SOBOTA.
Radość - taka spontaniczna,perlista,musująca jak dawnymi czasy oranżadka w proszku-bo zjawiła się dawno niewidziana rodzinka i przykrość.Prawdziwa i dogłębna,bo ktoś nie dojechał.
NIEDZIELA czyli WIGILIA
Zaduma - poszliśmy na cmentarza zaprosić duchy naszych zmarłych.
Spokój,wyciszenie,rodzinność i co tu dużo ukrywać - głód,bo post był jak się patrzy;)))).
PONIEDZIAŁEK
Spokój,zamyślenie,wesołość.Wesołość taka zwykła,dnia codziennego.Relaks-pojechaliśmy do kina na Gwiezdne Wojny;))). No jestem fanką acz starszych odcinków.Ostatni nie wzbudził we mnie ciepłych uczuć i jechałam z dużymi i niestety uzasadnionymi obawami.W sumie był za łagodny,taki...no taki disneyowski.Ciągnął się niepotrzebnie no a początek do kitu bo nudy.Koniec jeszcze mnie wciągnął;).Niemniej kiedy X-men scenicznym szeptem jakby wtrącił się w marny dialog między postaciami i rzekł - "no jakby jeszcze zmieniły fryzury - a tam leci TEN SAM TEKSt!!!! a do tego słynne stwierdzenie z kabaretu - "LUK CHOPIE" - i już się zwijaliśmy w paroksyzmach utajonego śmiechu co to wiadomo jest najlepszy bo nie wypada;))))).Młoda stwierdziła że się do nas nie przyznaje choć sama rechotała radośnie;)
WTOREK
Przyjemność - długi spacer z Rudką ,słonecznie,dość ciepło,miałam frajdę;) i pies też.
A potem dumanie,podejmowanie trudnej ,życiowej decyzji czyli smutek a miałam nadzieję że poczuję ulgę....
Radość,przykrość,wesołość,zaduma,smutek,żal,głód,przyjemność.
Potuptałam dziś do Urzędu,załatwiłam sprawy i .... nie czuję ulgi.Raczej smutek i żegnam się chyba z czymś na zawsze.Cóż.Bylee do przodu nie?:)
