę na orzechu i uciął konar który ocierał się niebezpiecznie o dach....

Ponieważ 2 maja dzień pracy i śmieciarze wywozili zielone chciałam ogarnąć coś niecoś z ogrodu.Worki miałam (wywożą w specjalnych worach które nam dostarczają lub które można kupić w placówce jeśli potrzebujesz więcej).Od września nic tam nie robiliśmy więc zapas miałam spory.Cóż.Gorliwośc gorsza od faszyzmu jak powiadają i mnie kara spotkała - pogryzły mnie gzy i meszki do kompletu.Meszki ww lewą stronę twarzy Giez dziabnął rękę prawą (chlip) i nogę dla równowagi lewą (chlip).Ręka poniżej łokcia,spuchnięta jak bania i spróbuj ją oprzeć o cokolwiek.Pusująca gorącem i bólem.Nóżka? Cóż,uwaliła mnie menda w piszczel tuż nad kostką gdzie w zasadzie ani tłuszczu i mięska niewiele to opuchlizna tak naciągnęła skórę że ból paskudny;(.Nóżkę poczułam dopiero w pracy...No siedzę przy maszynie to i płyny le się rozchodzą ,ból narastał,robiło mi się słabo to uszyłam tylko jedno zamówienie i wróciłam do domu chorować.Jestem uczulona na te ugryzienia,dawniej poszłabym od razu na SOR,ale teraz ? Nie miałam siły jechać na SOR do szpitala;(.Fenistil,okłady,wapno i lek na noc odczulający.Domowe sposoby też - wyrwałam całą babkę lancetowatą jaką miałam w ogródku.I spać z nogą w górze.Dziś jako tako,opuchlizna mniejsza ale problem z chodzeniem nadal;(.I w takich okolicznościach przyrody przeżyłam moje urodziny.....ale młodzi pamiętali.Winko wypiłam,loda zjadłam,wszystko w pozycji leżącej z nogą w górze;)))))

6 komentarzy:

  1. Spóźnione, ale szczere życzenia urodzinowe. Wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowia Jubilatce! Niechaj nóżki działają jak najsprawniej! I wszystko inne też! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrych dni, pięknych widoków, ciekawego życia, dużo pogody ducha, zdrowia i codziennie słoneczka w serduchu życzę.
    Z tym uczuleniem warto lądować na SORze, szybciej i bezboleśnie przechodzi oraz nie zagraża życiu, gdy puchnie gardło.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem.Nie raz się tak konczyło - jednak nie miałam siły jechać,bo odkąd zmienili i jest ww szpitalu to kawał drogi.

      Usuń